WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XXX) (7 MARCA 2026)

Wilhelm nie zrozumiał ciężkiego lania  z molestowaniem seksualnym, którego doświadczył po agresji wobec swojej młodszej o dziesięć minut siostry: Nitka była przecież gównem, dziewczyńskim głupim „niczym”, smrodem, rzeczą zbyteczną i niepotrzebną w ich rodzinnym domu. Robił w końcu tylko to, co inni, to co było popierane i wskazane przez rodziców, a przecież był zaledwie nie rozumiejącym wiele z życia dzieckiem. Rok wcześniej przecież, kiedy mieli trzy latka i bawili się całą rodziną w ich gościnnym pokoju, Nitka dostała lanie na gołą pupę od swojego taty za Wilhelma, który całym sobą pragnąc zwrócić na siebie uwagę ojca i zaprezentować mu swoje skakanie, poprosił siostrę, by podstawiła mu wysoko nogę do wykonania takiego jednego bohaterskiego skoku. Chłopiec upadł następnie z przenikliwym płaczem na posadzkę i mama poprosiła tatę, by sprawił córce lanie. Wtedy mama z braćmi okazali Nitce swoją okrutną obojętność i wyśmiali ją, a dziewczynka nie miała nawet szansy wytłumaczyć się, że zrobiła to niecelowo i do tego na wyraźne żądanie braciszka, w celu wspólnej zabawy. Od tej pory nic nie miało dla niej więcej sensu w tej rodzinie, ponieważ wszystko było „bez niej o niej.”

Bóg jednak także się śmiał i to z tego samego powodu co jej rodzina, ponieważ Boska kara za ewentualną duchową śmierć dziecka lub za jego wstrzymany duchowy i emocjonalny rozwój nie zna miar i Bóg ma prawo, i lubi wymyślać precyzyjne reperkusje wrogom najtwardszych w okrucieństwie obywateli jego Ziemi. Nikt bowiem nie przypuszczał wtedy, że Bóg zaplanował  dla Nitki oprócz tych, także inne rzeczy, lepsze niż mogła się ona czy pozostali spodziewać. Bóg bowiem jest PANEM triumfu i z każdej sytuacji lubi odbierać sobie chwałę. Nitka miała cierpieć, ale w tym bólu chwała chrześcijanina i jego twarz zdolne są przecież odzwierciedlać chwałę samego Chrystusa PANA, Stworzyciela i Władcy świata, który umarł na krzyżu wprawdzie nago, na stworzonej przez siebie samego Planecie, ale po trecj dniach zmartwychwstał do zwycięskiego, wiecznego życia bez końca, w Niebie, w którym sprawuje rząd. Jeszcze raz to gorczyczne ziarno, które tak głęboko i na długo zapadło się w ziemię, miało urosnąć do wymiarów i kształtów wielkiego drzewa, goszczącego w swych gałęziach chmarę ptaków. Nitka żyła i szła nadal.

W wieku pięciu lat Nitka, która już od roku umiała czytać i pisać (podobnie jak jej bliźniaczy brat), poprosiła Mamusię o prezent na swoje szóste urodziny: własną małą Biblię. Nie mogąc się doczekać upominku chadzała do pokoju mamy, by czytywać sobie jej egzemplarz Pisma Świętego, w większym formacie i nienagannie utrzymywany, bo po prostu tylko sporadycznie czytany. Wreszcie jednak nadszedł ten wymarzony, wielki dzień, w którym dziewczynka miała otrzymać swój prezent: Nitka została oto właścicielką własnego, „dorosłego” Pisma Świętego, takiego w jakim byli w posiadaniu wszyscy chrześcijanie w znanych jej zborach. Odtąd codziennie czytywała kilka rozdziałów z tej księgi, poczynając od Ksiąg Mojżeszowych i pnąc się w górę biblijnych treści aż do Psalmów, tak jak Mojżesz wspinał się na Górę Synaj, by odebrać z rąk Boga tajemniczy i święty Dekalog. Tu, na kartach Pisma, czekał na dziewczynkę sam PAN Bóg, który objawił się jej w postaci Mojżesza i dał jej głębokie pragnienie, by była jak on sam – by Bóg Jestem który Jestem, rozmawiał z nią twarzą w twarz, intymnie i prywatnie, by wybrał ją tak jak wybrał izraelskiego proroka Mojżesza – na przywódcę jej całego narodu. W ten sposób miała zapewne poznać i ogłosić swoim rodakom nieodkryte jeszcze, różnorodne tajemnice wiary. Lektura Biblii była dla Nitki pasją i miłością, oto miała wreszcie „przyjaciela” i twórcze zajęcie, a nawet pracę, a przyjacielem tym był sam PAN Bóg oraz święte i zarazem powszednie postaci z Pisma Świętego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *