MARIA W KOŚCIELE (12 MARCA 2026)

Maria w Kościele

Ale wszystko to, co mi było zyskiem, uznałem ze względu na Chrystusa za szkodę. Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa, i znaleźć się w nim, nie mając własnej sprawiedliwości, opartej na zakonie, lecz tę, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary.

Filip. 3,7-9             

Aby nie były stracone Twoje słowa

miękką linią otaczające atlas Ziemi

dręczące gorzkie i wspaniałe

prawdziwe jak dobranocki

aby nie przepadły Twoje gesty

wtulone w okrąg świata

mocne by pojednać ludzi

przynieść dobro do domów i altan

aby na wieki istniały świadectwa

Niezmierzonego Planu, Boskiej ingerencji

Jego snów o nas Ziemianach

snów o bratniej egzystencji

istnieniu wypełnionym wibracjami Prawdy

proszę Cię i błagam

o Kościół chrześcijański

powszechny na ziemi

Kościół braci i sióstr oraz dzieci

przechowujący wspomnienia Jezusa

Jego trosk i radości

Dobra które nie pokalało Zło

Zwycięskiego Boga triumfującego w każdej sekundzie

w każdym oddechu i zamiarze

ostatecznie na Krzyżu i w Zmartwychwstaniu

w snach i credo pospólstwa

proszę Cię i błagam

o wyścig MIŁOŚCI

ukochanie doskonałości

wzajemną troskę i zapał

by być największym dla Boga

niech w Kościele

narodzą się sny, jakich nie śniono

ambicje, jakich nie doświadczono

miłość, jaka nie świeciła

plany, które nie upadną

wielbię Cię w Synu

i w Kościele

Święty Niepojęty Boże:

mała nieznacząca skorupka

rozbity dzbanek i zabawka ludzi

Twoja służebnica

niewolnica

DZIECKO

Panie Jezu

Amen

styczeń 2020

SŁOWO NA DZISIAJ (12 MARCA 2026)

I Eleazar, syn Aarona, pojął za żonę jedną z córek Putiela. Ona mu urodziła Pinchasa. Oto są naczelnicy ojców Lewitów według ich rodzin.

6:26

To są ci właśnie Aaron i Mojżesz, do których mówił PAN: Wyprowadźcie synów Izraela z ziemi Egiptu według ich zastępów.

6:27

To oni mówili do faraona, króla Egiptu, aby wyprowadzić synów Izraela z Egiptu. To jest właśnie Mojżesz i Aaron.

6:28

A w tym dniu, kiedy PAN mówił do Mojżesza w ziemi Egiptu;

6:29

PAN powiedział do niego: Ja jestem PAN. Mów do faraona, króla Egiptu, wszystko, co do ciebie mówię.

6:30

Mojżesz zaś odpowiedział przed PANEM: Oto jestem nieobrzezanych warg, jakże posłucha mnie faraon?

Wj 6, 25-30 (UBG)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XXXIII) (11 MARCA 2026)

W grudniu przychodzi czas na Bal Sylwestrowy dla zerówkowiczów. Tatuś nie zgadza się na uczestnictwo Nitki i Wilhelma w tej tanecznej imprezie, traktując je jako czyn niechrześcijański i zagrażający ich purytańskiemu wychowaniu, ale tym rzadkim razem przeważa zdanie mamy bliźniąt, która przekonuje męża, iż dzieci przecież nie będą tańczyć, a jedynie nosić kostiumy i rozmawiać nie ze swoimi rówieśnikami, ale ze sobą nawzajem. Wilhelm zostaje przebrany za księcia, ale Nitka nie może odegrać roli księżniczki – byłaby być może wielkościowa i jakby zaczarowana tym sporadycznym szczęściem, mamusia za to robi jej na główce obręcz z rogami ślimaczka. Dwa rogi na papierowej obręczy i tak jednak kojarzą się wszystkim obecnym na balu z koroną królewny; Nitka dzisiaj wszystkich zachwyci i podbije wszystkie szkolne serca. Kiedy Nitka siada i kiedy wstaje otacza ją nimb koleżanek, dziewczynka jest popularna. Ten dzień jest jednak dla niej koszmarem – nie wie, jak rozmawiać i gdzie się podziać, nie wie jak ma tańczyć, a zdaje sobie sprawę, że wszyscy tego od niej oczekują. Wilhelm także gdzieś zniknął, rozdzierająca bezradność kłuje ją w serce.

Pierwsza klasa to ogromny krok naprzód dla bliźniąt. Przychodzi suta paczka z zagranicznego zboru z pięknymi piórniczkami i przyborami szkolnymi oraz kolorowymi zeszytami. Rodzice, w pełni zadowoleni, wręczają dzieciom potrzebne gadżety i tak zaczyna się nowy rozdział w życiu rodzeństwa, który będzie także ostatnim dla Wilhelma. Nitka bowiem zostanie wcześnie osierocona i wtedy to już sam PAN będzie o nią się troszczył – odejdzie jej jeden jedyny przyjaciel, który naprawdę ją rozumiał i znał, ponieważ był do niej podobny (chociaż przecież praktycznie ze sobą nie rozmawiali.)

Zaistniał jednak problem już na samym wstępie ich edukacji – dyrekcja nie zgadza się na przyjęcie dwójki dzieci do szkoły, mama nie wyjaśnia im, jaki jest powód tej odmowy. Mamusia jednak zachodzi do szkoły i walczy jak lwica o udostępnienie swoim dzieciom szansy na zdobycie skutecznego wykształcenia, chociaż podstawowego, w tej dobrej i blisko nich położonej placówce  – i wygrywa tę walkę. W ostatnim momencie bliźnięta słyszą szkolne „tak” i dołączają do ostatniej utworzonej klasy, oznaczonej jako aż „i”; w tym roku panuje wyż demograficzny i pociech przyszło do szkoły całe mnóstwo. Ku zdziwieniu wszystkich, nawet ich własnych rodziców, Nitka i Wilhelm ukończą tę szkołę jako najlepsi uczniowie ex aequo, z wybitnymi osiągnięciami edukacyjnymi i sportowymi oraz – popularni zarówno wśród grona pedagogicznego, jak i wśród rówieśników.

Pierwsze trzy lata edukacji są proste i w niewielkim zakresie jednak przyjemne dla Nitki, która jest, jak się okazuje, o dziwo, dobrze przygotowana do rozpoczęcia nauki szkolnej, wiele już umie i walczy tylko o sympatię jej pani wychowawczyni. Ta jest bardzo zazdrosna o piękną dziewczynkę i nie okazuje jej żadnej uwagi, najmniejszego zainteresowania dla jej umiejętności i widocznych jej obojgu oczu talentów. Nitka poza szkołą uczęszcza także do szkoły muzycznej pierwszego stopnia, gdzie pobiera naukę gry na skrzypcach i rytmiki. Razem z bratem chadzają także do klubu tenisa stołowego, który znajduje się piętnaście minut piechotą od ich domu, na tym samym osiedlu, w poprzek działek i dzikich winorośli. Tata jest bardzo niechętny zajęciom sportowym swoich dzieci, chce, by siedziały w domu i towarzyszyły mu w samotności, przebywając grzecznie w swoich pokojach. To znaczy życzy sobie, by nie miały ani trochę lepiej od niego samego – za jego młodych i obecnych lat. Kiedy bowiem ojciec wraca z pracy, jest – z powodu swojego przełożonego oraz swoich kolegów – zły i obrażony na cały świat, i nie czuje najmniejszej sympatii dla swoich młodszych winorośli. Z dwójką starszych braci jest inaczej – są oni zachęcani do zajęć pozalekcyjnych i zaopiekowani pod względem ich wszechstronnego, odpowiadającego ich potrzebom rozwoju. W wieku szkolnym bliźniaki zaczynają to już dostrzegać i rozumieć, że one nigdy nie będą miały szansy na to, co jest normalne i naturalne w rodzinie, szansy takiej jaką stworzono Janowi i Edwinowi. Potem, w wieku piętnastu lat, Nitka będzie widziała – jak nastoletnia raczkująca jeszcze przyszła futurystka – oczami duszy jedną wielką białą plamę nad życiem Wilhelma oraz – małą białą plamę tam, gdzie powinien widnieć jej życiorys. Proroczo – będzie dostrzegała nienaruszalny i nieodwracalny brak perspektyw dla ich obojga, z góry przesądzony – bez pardonu i łaski – o czym będzie już w tamtym okresie, pełna bólu,  przekonana.

Z MOICH AFORYZMÓW…

Nauczyciel, który kocha, jest obiektywny.

Nie można kochać kogoś, kogo nie ma.

Nie można bać się kogoś, kogo nie ma.

Gdyby nie istniało życie pozagrobowe, ludzie by się go nie bali.

Świadectwem tego, że Bóg istnieje jest to, że ludzie nas kochają.

BYŁAM NA ZAWSZE RADOSNA (11 MARCA 2026)

Byłam na zawsze radosna

(…) Stało się to w imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego (…) I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni.

Dzieje Ap. 4,10,12

Byłam na zawsze radosna

cieszyłam się Synem jak rosą

kiedy po raz któryś szeptałeś do mnie

dla mnie jednej przeznaczone tajemnice

iż obdarzyłeś mnie łaską wśród narodów

iż będę na zawsze znana

jak dwa orzechy spadające ludziom

do gardeł

chciałam zrozumieć Twoje słowa

nie mogąc – ufałam w Twoją DOBROĆ

kiedy mówiłeś że ześlesz mnie i Józefowi

KRZYŻ

czy na nim zwisnę ja czy on czy Syn

będę na zawsze radosna:

dotykiem Boga precyzyjnym

drżeniem Jego rąk

kiedy wkładał mi w dłonie BIBLIĘ

i uczył chodzić jak niewidomą

starannie jak najbardziej wychowaną OWIECZKĘ

jak wypieszczoną córkę proroka

jak deszcz spadający ludziom

do gardeł

byłam na zawsze radosna

z dźwięku Synowskich słów, akustycznych fal

mknących w prostej linii do ludzkich moich uszu

na które klękałam w afirmacji

BOSKIEGO PRZENACZENIA

z krajobrazów uderzającej miłości

kiedy On wlewał w tłumy siłę i majestat Boga

zawsze będąc sprawiedliwy

jak cztery okruszyny chleba wpadające ludziom

do gardeł

byłam na zawsze radosna

pulsująca przemożnym pragnieniem

by nic nie uronić z Jego kazań

każde Słowo powtórzyć

zaprowadzić na Góry i Wzgórza Cudów

gdzie będzie mógł rozweselać ludzi

swoją Boską jedyną w historii OBECNOŚCIĄ

podążając śladami Jego czynów

nie ustawałam żałować Jego śmierci

ja – gliniana skorupka

pęknięte naczynie

posklejane starannie z Jego woli

istniejące jeszcze tylko by Go wielbić

cicho nieznacznie pokornie

nieść na cały szmaciany glob arkana Jego planów

każdego dnia torować Mu drogę

do wygłodzonych ludzkich

serc i gardeł

19 stycznia 2020

SŁOWO NA DZISIAJ (11 MARCA 2026)

A szarańcza z wyglądu była podobna do koni przygotowanych do boju, na ich głowach jakby korony podobne do złota, a ich twarze jakby twarze ludzkie.

9:8

I miały włosy jakby włosy kobiece, a ich zęby były jak u lwów.

9:9

Miały też pancerze jakby z żelaza, a szum ich skrzydeł jakby odgłos wielokonnych rydwanów pędzących do boju.

9:10

I miały ogony podobne do skorpionów, a żądła były w ich ogonach. I dano im moc wyrządzania ludziom szkody przez pięć miesięcy.

9:11

Mają nad sobą króla, anioła otchłani, którego imię po hebrajsku brzmi Abaddon, a po grecku Apollyon.

9:12

Jedno „biada” minęło, a oto jeszcze dwa „biada” potem nadchodzą.

Ap 9, 7-12 (UBG)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XXXII) (10 MARCA 2026)

Pomimo to dzień, kiedy Wilhelm nauczył się Kazania na Górze na pamięć i wyrecytował je na środku ich małej kaplicy znaczył w jego oczach wiele – wtedy, wkrótce po tym wydarzeniu, nawrócił się do PANA Boga Wszechmogącego i stał się dzieckiem jedynego Boga, ukochanym i mężnym. Przecież siekiera była przyłożona do drzewa, którym –podobnie jak każdy inny człowiek – był, a które nie wydawało dobrych owoców, czyli dobrych uczynków, gdyż było zupełnie martwe, nie czekała go w związku z tym obiecująca, satysfakcjonująca i waleczna wieczność, a jedynie bezradność i emocjonalny marazm i apatia tu na ziemi, a w piekle – zbyt trudne i zbyt długie cierpienie. Wilhelm porzucił zatem swoje dotychczasowe, grzeszne życie i stał się posłuszny, wrażliwy i wyrozumiały dla swoich rówieśników, z którymi zwykł się zadawać, a także dla swojej siostrzyczki. Zapragnął spędzać czas w jej towarzystwie i bawić się z nią, i chociaż zdarzało się to tylko bardzo sporadycznie z powodu niezgody na tę przyjaźń mamy, ojca i dwojga pozostałych, starszych braci, czyli ze względu na ich usilne nakłanianie go, by odstąpił od siostry, zrobił to przecież dla Nitki. Dla Nitki te chwile oznaczały tyle samo, co ćwiczenie się i hartowanie do życia w społeczeństwie ludzi czynu i pracy. Ktoś ją kochał, ktoś ją doceniał, rozumiał, życzył jej jak najlepiej, chciał jej słuchać, rozmawiał z nią. Bóg był wielki w życiu dziewczynki – podarował jej kogoś, czyjąś cenną obecność, dzięki której nie szła już dalej samotnie i nie trudziła się aż tak bardzo. Pan Jezus kochał ją i pamiętał o prezentach dla niej – dar życia wiecznego zyskała przecież oto najbliższa jej na świecie osoba – jej rodzony bliźniaczy brat.

W ciągu pięciu pierwszych lat swojego życia Nitka ma tylko kilka pozytywnych kontaktów z rówieśnikami. Pewnego dnia do domu przychodzi starsza o dwa lata Paulinka i rozmawiają ze sobą. Innym razem dziewczynka spotyka na klatce swoją rówieśniczkę, Ulkę, i bawią się troszkę. Sytuację tę zauważa jednak Edwin i próbuje ściągnąć Nitce przy Uli majtki. Nitka od tego momentu nie będzie już umiała nawiązywać kontaktu z rówieśnikami, chociaż starszy brat nie spełnił swojej groźby. Kilka spotkań ze starszą o dwa lata kuzynką Zerą także nie daje dziewczynce szczęścia, zwłaszcza że nie życzy ich sobie jej mamusia, pokazując to otwarcie przez podobne ściąganie jej majtek właśnie przy Zerze i innych dzieciach (wszak to nie kto inny jak mama nauczyła Edwina tej tortury i to ona opanowała ją w stopniu doskonałym.) A przecież istnieje szansa, iż Zera i ona mogłyby być do jakiegoś stopnia koleżankami.

Ale nadchodzi czas kiedy Nitka ma sześć lat, a więc idzie już do zerówki. Kiedy zbliża się pierwszy dzień w tej zerówce, Nitkę paraliżuje strach: nie ma żadnych przyjaciół, żadnych umiejętności towarzyskich, bardzo mało wie o życiu. Jak więc poradzi sobie w nowym środowisku, kiedy mamusia już grozi jej laniem na gołą pupę za każdy minusik? Ale mama także i pomaga jej, tak jednak żeby ją upokorzyć: straszy także i jej brata laniem, tak że Wilhelm musi usiąść z Nitką przy jednym stoliku, musi jej towarzyszyć i dbać o jej postępy w nauce, i – by miała koleżanki (na co „patrzy” uważnie jej babcia, mama jej taty i zarazem matrona ich zboru.) Pierwszego dnia w szkole dziewczynka siedzi więc przy stoliku z Wilhelmem i ma tak jak wszystkie pozostałe dzieci zadanie do wykonania: narysować konika najlepiej jak umie. Nie ma pojęcia jak to zrobić, ale brat już organizuje jej i sobie ratunek! – obserwuje jedną dziewczynkę, która doskonale umie narysować zadane zwierzątko i wymusza na niej, by im go także namalowała. W ten sposób ćwiczenie zostaje zadowalająco wykonane, a wrażliwa pani od zerówki już nigdy nie zada dzieciom do zrobienia żadnego rysunku. Od tej chwili brat i siostra oraz inne dzieci będą uczyły się czytać oraz będą poznawały pewne najbardziej elementarne tajniki arytmetyki – czyli wszystko, co bliźniaki już potrafią doskonale samodzielnie wykonać. Ponadto Wilhelm już świetnie mnoży i dzieli oraz potęguje, przy czym te umiejętności podchwycił od swojego starszego rodzeństwa, bo miał na to przyzwolenie mamy – a Nitka nie – bo miała zakaz. Ale to tylko niewielki sukces, zarówno Wilhelm jak i Nitka mogliby uczyć się w szkole dla najzdolniejszych uczniów, gdyby taka istniała w ich kraju. Ten rok w zerówce będzie raczej przyjemny w porównaniu z innymi latami, choć dziewczynka nie zdoła nawiązać żadnych relacji, nawet z samą panią.

Z MOICH AFORYZMÓW… (10 MARCA 2026)

Bądź jak słoneczna plaża – ogrzewaj wszystkim stopy!

Bądź jak piasek – niech nikt nie będzie w stanie policzyć Twoich dobrych uczynków!

Bądź jak pojemna łódka – wieź ludzi w stronę Chrystusa!

Jeżeli nie możesz opuścić  zboru – zmień go – na lepsze!

Bądź jak dobrze wykonany bęben – im mocniej ktoś Cię uderzy, tym głośniej zagraj Bogu na chwałę!

DZIECI MOJEGO SYNA (10 MARCA 2026)

Dzieci mojego Syna

Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem, a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, który samego siebie złożył jako okup za wszystkich, aby o tym świadczono we właściwym czasie.

I Tym. 2,5,6

Kropelki moich marzeń

o Jego dzieciach

wyschły szybciej

niż powiał

wiatr –

tajemniczy wiatr

przewiał moją nadzieję

biegnącą zawsze odważnie

jak wierząca kometa

podchodzącą do drzwi spełnienia

kulturalnie pytającą

o

SENS

nie

zawsze

czułam się matką Boga

słowa w moich pamiętnikach

nie

zawsze

pamiętały że Bóg jest słowem

czasem

marzenia

pachniały grzechem

który wycierałam szybko

i wstydliwie                     

kolorową ściereczką

do naczyń

aby własny Syn

go

nie zobaczył

czekanie na

Jego dzieci

było dla mnie i męża

wyglądaniem luźno opadających

warkoczy złota

na zgrabne srebrne plecy Ziemi

czekaniem na

CUD

który według Niego

nigdy nie miał się

wydarzyć

jednak

kiedy

przyjdą jego z Boga

narodzone dzieci

pokolenia z wiatru Ducha

utworzonych ludzi

wtedy – proszę –

nie skazujcie ich

na ból –

tylko dlatego

że są lepsze

bardziej stroniące

od złego

więcej pragnące dla Was

Nieba

niż wy łakniecie

własnych dzieci

wtedy

proszę

przyjmijcie ich

jak ludzi

nie pozwólcie im cierpieć

jak Jemu

przedłużać wieczność Jego agonii

o nieskończoność

ich męki

chociaż

jestem

tylko Jego

radością

matczynym kubkiem

żywej nadziei

jednak – błagam –

przez wszystkie przyszłe pokolenia

niech Bogiem radosne Jego dzieci

niosą w sobie również radość

tego świata

za coś jednak

przez niego

POKOCHANE

13 czerwca 2012

SŁOWO NA DZISIAJ (10 MARCA 2026)

I Amram pojął za żonę Jokebed, swoją ciotkę, która urodziła mu Aarona i Mojżesza. A lat życia Amrama było sto trzydzieści siedem.

6:21

Synowie Ishara: Korach, Nefeg i Zikri.

6:22

Synowie Uzziela: Miszael, Elsafan i Sitri.

6:23

I Aaron pojął za żonę Eliszebę, córkę Aminadaba, siostrę Nachszona. Ona mu urodziła Nadaba, Abihu, Eleazara i Itamara.

6:24

A synowie Koracha: Assir, Elkana i Abiasaf. To są rodziny Korachitów.

6:25

I Eleazar, syn Aarona, pojął za żonę jedną z córek Putiela. Ona mu urodziła Pinchasa. Oto są naczelnicy ojców Lewitów według ich rodzin.

6:26

To są ci właśnie Aaron i Mojżesz, do których mówił PAN: Wyprowadźcie synów Izraela z ziemi Egiptu według ich zastępów.

6:27

To oni mówili do faraona, króla Egiptu, aby wyprowadzić synów Izraela z Egiptu. To jest właśnie Mojżesz i Aaron.

Wj 6, 20-27 (UBG)