Chłopiec i dziewczynka urodzili się piękniejsi, inteligentniejsi i zdolniejsi od pozostałych członków ich rodziny oraz obdarzeni dużym potencjałem moralnym. Jan i Edwin syczeli z zazdrości i zaczepiali swoją matkę wiele razy na dzień, pytając, czy ich kocha, kiedy poświęcała swój czas bliźniętom, wykonując normalne obowiązki przewijania ich czy też karmienia. Starali się odciągnąć matkę od bliźniąt i zwrócić uwagę na swoje znaczenie i wartość w ich aż sześcioosobowej rodzinie. Edward i Gertruda chodzili po domu w te i we wte smutni i zdenerwowani. Obserwowali bacznie, aczkolwiek niechętnie, narodzone przez nich dzieci i zbierali w swoich sercach chłodną złość na PANA Boga za mało trafiony żart ich narodzin, nasiąkali również bezwzględną nienawiścią do swojego maleńkiego potomstwa, która zawierała w sobie sporą, kiełkującą komponentę obojętności na ich los.
Nie byli z nich dumni, byli przygnębieni i przybici do ziemi. Jak mianowicie poradzą sobie z dwójką dzieci, które należałoby pokochać i rozwijać w sposób szczególny? Czy te dzieci mnie pokochają czy też brutalnie odrzucą w momencie swoich pierwszych wyborów, jak uczynili to wszyscy inni, myślał ich ojciec. To rażąco i niewybaczalnie niesprawiedliwe, że oto urodziła się mi dziewczynka i chłopiec, którzy mając gorsze życie niż ja, a w sposób oczywisty już dokonują zdecydowanie lepszych moralnie decyzji, są towarzyscy i gotowi kochać, i przebaczać innym naokoło, myślała matka. Jasne stawało się od samego zarania życia Nitki i Wilhelma, że ich biologiczni rodzice nie będą w stanie nigdy zdobyć się na tolerowanie praw Boga w ich domu wobec nich, to znaczy nie będą się starać ani trochę zaakceptować i po prostu lubić, i uczyć samodzielnego i przyzwoitego życia swoje maleńkie potomstwo. Sami cisi i zakompleksieni, biedni i nielubiani, dotkliwie upokarzani przez swoją biologiczną rodzinę, teraz zadawali sobie pytanie o cel i sens ich rodzinnej koegzystencji, wydali bowiem na świat dwoje niezwykłych dzieci w ramiona członków mało znaczącego braterskiego zboru, korzeniami sięgającego osławionego ruchu braci z Plymouth. Klamka zapadła – życie bliźniąt zostało zaplanowane przez tę rodzinę oraz przez radę zborów z Plymouth jako niezmienne postanowienie i wiążąca jakby na zawsze decyzja: surowe, purytańskie wychowanie, srogie kary, ciągłe nakazy i zakazy, brak wolności, brak rozwoju, brak nauki, ze szczególnym podkreśleniem braku nauki samodzielnego życia miały stać się odtąd udziałem i niedolą życiową tych bliźniąt.
Urodziły się zatem dzieci przeznaczone na zagładę. Na zagładę, śmierć i kalectwo, zanim nauczyły się chodzić czy mówić oraz pomimo braku wojny czy też katastrof naturalnych w tamtym okresie, dzielące los Żydów w czasie II wojny światowej w okrutnych obozach koncentracyjnych. Dzieci bez poczucia wartości czy godności osobistej, dzieci niekochane i samotne, odtrącone i odrzucone, zapomniane i wyśmiane, całkowicie obce – balast i przyczyna cierpienia rodziny, zbyt trudny dla nich i nielubiany obowiązek. Jednakże cierpienie Holocaustu miało swoje uzasadnienie, ich – nie posiadało chyba żadnego?
Siostra Wilhelma była świadoma już kilka godzin po swoim urodzeniu. Ssała duży palec od nogi swojego bliźniaczego brata, bawiąc się z nim i przytulając go, kiedy płakał. Pielęgniarka, widząc to, nazwała ją „wstrętnym dziewuszyskiem.” Nitka nie zjednywała sobie wcale przyjaciół w początkach swojej egzystencji. Została odtrącona już kilka godzin po swoim przyjściu na świat. Kilka miesięcy potem, już w domu rodzinnym, życie dziewczynki będzie jej wydawać się bardzo długim i do bólu nieznośnym koszmarem. Będzie czuła się emocjonalnie porzucona i niepotrzebna; jej ciekawość świata, potrzeba akceptacji, interakcji grupowych oraz rozwoju osobistego zostały bowiem stłumione i podeptane już na samym życiowym starcie. Nitka będzie płakać i żalić się Bogu, którego pozna, wzrastając w domu pełnym suchych treści biblijnych oraz sztucznej, wymuszonej i przez to nieprawdziwej modlitwy. W wieku dwóch lat Nitka chce mieć swoich własnych sześcioro dzieci, a zaraz potem – po gwałcie mamy na niej – chce być dziewicą dla PANA i często chce już tego silnie, aż do dojrzałej decyzji, że to jest jej właściwy kierunek życia.
