Tymczasem zbliża się środek roku 2030, gorące, optymistyczne dla nich lato, tuż po złożeniu przez bliźniaki dokumentów do I Liceum Ogólnokształcącego w Kehennie, zdaniu egzaminów przez Nitkę z wynikiem bardzo dobrym i celującym (podczas gdy Wilhelm będzie kontynuował swoje kształcenie się bez zdania egzaminów wstępnych – jako finalista olimpiady historycznej, po uplasowaniu się tu na piątym miejscu) i tym samym ponownym osiągnięciu społecznego, niezwykle kruchego sukcesu. Ich tata zaplanował na to lato obóz misyjny w centrum Kehenny, z główną aktywnością ewangelizacyjną na Rynku i w jego okolicach. Udział w nim będzie brała rodzina Nitki, parę osób z chrześcijańskich kościołów w Winogrodii oraz grupka młodych, dorosłych Niemców, którzy mają koordynować obóz pod opieką merytoryczną taty bliźniąt. Bliźniaki są podekscytowane nową przygodą, ale i mocno obawiają się negatywnego oddźwięku ze strony mieszkańców Kehenny – czy zdobędą ich zainteresowanie i sympatię, czy też może narażą się na prześladowanie, brzydkie gesty i wrogie komentarze? Na ile, jak za chwilę ma się okazać, potrafią wyznawać imię PANA publicznie i bez wstydu?
Obóz okazuje się być dużym sukcesem towarzyskim dla całej rodziny Nitki. Ma dwie przyjaciółki, Bidkę oraz Aisos, i wielu znajomych. Ma też nadzieję, że nauczy się z czasem języka niemieckiego, a to pewno dlatego, iż posiada adoratora – młodego, przystojnego Niemca w wieku dwudziestu jeden lat. Jego obecność tutaj jest dla niej zachętą do podjęcia próby opanowania tego języka, nie ze względu na tego szczególnego Niemca, ale bardziej ze względu na tę konkretną sytuację. Ten mężczyzna jest przecież liderem grupy i jej głównym mówcą, i – wydaje się szaleć, byle tylko uzyskać uwagę ślicznej, atrakcyjnej, winogrodzkiej dziewczyny. Chodzi mu o najmniejsze nawet detale jej osoby – jak Nitka prezentuje się w rozpuszczonych włosach, w krótkiej spódniczce, czy przy uprawianiu sportu i tańca. Dopytuje o to jej koleżanki, które wręcz bawi to nieodwzajemnione zainteresowanie i całą sprawę obracają w żart. Nitka wstydzi się, nie umie na jego starania właściwie odpowiedzieć. Daleko jej wprawdzie do zakochania, ale chciałaby przecież pokazać się, jako młoda kobieta, z jak najlepszej strony.
Ten nieszablonowy w wielu aspektach obóz misyjny nie nosi w sobie śladów aktywnego, pociągającego dobra płynącego z osoby PANA Jezusa – nikt nie przyłącza się do ich keheńskiego małego kościoła braterskiego, niemiecka sztuka ewangelizacja nie przemówiła do uszu keheńskiego narodu.
Umizgi Niemca to praktycznie jedyny nieszczęśliwy akcent w trakcie tego misyjnego wydarzenia – Nitkę rani jednak bardziej znowu dojmującym bólem powracający temat – jej własna, prognozowana przyszłość – czy będzie kiedyś atakująca, a nawet agresywna, skoro nie umie śmiać się ani cieszyć w gronie znajomych? Jaki cel ma jej istnienie, skoro nie umie odpowiednio odpowiedzieć nawet na czyjeś zakochanie? Czy znajdzie chociaż czyjąś przyjazną, rozumiejącą ją bliskość w relacji lub właśnie czy zazna miłości w tym świecie, którego stanowi przecież już teraz – ewidentnie – gorszą część?
Kiedy przyjaciele rozjeżdżają się, a Kehenna pogrąża się w gęstych, grubych kroplach zawodu, Nitka pisze o minionym przeżyciu wyidealizowany, wysublimowany i świadczący o podjęciu przez nią literackiego współzawodnictwa w świecie chrześcijańskim, wiersz:
Keheńskie wspomnienie
Przyjaciołom – uczestnikom obozu misyjnego
w Kehennie, 2030
Odeszliście – promienni, uśmiechnięci
przez wiatr, przez deszcz, przez słońce
odeszliście w objęciach młodości
po zimnych cichych torach, po leśnej łące
zastygnięci na obrazie przeszłości
na fotografii i w pamięci godzin, dni
utrwaleni na zawsze, choć ulotni
zatopieni w gorzkie słowa, w łzy
odeszliście jak wspomnienie
w mgle gęstej, milczącej, szarej
w dźwięku łez wylewanych w ukryciu
coraz ciszej, coraz dalej
przestały śmiać się drzewa
bólem zamarłe, wieczne
nie będzie już klaskać niebo
i Rynek nam nie zaśpiewa
wyryci na dłoniach, zatarci przez czas
inni będziemy, mali
zagubieni we własnych światach
we własne serca zasłuchani
proszę, nie odchodź
daj rękę, pójdziemy łapać słońce
pójdziemy łapać wiatr
melodię schwytamy w dłonie
na zawsze zmienimy świat
proszę, nie odchodź
jak płakać będzie wtedy ziemia
gdy czas pobiegnie i zegary zwariują
zapomniany zostanie blask?
Pójdziemy w inne strony
do nowych wkroczymy gwiazd
zapomnimy koloru naszych oczu
naszych rąk, zapachu włosów
zaplątanych w wiatr
brzmienia żartów i głosów
obudzimy się w innym świecie
bez świateł, barw i zapachów
bez skrzydeł Ikarów, beztroskich radości
bez dzikich mchów
zakochani w innych miłościach
innymi sprawami zajęci
pochyleni nad ziemią ciasną
mądrzy w głupich mądrościach
żegnajcie
nie ci sami staniemy tutaj
na ziemi prób Ikarów
nie ci sami podamy sobie ręce
w inny świat wybiegliśmy znowu
tamten nie powróci –
zwariowały wskazówki zegarów
