WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XXXIV) (12 MARCA 2026)

Dziewczynka w pierwszej klasie jest spełniona towarzysko – dużo rozmawia z Wartą, miłą, ładną i inteligentną koleżanką z klasy, przy czym są to rozmowy monotematyczne – dotyczą atrakcyjności i walorów życia wiecznego z Bogiem. Tylko tyle umie Nitka. I aż TAK dużo. Potem coś się dzieje i Warta odchodzi do innej klasy w tej samej szkole; Nitka nigdy nie poznaje motywów, dla których została wtedy na długo osierocona brakiem bliskości jakiejkolwiek koleżanki.

Od czwartej klasy szkoły podstawowej wraca na nowo, wielką chmarą pustoszących wszystko szarańczy, stary koszmar do życia Nitki. Jest teraz bowiem wokół niej wiele nauczycielek i nauczycieli, są nowe dzieci, które wraz z wiekiem stają się coraz bardziej komunikatywne i towarzyskie, chociaż ogółem nie wykazują szczególnych uzdolnień do nauki. Dziewczynka coraz bardziej niepodważalnie, nienaruszalnie dostrzega dzielącą ją i ich przepaść – w domu nie ma telewizji, nie ogląda się bajek ani filmów, nie prowadzi rozmów o czymkolwiek poza lakonicznymi komentarzami nad tym, co słychać na co dzień oraz nad Biblią i literaturą protestancką i w dodatku tylko nad tą głównie dla chłopców, nie dyskutuje się o emocjach i potrzebach, nie odwiedza się ani nie zaprasza nikogo, nie ma się przyjaciół ani nawet dalszych znajomych. Ojciec od początku izoluje towarzysko zarówno swoją żonę, jak i  dwójkę swoich młodszych dzieci, skazując ich na druzgocącą samotność i nabytą głupotę oraz nieśmiałość, a nawet na wycofanie towarzyskie i znaczne spłycenie emocjonalne wskutek wymuszonej, wyuczonej obojętności na wszystko i braku jakichkolwiek ambicji czy też chęci do rywalizacji. Są nieporadni, bezbronni w przypadku kłótni czy ataku, zarówno dorosłych jak i innych dzieci. Są śmieciami, które zamiata się pod dywan, by nie szpeciły reprezentacyjnego salonu. Tym mianem faktycznie określa ich wprawdzie rzadko, ale jednak –  ich własny ojciec.

Jednak w przypadku Nitki i Wilhelma niczego takiego nie można zauważyć na zewnątrz. Nikt nie podejrzewa wykluwającej się i dojrzewającej tragedii, nawet większych problemów, potrzeby pomocy. Dzieci są prymusami, są bardzo aktywne i wygadane podczas lekcji i nawet na przerwach (co udaje się wprawdzie tylko Wilhelmowi, ale przecież stanowią według opinii niektórych nauczycieli komplementarne, żywe „produkty”), przodują w ewolucyjnym stadzie, o którym się uczą, że są jego częścią, choć same nie uznają teorii ewolucji za coś więcej niż jedną z owych wielu celowo błędnych hipotez czy prób opisania rzeczywistości świata i wprowadzenia mas ludu w błąd, lansowsanych przez polityczną władzę. Tak jak wierzą, tak też muszą wszędzie  „nauczać” w tym temacie – to jest w kwestii  nieprawdziwości nauki ewolucyjnej – pedagogów i klasę, by się skompromitować na forum każdej społeczności, a nawet by zostać wyrzuconymi poza szkolną społeczność. To jest wolą ich rodziców, ale ich PAN jest mocny docenić czas i miejsce tej ich brawurowej odwagi i posłuszeństwa, którego jest w tej ewangelizacji autorem oraz głównym adresatem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *