WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XLII) (20 MARCA 2026)

Wilhelm odszedł i Nitka też odeszła. Nie skoczyła na główkę, stchórzyła, ale nie trudno zauważyć, że jej nie ma. Nie poszła na studniówkę, nie bywa na imprezach, nie stara się o koleżanki, nie podejmuje próby zainteresowania sobą mężczyzn. Wybiera studiować medycynę na keheńskim Wydziale Lekarskim i zagłębia się bez pamięci w  medycznych grubym materiale, lecząc swój ból i żal po utracie ukochanego brata. Wydaje się, iż Nitka coś głęboko sobie przemyślała, podjęła kardynalną dla jej przyszłości i osób potencjalnie bliskich jej, decyzję. Chociaż jej Pan nie wezwał jej do domu, to jednak –na jej niezwerbalizowaną, prywatną, zatajoną prośbę – pozwolił jej ominąć szare życie. On na miejsce tego nieodbytego, zwyczajnego życia przygotował tu dla niej służbę w swoich szeregach.

Proch

Jestem Twoim

cmentarzem –

pochowałam Cię wewnątrz

siebie

otuliłam własnym prochem

zrosiłam łzami

noszę w sobie

Twoją pustkę

i ból

śmierć i szaleństwo

tu, w czeluściach grobu

pogrzebana jest miłość

do kwiatów

zapach liści

i wiatru we włosach

wspomnienia nadziei i wiary

że wieczór przynosi

poranek

i że zima kończy się

wiosną

 somehow, some day…

 27 sierpnia 2033  

Spróchniałe drzewo

To, co jedynie

pozostało

to ból, który teraz

drąży

każdą komórkę

mego ciała –

żadna z nich nie je

i żadna nie śpi

to, co jedynie pozostało

to przeogromna pustka –

wielkie, spróchniałe

drzewo

pijące własne

łzy…

somehow, some day…

16 maja 2033

            W Nitce budzi się – jak pająk szaleństwa – choroba psychiczna, jest pijana rozpaczą, dojmujący smutek zamieszkał jak niebezpieczny trend, zadowolony, na jej twarzy. W tym okresie nikt nie jest nią zainteresowany, nikt jej nie pociesza. Jej kilka szczerych słów osobistej żałoby, skierowanych do matki, sprawia, że zostaje potraktowana jak wariatka. Silna okruchami wspomnień po Wilhelmie, trwa w swoim postanowieniu, że będzie kiedyś leczyć ludzi. Od teraz, przez cały czas swoich studiów na Wydziale Lekarskim uniwersytetu w Kehennie, czyli przez trzy niezmiernie ciężkie, jednak rozwijające i kształtujące ją lata, postanawia odwiedzać swoją babcię Renię, wytrwale, tydzień po tygodniu, znosząc jej lekceważenie i jej cichą nienawiść, połączoną z zawiścią, chociażby dla jej młodości i zgrabnie wyglądających zza pejsów uszek (jak zauważa babcia.)

Okruchy chleba

nie ma

nic

i chyba nam się zdawało

że latem świeci słońce

a kwiaty pachną różowo

i chyba ktoś się pomylił:

nie ma przecież żadnych śladów

oprócz okruchów wczorajszego chleba

i niedomkniętych drzwi

i nic nie wskazuje na to

że Ty i ja

to najprawdziwsza

z bajek

o dwóch płomykach

w które od początku

ktoś

dmuchał

somehow, some day…

20 grudnia 2033

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *