– Halo, witaj Nitka – powiedziała swobodnie Karolina. Nitka spróbowała odpowiedzieć, ale nie potrafiła. Słowa, pięknie poukładane słowa, uwięzły jej w gardle. „Udam, że się zakrztusiłam” – pomyślała i spróbowała wydać jakieś dźwięki. Wypadło to fatalnie i kobieta spanikowała. Przeciągły krzyk, jak na munkowskim obrazie lub jak na innym, nienamalowanym jeszcze słynnym światowym dziele, wydarł się z jej gardła.
– Nitka, to ty? – zapytała uprzejmie po drugiej stronie linii Karolina.
– Ttto toto tottto jaaa – wydukała Nitka, której ulżyło, kiedy wypowiedziała swoje pierwsze zdanie.
– Toto jaaa – dodała i spłonęła cała rumieńcem, chociaż nikt nie mógł go teraz zauważyć.
– Co się dzieje, kochana, czy źle się poczułaś? – zaniepokoił się wyraźnie głos po drugiej stronie słuchawki. Nitka nagle złapała wiatr w żagle.
– Czuuuuczuję się faafatatalniee – wyjąkała, zbierając siły.
– Jadę już do ciebie, rozłącz się – zarządziła Karolina.
Nitka odrzuciła komórkę. Karolina przyjeżdża, ale co ona ma jej powiedzieć? Kolejny atak lęku, tak nieoczekiwany, może uniemożliwić całą wycieczkę. Nie, zbierze się w sobie i będzie udawała, że wszystko jest w porządku. Odegra na medal swoją rolę. „Veni, vi…” – próbowała powtórzyć, ale w tym samym momencie kolejna myśl ją sparaliżowała. Karolina – pająk wpełznie zapewne do bloku przez okno i oblepi ją swoją lepką nicią, a następnie zadusi. Tak, ona ma coś w sobie ze Spidermana. Kobieta wiedziała teraz tylko jedno: za wszelką cenę musi dotrzeć do okna i zatrzasnąć je z całej siły. Próbowała poczuć nogę, ale nic to nie dało. Drugą – też nie lepiej.
Pająk na podłodze był coraz bliżej. Sunął niezauważony, pewny siebie, arogancki, zwycięski. Za chwilę przybędzie i klamka zapadnie. Jej życie albo jego sukces. Kobieta zdołała poruszyć nogą, wstała i bardzo powoli, trzymając się blatu stołu podpełzła w stronę okna. Wyczuła je i chwyciła, by je zatrzasnąć. Nagły łoskot dał jej przelotnie władzę nad lękiem. „Co to, co to?” To łomot tłuczonego szkła. Ale nie ma na to czasu, teraz dzwoni Karolina.
– Kochanie, nie mogę wejść, dzwonię już pięć minut – powiedziała słodko Karolina.
– Tototoooo jaaa! – wyjąkała Nitka i ponownie spłonęła rumieńcem, po czym z wściekłością rzuciła komórką i bezwładnie runęła na podłogę.
Za kilkanaście minut usłyszała dźwięk syreny i tłuczenie się kogoś do drzwi. Teraz myślała jasno. Syrena wyklucza wakacje w Rejszy. Syrena zwiastuje piekło. Białe korytarze, białe ściany, nawet w pokoju. Jej mózg rzucał się jak żółta piłka po jej małej kuchni. Nie zdoła otworzyć Karolinie. Ale to nic. Nic. Żadna przeszkoda dla nich.
