Nitka szybko zerwała się z łóżka, na którym w jednym momencie nie było śladu węża. Głosy ucichły. Ubierała się w najgłębszym milczeniu. W najwyższej tajemnicy przed otoczeniem wybierała z szafy eleganckie ciuchy, drogi biało-czerwony kostium oraz czerwoną torebkę z błyszczącej skórki z klamerką, na łańcuszku.
– Wychodzę do koleżanki – rzuciła oschle mamie.
– Tak elegancko ubrana? Chyba zwariowałaś? – rzuciła równie oschle mama.
– Nie, ale muszę już iść – Nitka szybko wymknęła się za drzwi mieszkania. Jechała jak nieprzytomna autobusem w kierunku centrum Kehenny. W myślach powtarzała sobie swoją kwestię, którą wypowie państwu w telewizji keheńskiej. Czuła się pewna siebie, jakby doznała nagłego olśnienia. Jakby wyrwała się z kajdan własnego cierpienia.
Szła teraz szybkim, rozluźnionym krokiem wzdłuż ulicy Karmelickiej. Przystanęła przed osławionym szyldem „Stars”, który kojarzył się jej z keheńską telewizją. Weszła do środka rozkołysana i taneczna. Kiedy przyszła jej kolej na wejście do pokoju, gdzie odbywały się przesłuchania, jeszcze raz powtórzyła sobie swoje przemówienie. Ręce się jej spociły, drżały. Od razu się przedstawiła.
– „Dzień dobry. Mam na imię Nitka. Przychodzę w kwestii arabskiej na ziemiach winogrodzkich. Na El – Wawie znajdują się więzienia CIA. Trzeba pomóc Arabom – wężom, by mogli rodzić dzieci. Oni bardzo cierpią. Przychodzę w kwestii humanitarnej. Przychodzę w kwestii małych, błyszczących, zielonych wężyków.”
– „Dobrze, bardzo dobrze.” – powiedział kamerzysta – „A teraz proszę poczekać w holu.”
Nitka wyszła i usiadła na korytarzu, znowu zupełnie rozluźniona i spokojna. Czekała. W głowie jej szumiało, nadchodziły głosy, z którymi musiała rozmawiać, chociaż nie miała na to siły. Za 15 minut zobaczyła przed sobą czerwone kostiumy personelu medycznego.
– „Pani pójdzie z nami” – usłyszała te znamienne słowa.
Węży nie było ani nie było blasku kamer. Na ucieczkę także było już za późno. Pojawiła się pustka, którą dobrze znała, i która za każdym razem zapadała na całą długą wieczność… Przewróciła się i runęła na ziemię.
