PIES, WRÓG I BESTIA
„Nie mogę spędzić kolejnej nocy w moim rodzinnym domu”, powtarzała sobie Nitka, „Tam gruntownie zwariuję i kogoś zamorduję”. Nitka wyobraziła sobie duży, srebrny nóż, podnoszony przez nią oburącz i wbijany z całej siły w pierś matki. Wzdrygnęła się. Czyżby to już była ona, ten potwór z Loch Ness, ta krwiopijcza bestia, ten nieopanowany, żądny zemsty przestępca? „Jak bardzo jestem zniszczona, wynędzniała, porwana jak nitki sterczące z grzybni trującego muchomora… Kiedyś inni zatruwali mi krew, teraz to ja mogę wystąpić w roli szatańskiego krwiożercy. Nie, nie mogę spędzić jeszcze jednej nocy z moją rodziną!”, upewniała się co do swojego postanowienia. „Jedno wzgardliwe słowo mojego brata spowoduje i nasili u mnie skłonności mordercze; wzgardliwe, odrzucające milczenie matki zaciśnie moją rękę na klindze parapetowego noża.” Spięła się w sobie i zaczęła obmyślać, jak mogłaby spędzić tę noc poza domem. Może u cioci Beaty, która czasem bywała bardzo serdeczna i odwiedzała ją w urodziny? Wujek Bogdan z kolei mieszka bardzo blisko, ale jest pogardliwy i ją wyśmiewa. Nie, należy spróbować prosić ciocię Beatę, jechać do niej i błagać albo zadzwonić. Jednak Nitka próbowała ułożyć tyle scenariuszy rozmowy, począwszy od powitania aż po podziękowanie, że aż literalnie osłabła. Zdecydowała się zatem na rozmowę telefoniczną. Niestety ciocia była niewylewna i szorstka, i ostatecznie odmówiła. Szary, jednostajny ból wpełzł do serca Nitki. „Teraz zostało mi tylko to niemożliwe: błagać wujka Bogdana”, myślała, „Pewno się nie zgodzi i zostanę na lodzie. A czuję się już tak nieswojo, jakbym była w innej skórze. Jestem już jak obrzydliwy dla siebie robak.” Po wielu namowach z jej strony i wzgardliwych śmiechach z jego strony, wujek zgodził się jednak. Nawet sam zaniósł jej kołdrę wśród narzekań i zawoalowanych gróźb ojca. Tak, ojciec nie życzył sobie, by ktoś poznał ich mroczną tajemnicę, tajemnicę jej cichej śmierci w rodzinie.
Nitka przestąpiła próg mieszkania wujka Bogdana ze zdrętwiałym sercem, ponieważ naśmiewał się z niej i robił jej miny. Już żałowała swojej decyzji i nie rozumiała samej siebie. Wujek rzucił kołdrę na łóżko i wyszedł bez słowa. Nitka zamknęła się we wskazanym jej pokoju. I myślała. Ogromny pies pojawił się obok i słuchał. Nitka zadrżała. Pies był czarny, groźny. Znał każdą jej myśl.
– „Jesteś winna złego humoru u swojego wujka” – powiedział głos.
– „Nie jestem” – odpowiedziała Nitka.
– „Tak, jesteś; niesłusznie przyszłaś do niego, zawsze powodujesz problemy.”
– „To nie ja, to ludzie” – zapewniła kobieta, „odejdź, zostaw mnie.”
– „Jestem w tobie, nie zostawię cię, żyję w twoim mózgu”.
– „Odejdź z mojego mózgu, wynocha, głosie” – podjęła walkę.
– „Rozwalisz ten dom. Był spokojny, rano będzie tu wojna”.
– „Usnę zaraz i rano wymknę się jak myszka. Przegrasz, psie.”
– „Ja mam racje, jesteś zarozumiała, człowiek z problemami powinien być pokorny, nagi.”
– „Nie potrafię się zmienić. Proszę uprzejmie, jestem spokojna, nie rozbieraj mnie, psie.”
– „Nitko, powinnaś być naga, powinnaś być ofiarą za życie ludzi. Powinnaś dawać siebie za darmo.”
– „Tylko proszę, zauważ. Ostatnio tylko prosiłam, naprawdę, psie. Byłam pokorna, bo proszenie to pokora. Czy możesz mnie teraz zostawić?” – Nitka poczuła psa blisko siebie. Bardzo blisko siebie. Między nogami i coraz wyżej. Nagle w kroczu odczuła coś silnego i przyjemnego. Pies ją zgwałcił. Poczuła, że chce się rozpłakać, ale nie miała łez. Po co tutaj przychodziła? Czy nie lepiej było zostać u ojca?
– „Nie płacz, na nic łzy. Ksiądz Tischner cię kocha. Wymaga od ciebie pokory. Jesteś dumna, a powinnaś pokazać swoją nagość. Odsłoń się.” Kobieta fizycznie wiedziała, że jest z nią blisko ksiądz Tischner. Stał obok i był nią zainteresowany. Było to okrutne, ale było także przyjemne i ekscytujące. Było naglące i święte. Musi mu się podporządkować.
