WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XV) (20 LUTEGO 2026)

Oto nadchodzi czas kolejnej imprezy w regionie – tym razem w szkole podstawowej w Nehemejskiej Wyżni. Nitka dowiaduje się o niej z ogłoszenia na wiejskiej tablicy i z radością, i z wielkim napięciem, wybiera się na nią samotnie, klucząc po drodze po górskich serpentynach. Przyszła. Jeszcze nikogo nie ma, szkoła jest pusta, tylko jakiś hałas ze szkolnej kuchni świadczy o trwających przed wydarzeniem kulinarnych przygotowaniach. Kobieta zwiedza tutejszą naturalną strefę i natrafia na ostre zbocze, wiodące w dół lasu ku bystrej rzece. Myśli, że to doskonała okolica dla niej – że chciałaby tu kiedyś zamieszkać i posyłać wraz z mężem swoje dzieci do tej nieznaczącej wiele szkoły, gdzie może tkwić jakaś tajemnica. Tą tajemnicą okazuje się w odpowiednim czasie transmisja telewizyjna, towarzysząca imprezie z okazji zakończonego roku szkolnego. Nitka siedzi wraz z grupą gości przy jednym ze stolików i występuje w tej telewizji. Ma na sobie czarne futerko z kapturkiem i szare dresowe spodnie, przyłącza się do niej teraz jej mała duchowa córeczka, Waszti, która od kilku lat jej towarzyszy w trudnych momentach. Utrudnia jej koncentrację, ale w jej wyobraźni przyczynia się do zgody między starożytną królową Esterą (czyli Izraelczykami) i żyjącą w tych samych odległych czasach królową Waszti (czyli Arabami) i – wprawdzie przysparza wiele problemów psychicznych – jednak także pociesza i inspiruje ją do rozmaitych kontaktów i osiągnięć. Jednak obecne tam kobiety, mimo jej oczywistej duchowej i psychicznej choroby, są dla niej miłe i śmieją się do niej jowialnie. Nitka jest przeszczęśliwa. Ma nadzieję, że wszyscy tutejsi goście kochają ją i kochają jej małą córeczkę, Wasztusię. Są przecież obie, ona – i duszek – uśmiechnięte, sympatyczne i pełne życia oraz skrywają w sobie rozkoszny sekret: miłość Jezusa. Na koniec iwentu czekają ją chrupiące, ziemniaczane placuszki, które miłymi estetycznymi wrażeniami  drażnią jej kubki smakowe oraz czule drapią jej wyposzczony żołądek. Nitka myśli teraz, iż na tej imprezie mogą znajdować się dzieci uzdolnione sportowo, i że jej własne dzieci, gdyby się na czas narodziły, być może także utalentowane, mogłyby tu uprawiać na przykład tenis stołowy, tak jak ona – była winogrodzka kadrowiczka z tego sportu w klasie kadetek.

Godziny prą do przodu, a życie Nitki wciąż jest takie same: uśmiechnięte, pełne tempa i życzliwości dla świata. Wprawdzie kobieta jest przekonana, że dobrze by było być teraz samą na świecie, tylko z ukochanym mężczyzną, i widzieć wszystkich innych koczujących gdzieś na jakiejś samotnej wyspie, to nie ma przecież zamiaru się poddawać ani iść na ustępstwa ze swoim losem, porzucając tym samym swoje zdziczałe i fantasmagoryczne marzenia. Być może później, kiedy PAN ułoży jej życie jakoś na nowo, powróci, z lekką zadyszką, do keheńskiego społeczeństwa, ale na ten moment chce odsunąć te intencje na dalszy plan. Na chwilę obecną nie myśli wiele o swoim losie, raczej zachwyca się swoim otoczeniem i skupia na swoich doznaniach perfekcyjnego odosobnienia, cichym i przyjaznym grzechotaniu  ustępujących jej miejsca węży i żmii, autochtoniczych odgłosach dzikich zwierząt. Ma też od czasu do czasu jakichś towarzyszy swojej pustelni; to zaprasza się na kolację, to na śniadanie do jakiegoś leśniczego czy też wójta, do takich ważniejszych osób właśnie pewno nieprzypadkowo trafia, wiedziona dobrotliwą ręką jej Boga. Rozmawiają, dyskutują, Nitka udaje zmęczoną, omdlewającą nastolatkę lub zagubioną w górskim pejzażu turystkę i ci ludzie, chociaż pewno – jak suponuje – świadomi jej rzeczywistego losu, z sympatii i litości ją ratują, częstując ją z sympatycznym uśmiechem kanapką czy też pożywną zupą. Każdy dzień mija tak samo, jest pełen nadziei i wysiłku, pełen wciąż tych samych przygód, „polowania” na jedzenie, przyrządzania posiłków, rozmów samej ze sobą; żadne z tych czynności długo jeszcze jej się nie znudzą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *