Zbliża się ŚDM – długo planowane Światowe Dni Młodzieży, spotkanie w Winogrodii z papieżem Innocentym XIV. Nitka chce wziąć udział w tej imprezie, zaczyna układać szalone plany nieodległego przyjazdu do Kehenny, chociaż nie ma już żadnych pieniędzy zarobionych z jej zawirowanej „pielgrzymki.” Ponadto ludzie w okolicy zaczynają poszukiwać tej, która „okradła” ich z ich funduszy (dzieje się tak mimo faktu, iż kobieta zbierała bardzo drobne sumy pieniędzy; jednak ktoś wyjątkowo „sprytny”, w sensie swojej zdolności do kłamstwa i plotki, najwyraźniej wykrzywił tę rzeczywistość.) Nitka nie poddaje się jednak i wsiada do autostopu, jedzie z kierowcą, młodym miłym mężczyzną, aż do Perry. Tam organizuje dziesięć złotych, zbierając je po domach pod pretekstem jej ciężkiej choroby nowotworowej. Jednak kobieta nie ma już tolerancji na swoje nieszczęście – uzbierane pieniążki wydaje z szybkością błyskawicy na hamburgera i coś tam jeszcze drobnego do popicia. Wsiada znowu do stopa i jedzie ze starszym już mężczyzną do Pandemii. Po drodze cały czas rozmawiają, Nitka żywo opowiada swojemu kierowcy, że podróżuje aż do Kehenny na ŚDM, by modlić się o swoje uzdrowienie z głębokiej choroby psychicznej, schizofrenii paranoidalnej. Starszy pan wiezie ją swoim wozem aż do Pandemii, po czym kobieta pociągiem udaje się do swojego własnego miasta urodzenia. Nie ma biletu, wymusza przejazd, kłócąc się z konduktorem PKP Intercity i upierając się, iż jest wolontariuszką kościelną, w związku z tym jedzie na ŚDM i ma zamiar dojechać tam, na miejsce docelowe, za darmo. Konduktor najpierw krzyczy na nią i nie zgadza się, ale ostatecznie macha ręką i miłosiernie zostawia ją swojemu losowi. Nitka przegapia jednak Kehennę i dojeżdża tym pociągiem aż do Winnej. Tu odwiedza „koleżankę” z miejscowego winieńskiego kościoła i prosi ją uniżenie o pomoc finansową w dojeździe do miejscowości zamieszkania. Kobieta traktuje ją, co jest policzkiem w twarz, z góry, jest wyraźnie zezłoszczona i okazuje jej jak najgorszą wolę – chociaż bogata, odmawia udzielenia nawet tak maleńkiego wsparcia i tylko częstuje skromnym posiłkiem. Smutna i wyczerpana, Nitka chodzi po Winnej i znowu prosi miejscowych o datki na jej pozorowane leczenie. Wreszcie stopem dojeżdża do Kehenny, a zebrane fundusze wydaje na pierwszy w miejscu rodzinnym zakup gotowej żywności.
Jej dom stoi, jak wkrótce stwierdza, pusty – nie ma ani śladu po jego mieszkańcach – skrzywdzonych społecznie i krzywdzących potem i ją rodzicach – podeptawszy wielokrotnie i na różne sposoby krew Chrystusa oraz chrześcijańską wiarę zgotowali jej przecież ten okrutny los. Kobieta chodzi uporczywie od sąsiada do sąsiada, rozpytując o powodzenie i miejsce pobytu jej ojca i matki. Sąsiedzi informują ją, że niedawno byli oni widziani w dobrym zdrowiu, i że wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku, jak również że nie ma najmniejszych powodów do paniki. Nitka pewnego wieczoru jednak nie wytrzymuje napięcia i dzwoni z telefonu stróża okolicznej szkoły podstawowej nr 2 na osiedlową Policję. Skarży się, że podejrzewa, iż rodzicom stała się krzywda i z tego powodu nie otwierają jej drzwi, chociaż powinni być według niej – osaczonej przez myślenie kontrfaktyczne – ze względu na ich milczące cierpienie i wstyd, głęboko ukryci w mieszkaniu. Przyjeżdża radiowóz policyjny i na szczęście trzeźwo proponuje wykonanie telefonu na numer ojca Nitki i tym samym sprawdzenie, gdzie oni obecnie przebywają i w jakim są stanie. Okazuje się, że jej rodzice od niedawna przebywają już w mieszkaniu, wrócili po południu tego samego dnia, w którym to się dzieje, znad morza, z urlopu, czego kobieta zupełnie nie wzięła pod uwagę. Nitka wchodzi do mieszkania i układa się do spania. Za jakiś czas zrozumie, że gdyby nie ta interwencja policyjna, rodzice nigdy nie zdecydowaliby się ją z powrotem przyjąć do domu. Kobieta jednak tak bardzo boi się pobytu w psychiatrycznym szpitalu stacjonarnym, że nie może przespać ze swoimi rodzicami jednej nocy – decyduje się raczej mieszkać pod Kehenną, w wybranych okolicznych miejscowościach i tylko czasem pojawiać się na posiłku w domu. Jest jej bardzo ciężko tak egzystować – jest już zimno i wilgotno, nadszedł początek pory jesiennej, szybko nadejdzie także i zima. Ponadto czuje się jak związana przez niewidoczną „siłę” – w Kehennie nie potrafi być szczęśliwa ani wolna. Coś ją tutaj pęta i przydusza, zapewne przekleństwa czcicieli Szatana i jego nadchodzącego syna, Antychrysta, być może zaadresowane również przeciwko niej – autorce dwóch chrześcijańskich książek – jednego tłumaczenia i jednego tytułu własnego autorstwa.
