WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XI) (16 LUTEGO 2026)

Jej wzgórze zbiega raptownie w dół, i – jak pewnego razu niespodziewanie odkrywa – prowadzi do Winogrodii. Nitka nie jest zadowolona z powrotu do swojego ojczystego kraju; jak konstatuje, mieszka na granicy dwóch państw, jednak, wiedziona tęsknotą i zachwytem, odtąd czyni eskapady również do najbliższych wiosek swojej winogrodzkiej ziemi rodzinnej. Pierwsza wieś, z leśniczówką na skraju, to Sorajo, następne dwie nazywają się Tilma oraz Udana. Przyroda jest tutaj bardziej zanieczyszczona w porównaniu z Korpadią, jest także dużo mniej ziół. Wioski są jednak piękniejsze i wyglądają na bardziej przyjazne. Nitka coraz śmielej zapuszcza się w głąb przygranicznego województwa. Na jednej ze swoich wypraw odnajduje wioskę o nazwie Nehemejska Izba. Tu widnieje śliczny kościółek luterański i kobieta planuje wybrać się do niego w niedzielę na nabożeństwo. Kiedy przychodzi nareszcie ta wyczekiwana niedziela, wskakuje w swoje ulubione czarne futerko z kapturkiem i w popielaty dres, i o wpół do siódmej, według czasu wskazanego przez jej tykający teraz niebiańskimi sekundami „zegarek”, wyrusza w drogę. Liturgia i kazanie podobają jej się, jednak – pozdrowiona uprzejmie przez wikarego przed rozpoczęciem nabożeństwa – reaguje wiele i wielopłaszczyznowo znaczącym milczeniem. Nie chce odzywać się do wikarego ani do jego parafian, którzy również, jak na złość, wydają się ją znać i są w oczywisty dla niej sposób „zainteresowani” nią, z pewnością, jak podpowiada jej doświadczenie i imaginacja, nie czym innym jak tylko jej kiepską sytuacją społeczną. Jej zachowanie to jednak, dziw nad dziwy, znowu i znowu jak w błędnym kole, afront dla kościoła. Od tej chwili nie będzie tam ani akceptowana, ani szanowana. Wychodzi zatem szybko z kościółka, zabierając naprędce z tacy dwa złote. Za te skradzione pieniądze kupi sobie następnego dnia parę ziemniaków.

Nitka jest w tym momencie dogłębnie zaskoczona: na plakacie w Udanej dostrzega ogłoszenie o zaplanowanej na następny dzień imprezie szkolnej z okazji zakończenia tam roku szkolnego. Wybierze się na nią. Będzie trzymała się sama, ale zazna radości przebywania w tłumie i dowie się troszeczkę o tamtejszej mikroregionalnej kulturze. W dniu imprezy kobieta schodzi w dół swojego zbocza górskiego i udaje się na docelowe podwórko szkolne. Stoi tu wiele rozłożonych w regularnych odstępach stolików, są namioty, w których kobiety trzymają przygotowaną żywność oraz kuchenne naczynia. Nitka zwraca szczególną uwagę na jedną z tych autochtonicznych kobiet, która wydaje się być ważnym członkiem tej wiejskiej społeczności i pyta ją o możliwość wzięcia udziału w tym oto wydarzeniu. Jej rozmówczyni jest uprzejma i serdeczna, i gorąco zaprasza ją na poczęstunek.

Nitka przysiada się do grupy nauczycieli i podjada wyborne kiełbaski z chlebem. Nauczyciele rozmawiają miedzy sobą, a Nitka przysłuchuje się im z ciekawością. Jeden z nich, przyczajony, ale i popularny w grupie mężczyzna, rzuca na nią jednym pociągłym spojrzeniem, w oczywisty sposób taksując ją tu oto – w grupie zaproszonych szkolnych gości. Teoretycznie powinna czuć się tu w pełni anonimowo, a więc komfortowo, jak wszyscy inni, jednak czyżby tak było naprawdę? Kiedy kończy swój ciepły posiłek, wstaje i wychodzi poza teren szkoły. Wędruje na powrót w górę Udanej, w kierunku swojego obozowiska. Zadowolona z tego popołudnia, przysiada na chwilę przed przydrożną kapliczką, ale nie w celach kultu, i usiłuje poukładać sobie w głowie dotychczasowe wydarzenia. W tym momencie czuje się beztrosko i komfortowo.

Nagle tuż obok niej zatrzymuje się radiowóz policyjny. Nitka z początku nie ogarnia tej sytuacji, ale jednak przytomnie pyta funkcjonariuszy, kto zgłosił konieczność wylegitymowania jej. Wtedy nagle domyśla się, że był to ten zagadkowy mężczyzna ze szkolnej imprezy, którą Nitka właśnie opuściła, a który rzucił na nią badawczym, zaczepnym i źle skrywanie podekscytowanym wzrokiem. Jest zrozpaczona i wyrywa się jej z ust, że gdyby miała pistolet, strzeliłaby z pewnością do obu tych funkcjonariuszy za ich „mocno” przekraczającą jej osobiste i obywatelskie granice czynność służbową. Na pytanie, gdzie obecnie „egzystuje”, odpowiada, że zamieszkuje w pewnym nieodległym pensjonacie, „u Sary.” Zgaduje, że raczej ci panowie nie będą skłonni sprawdzić, przynajmniej nie na ten moment, prawdziwości tej informacji. A istotnie „u Sary” zamieszkiwała w początkach swojego pobytu w tych stronach. Ostatecznie jednak policjanci odjeżdżają, nie zatrzymując jej i Nitka, upokorzona i zła,  śpiesznie wraca pod górę do swojego leśnego „domku”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *