Wilhelm odszedł i Nitka też odeszła. Nie skoczyła na główkę, stchórzyła, ale nie trudno zauważyć, że jej nie ma. Nie poszła na studniówkę, nie bywa na imprezach, nie stara się o koleżanki, nie podejmuje próby zainteresowania sobą mężczyzn. Wybiera studiować medycynę na keheńskim Wydziale Lekarskim i zagłębia się bez pamięci w medycznych grubym materiale, lecząc swój ból i żal po utracie ukochanego brata. Wydaje się, iż Nitka coś głęboko sobie przemyślała, podjęła kardynalną dla jej przyszłości i osób potencjalnie bliskich jej, decyzję. Chociaż jej Pan nie wezwał jej do domu, to jednak –na jej niezwerbalizowaną, prywatną, zatajoną prośbę – pozwolił jej ominąć szare życie. On na miejsce tego nieodbytego, zwyczajnego życia przygotował tu dla niej służbę w swoich szeregach.
Proch
Jestem Twoim
cmentarzem –
pochowałam Cię wewnątrz
siebie
otuliłam własnym prochem
zrosiłam łzami
noszę w sobie
Twoją pustkę
i ból
śmierć i szaleństwo
tu, w czeluściach grobu
pogrzebana jest miłość
do kwiatów
zapach liści
i wiatru we włosach
wspomnienia nadziei i wiary
że wieczór przynosi
poranek
i że zima kończy się
wiosną
somehow, some day…
27 sierpnia 2033
Spróchniałe drzewo
To, co jedynie
pozostało
to ból, który teraz
drąży
każdą komórkę
mego ciała –
żadna z nich nie je
i żadna nie śpi
to, co jedynie pozostało
to przeogromna pustka –
wielkie, spróchniałe
drzewo
pijące własne
łzy…
somehow, some day…
16 maja 2033
W Nitce budzi się – jak pająk szaleństwa – choroba psychiczna, jest pijana rozpaczą, dojmujący smutek zamieszkał jak niebezpieczny trend, zadowolony, na jej twarzy. W tym okresie nikt nie jest nią zainteresowany, nikt jej nie pociesza. Jej kilka szczerych słów osobistej żałoby, skierowanych do matki, sprawia, że zostaje potraktowana jak wariatka. Silna okruchami wspomnień po Wilhelmie, trwa w swoim postanowieniu, że będzie kiedyś leczyć ludzi. Od teraz, przez cały czas swoich studiów na Wydziale Lekarskim uniwersytetu w Kehennie, czyli przez trzy niezmiernie ciężkie, jednak rozwijające i kształtujące ją lata, postanawia odwiedzać swoją babcię Renię, wytrwale, tydzień po tygodniu, znosząc jej lekceważenie i jej cichą nienawiść, połączoną z zawiścią, chociażby dla jej młodości i zgrabnie wyglądających zza pejsów uszek (jak zauważa babcia.)
nie ma
nic
i chyba nam się zdawało
że latem świeci słońce
a kwiaty pachną różowo
i chyba ktoś się pomylił:
nie ma przecież żadnych śladów
oprócz okruchów wczorajszego chleba
i niedomkniętych drzwi
i nic nie wskazuje na to
że Ty i ja
to najprawdziwsza
z bajek
o dwóch płomykach
w które od początku
ktoś
dmuchał
somehow, some day…
20 grudnia 2033
