– Miło mi, jednak pani pozwoli z nami na jakiś czas – mówi piękny mężczyzna, zabierając mi tym samym tak bardzo rozkoszną dla mnie wolność. – Nie wie pani, do kogo pani tu przyjechała, więc spróbujemy to wspólnie ustalić.
– Czy ja mogę z koleżanką? – pyta elegancko Gruta.
– A panie dobrze się znacie?
– Naturalnie, jesteśmy dobrymi koleżankami – kłamię.
– Jak to możliwe? – pyta żartobliwie kolega bruneta, podejmując kłopotliwy dla mnie temat.
– Spotkałyśmy się w Austrii, w międzynarodowym chrześcijańskim ośrodku, co może brzmi nieprawdopodobnie, a jednak tak było, a kontakt utrzymywałyśmy korespondencyjnie. Koleżanka jest z Kaunas. Nazywa się Gruta Balibardina – odpowiadam, choć mnie samej – kłamczusze – nie jest teraz do śmiechu.
– Dobrze, idziemy – mówi brunet.
Gruta ściska mnie za rękę, kiedy wsiadamy do radiowozu. Jest to takie miłe z jej strony, że mi towarzyszy, już mam skurcze żołądka. Czy będę jeszcze długo wolna? Ale na komisariacie Andrius (brunet przedstawił się nam!) i Baltramiejus (jego kolega też nam się przedstawił!) przeszukują mi torbę (na szczęście wzięłam paragony z zakupów) i zadają kilka trudnych dla mnie pytań.
– A może pani jest na coś chora? – pyta Andrius.
– Tak, zgadł pan. Na schizofrenię. Straszna choroba. Wymaga, by jej słuchać, tak jak muszelek morskich nad naszym Bałtykiem.
– Co ma pani na myśli? – pyta Andrius z uśmiechem.
– Kiedy przechodzę koło jakiegoś domu i słyszę: „wejdź”, to muszę tam wejść, choć mogę wcale nie znać jego gospodarzy.
– Miejmy nadzieję, że na Bitwie to się nie przydarzy. Prawo tego zabrania. – mówi krótko Andrius i podejmując szybką decyzję, wręcza mi po chwili, z tym swoim rozbrajającym uśmiechem, z powrotem moje dokumenty.
– Tak, też mam taką pewność – szybko dodaję – To czy my już jesteśmy wolne? – pytam.
– Tak i do nie zobaczenia – śmieje się Andrius.
– I… żeby to się nie powtórzyło – rzucam w jego stronę zaczepnie, a brunet śmieje się bezgłośnie i smutno. Długo potem konstatuję, że ta jego jakby niezauważalna reakcja będzie dla mnie jeszcze oznaczać kłopoty.
– Tak, naturalnie, nie spotkamy się już, obiecujemy to – mówi za mnie Gruta, pokrywając mój nietakt i wychodzimy cały czas uśmiechnięte.
– A teraz chodź ze mną na dyskotekę – mówi Gruta. – Mój pociąg odjeżdża dopiero o piątej i przynajmniej nie będziemy rzucać im się w oczy w hali dworca. Dyskoteki są w Wilkach za darmo – dodaje, widząc moje ociąganie się i wahanie. Ja mam teraz silną ochotę zobaczyć Andriusa jeszcze raz, tym razem w granatowym swetrze i z niebieską koszulą, tym bardziej, że wszystko okazało się być w porządku.
– Nie ryzykuj ponownego spotkania z Andriusem – radzi mi Gruta, jakby czytając w moim milczeniu. – Tutejsza policja jest bardzo sekretna i dobrze wyszkolona. Mówią swoje, a mają w zamiarze coś innego.
– Co masz na myśli? – pytam. – To brzmi groźnie.
– I takie jest. Mam na myśli to, że oni naprawdę nie chcieli nas widzieć na dworcu pod kocami. I jeszcze dodatkowo zmieniałaś wersję o swoim zamieszkaniu. Naprawdę nie mogłaś wymyślić tego Kaunas od razu? To dość mało prawdopodobne, byś zjednała ich sympatię poprzez swoje bajdurzenie…
– Wiesz, to chodźmy może od razu na tę dyskotekę. Potem odprowadzę cię na pociąg, a rano jeszcze raz zwiedzę Wilki.
– Dobrze, jak sobie życzysz. Chodźmy.
Na dyskotece nie spotkałyśmy już Policji. Było całkiem fajnie, ale dla mnie ciut atrakcyjniejsza była jednak rozmowa z Andriusem. Miałam wiele do ukrycia, jednak przed nim z pewnością chciałabym stanąć naga.
Kilka dni potem w mojej chatce zjawił się mężczyzna. Powiedział: „Policija” (okazało się wkrótce potem, że był z dobrze zorganizowanej mafii) i zabrał mnie do swojego domu. Powiedział, że nadchodzi bardzo ostra zima. Nakarmił mnie czymś niewysłowienie smacznym, po czym powiedział, iż ma na imię Romane. Kiedy zbliżał się wieczór, pościelił mi łóżko. Gdyby nie ten jego gest, z pewnością zamarzłabym w moim poprzednim lokum tej lub kolejnej nocy.
Bardzo mi się podobał jako ojciec i najlepszy towarzysz przygody, jaką tutaj i teraz zaoferował mi los. Chciałam spać, umierałam z rozkoszy, ponieważ było ciepło, ale on położył się przy mnie. Jęczałam z rozpaczy, a on długo głaskał moje rozpuszczone włosy, zapewne żartem biorąc moje jęki za przyzwolenie, a była to jednak, przeciwnie, rozpacz, niezgoda i bezsilna wściekłość. Wziął mnie szybko i kochał się ze mną krótko, co było przyjemne. Wyobrażałam sobie, że to Andrius, ale Romane również dał mi poczucie szczęścia i, choć na krótko – własny dom. Przychodzili do niego wieczorami koledzy i było nam wszystkim wesoło. Tak bardzo się bałam, że cały czas chichotałam, co obrażało i złościło Romane. Miał 38 lat i był kilka lat w więzieniu. Dużo i spokojnie rozmawiał, i był bardzo czuły. Kochaliśmy się przez trzy dni bez jednej nocy, po czym zaszła diametralna zmiana, której nigdy dobrze nie pojęłam. Zapytał mnie, czy wyjdę za niego za mąż, ale nie potrafiłam szybko odpowiedzieć na to pozytywnie, zwłaszcza że byłam obrażona tym mafijnym gwałtem. Potem jednak odpowiedziałam, że chciałabym mu urodzić małą Esterkę. Ułożyłam nawet mały wstęp do opowiadania o naszej rodzinie: „W górę strumyka płynął łabędź. Esterka wstała dzisiaj uśmiechnięta. A twoje policzki były już zawsze przytulone do mojego snu, mojego snu.”
