WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. III) (3 LUTEGO 2026)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. III)

Nitka zaczyna rządzić światem w listopadzie 2051 roku w swoim rodzinnym winogrodzkim mieście, Kehennie, zgodnie z proroctwem „babci” Stanisławy. Dzieje się tak pewnego wieczoru, kiedy wraca z głównej Galerii miasta, z zakupów. Tam zmarły samobójczo bliźniaczy brat Nitki zapowiada jej arabski zamach terrorystyczny w Kehennie, który ma nastąpić tego samego dnia i Nitka, w związku z tym, najszybciej jak może, opuszcza Galerię i wsiada do autobusu, jadącego na jej osiedle. Wszystko to, tak jak zapowiedziany i z jakiegoś powodu nieunikniony koszmar, dzieje się jak w Izraelu, czego Nitka nie wie i nigdy nie sprawdziła, (gdyż jej noga nie stanęła na izraelskiej ziemi), a co w jednym momencie zrozumiała na skutek słowa jej Pana. Mały Arab, kilkuletni chłopiec, usiadł przy kierowcy, na pierwszym siedzeniu, a ona stała kilka metrów dalej i wszystko bacznie obserwowała. Kierowca pojazdu wyczuł sytuację i krzyknął ostro na arabskie dziecko, które na skutek jego interwencji podeszło w pobliże Nitki, która stała teraz dokładnie naprzeciwko niego. Przez chwilę ich oczy spotkały się i kobieta powiedziała do niego w duchu: „Tak, ale to mój PAN i mój kraj, Arabie”. Dziecko stało przed nią zdezorientowane i po chwili, wraz z towarzyszącą mu ekipą, wysiadło na przystanku, nie uruchomiwszy zapłonu bomby. Zmarły brat dalej mówił do Nitki i przekazał jej wyraźnie, by mimo jej odwzajemnionej niechęci do Policji, natychmiast po zajechaniu na swoje osiedle poszła i zgłosiła zamach na III Komisariacie.

Jest listopadowy wieczór 2051 roku, jesień. Nitka siedzi na Komisariacie Policji i obserwuje funkcjonariuszy. Czeka na swoją kolejkę i zastanawia się, jak skutecznie przekonać jak zawsze niechętną jej Policję do przyjęcia zgłoszenia. Obok niej siedzi dwóch mężczyzn, w których kobieta duchowo rozpoznaje Arabów. Nagabują ją. Nitka podejmuje decyzję, podchodzi do pary policjantów i zaczyna się jąkać, podając że jest psychicznie chora. Jąka się bardzo skutecznie i przekonuje parę policjantów na służbie, by zaprowadzili ją do pokoju, w którym odbywają się przesłuchania. Nie chce meldować zdarzenia w obecności Arabów i narazić się na możliwe tortury z ich strony. Nitka rozmawia z psychologiem policyjnym, tym razem dbając o piękną wymowę i informuje mężczyznę o incydencie terrorystycznym oraz podaje numer autobusu, w którym miano dokonać zamachu, a którego z jakiegoś powodu nie doprowadzono do skutku. Następnie wychodzi (dowiedziawszy się od funkcjonariusza Policji, że nie ma żadnego zagrożenia zamachowego w kraju, co brzmi dla niej niedorzecznie), nie zapytana o nazwisko i żadne dane osobowe. Po wyjściu z Komisariatu, pamiętając o obecnych tam Arabach, zatacza się jak pijana i wraca bezpiecznie do domu, upewniwszy się uprzednio, że nikt jej nie śledzi.

Nitka siedzi w domu i płacze w duchu. Rodzice zupełnie ją ignorują i nie chcą z nią rozmawiać, będąc pełni pogardy dla niej, chcą zmusić ją psychologicznie do pójścia na oddział szpitalny. Kobieta nie ma już siły czytać Biblii ani modlić się do PANA Boga, którego taką żywą miłością kiedyś kochała, ponieważ tak bardzo On ją pierwszy ukochał.

Jej starszy, żyjący brat przyprowadza od czasu do czasu do domu swoje małe dziecko, dziewczynkę. Mała Kitka drwi z kobiety i robi jej miny. Kobieta cierpi, zwłaszcza że cały czas modliła się o tę ciążę, życząc bratu i bratowej jak najlepiej. Głaskała ciężarny brzuch Kory i uśmiechała się do niej czule i słodko, wspierając swoją krewną. Niczym niezasłużone lekceważenie i nienawiść kłują serce Nitki jak ostra szpada. Po jednej z rodzinnych wizyt Nitka układa szybko plan działania: na Święta Bożego Narodzenia otruje Kitkę i swoją całą, pozostałą rodzinę swoimi lekami psychotropowymi, które ma zamiar wsypać, pokruszone, do zupy i dokładnie ją wymieszać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *