W grudniu przychodzi czas na Bal Sylwestrowy dla zerówkowiczów. Tatuś nie zgadza się na uczestnictwo Nitki i Wilhelma w tej tanecznej imprezie, traktując je jako czyn niechrześcijański i zagrażający ich purytańskiemu wychowaniu, ale tym rzadkim razem przeważa zdanie mamy bliźniąt, która przekonuje męża, iż dzieci przecież nie będą tańczyć, a jedynie nosić kostiumy i rozmawiać nie ze swoimi rówieśnikami, ale ze sobą nawzajem. Wilhelm zostaje przebrany za księcia, ale Nitka nie może odegrać roli księżniczki – byłaby być może wielkościowa i jakby zaczarowana tym sporadycznym szczęściem, mamusia za to robi jej na główce obręcz z rogami ślimaczka. Dwa rogi na papierowej obręczy i tak jednak kojarzą się wszystkim obecnym na balu z koroną królewny; Nitka dzisiaj wszystkich zachwyci i podbije wszystkie szkolne serca. Kiedy Nitka siada i kiedy wstaje otacza ją nimb koleżanek, dziewczynka jest popularna. Ten dzień jest jednak dla niej koszmarem – nie wie, jak rozmawiać i gdzie się podziać, nie wie jak ma tańczyć, a zdaje sobie sprawę, że wszyscy tego od niej oczekują. Wilhelm także gdzieś zniknął, rozdzierająca bezradność kłuje ją w serce.
Pierwsza klasa to ogromny krok naprzód dla bliźniąt. Przychodzi suta paczka z zagranicznego zboru z pięknymi piórniczkami i przyborami szkolnymi oraz kolorowymi zeszytami. Rodzice, w pełni zadowoleni, wręczają dzieciom potrzebne gadżety i tak zaczyna się nowy rozdział w życiu rodzeństwa, który będzie także ostatnim dla Wilhelma. Nitka bowiem zostanie wcześnie osierocona i wtedy to już sam PAN będzie o nią się troszczył – odejdzie jej jeden jedyny przyjaciel, który naprawdę ją rozumiał i znał, ponieważ był do niej podobny (chociaż przecież praktycznie ze sobą nie rozmawiali.)
Zaistniał jednak problem już na samym wstępie ich edukacji – dyrekcja nie zgadza się na przyjęcie dwójki dzieci do szkoły, mama nie wyjaśnia im, jaki jest powód tej odmowy. Mamusia jednak zachodzi do szkoły i walczy jak lwica o udostępnienie swoim dzieciom szansy na zdobycie skutecznego wykształcenia, chociaż podstawowego, w tej dobrej i blisko nich położonej placówce – i wygrywa tę walkę. W ostatnim momencie bliźnięta słyszą szkolne „tak” i dołączają do ostatniej utworzonej klasy, oznaczonej jako aż „i”; w tym roku panuje wyż demograficzny i pociech przyszło do szkoły całe mnóstwo. Ku zdziwieniu wszystkich, nawet ich własnych rodziców, Nitka i Wilhelm ukończą tę szkołę jako najlepsi uczniowie ex aequo, z wybitnymi osiągnięciami edukacyjnymi i sportowymi oraz – popularni zarówno wśród grona pedagogicznego, jak i wśród rówieśników.
Pierwsze trzy lata edukacji są proste i w niewielkim zakresie jednak przyjemne dla Nitki, która jest, jak się okazuje, o dziwo, dobrze przygotowana do rozpoczęcia nauki szkolnej, wiele już umie i walczy tylko o sympatię jej pani wychowawczyni. Ta jest bardzo zazdrosna o piękną dziewczynkę i nie okazuje jej żadnej uwagi, najmniejszego zainteresowania dla jej umiejętności i widocznych jej obojgu oczu talentów. Nitka poza szkołą uczęszcza także do szkoły muzycznej pierwszego stopnia, gdzie pobiera naukę gry na skrzypcach i rytmiki. Razem z bratem chadzają także do klubu tenisa stołowego, który znajduje się piętnaście minut piechotą od ich domu, na tym samym osiedlu, w poprzek działek i dzikich winorośli. Tata jest bardzo niechętny zajęciom sportowym swoich dzieci, chce, by siedziały w domu i towarzyszyły mu w samotności, przebywając grzecznie w swoich pokojach. To znaczy życzy sobie, by nie miały ani trochę lepiej od niego samego – za jego młodych i obecnych lat. Kiedy bowiem ojciec wraca z pracy, jest – z powodu swojego przełożonego oraz swoich kolegów – zły i obrażony na cały świat, i nie czuje najmniejszej sympatii dla swoich młodszych winorośli. Z dwójką starszych braci jest inaczej – są oni zachęcani do zajęć pozalekcyjnych i zaopiekowani pod względem ich wszechstronnego, odpowiadającego ich potrzebom rozwoju. W wieku szkolnym bliźniaki zaczynają to już dostrzegać i rozumieć, że one nigdy nie będą miały szansy na to, co jest normalne i naturalne w rodzinie, szansy takiej jaką stworzono Janowi i Edwinowi. Potem, w wieku piętnastu lat, Nitka będzie widziała – jak nastoletnia raczkująca jeszcze przyszła futurystka – oczami duszy jedną wielką białą plamę nad życiem Wilhelma oraz – małą białą plamę tam, gdzie powinien widnieć jej życiorys. Proroczo – będzie dostrzegała nienaruszalny i nieodwracalny brak perspektyw dla ich obojga, z góry przesądzony – bez pardonu i łaski – o czym będzie już w tamtym okresie, pełna bólu, przekonana.
