I zobaczyłem, gdy Baranek otworzył pierwszą z pieczęci, i usłyszałem pierwsze z czterech stworzeń mówiące jakby głosem gromu: Chodź i zobacz.
6:2
I zobaczyłem, a oto biały koń, ten zaś, który na nim siedział, miał łuk. I dano mu koronę, i wyruszył jako zwycięzca, żeby zwyciężać.
6:3
A gdy otworzył drugą pieczęć, usłyszałem drugie stworzenie mówiące: Chodź i zobacz.
6:4
I wyszedł inny koń, rudy, a temu, który na nim siedział, pozwolono odebrać ziemi pokój, aby ludzie zabijali się nawzajem. I dano mu wielki miecz.
6:5
A gdy otworzył trzecią pieczęć, usłyszałem trzecie stworzenie mówiące: Chodź i zobacz. I zobaczyłem, a oto koń czarny, ten zaś, który na nim siedział, miał w swojej ręce wagę.
6:6
I usłyszałem głos pośród czterech stworzeń mówiący: Miara pszenicy za grosz i trzy miary jęczmienia za grosz. A nie krzywdź oliwy i wina.
Wiele kwestii w życiu Nitki to nieugięte znaki zapytania i ona praktycznie nie ma już żadnych sił, by je prostować w wykrzykniki. Do lokalnego kościoła Nitki, kościoła „Laodyceja”, kiedy miała dwadzieścia dwa lata, przyjechała grupa Amerykanów i życie jej straciło urok, gdyż oni ją po prostu znienawidzili od samego początku. Po jakimś czasie została tu rodzina pastorów z synem. Matka dziecka, piękna i zła Anabelle Bitch, krążyła wokół niej zła jak złośliwy ślimak, być może nawet jego podstępny gatunek ślinik luzytański, kusząc ją i nęcąc do zła ze względu na jej głębokie zranienie, zadane właśnie przez tę Anabelle. Z zasady zawsze ją odrzucała gęstym niechęci, ordynarnym krzykiem lub milczeniem. Z definicji dbała starannie o to, by nie utrzymywać z nią żadnego kontaktu. Była – domyślnie – zawistna o jej urodę, inteligencję, talenty, dary duchowe i osobiste poznanie i objawienie Boga lub obrzydzona – jej osobistym dramatem i osamotnieniem. Następnie obrzydziła ja sobie gruntownie i odrzuciła – przez siebie i przez prawie wszystkich innych tam obecnych w ich towarzystwie – nakłonionych do tego – na pięć tysięcy kilometrów duchowej stagnacji. Jej mąż odczuwał – domyślnie – głębokie, podszyte dzikim erotyzmem i okrutne obrzydzenie skierowane wprost na nią, a potem – nie widząc szansy na gwałt (o seksie nawet wprost nie wspomniał, ale Nitka wiedziała to) – równie gorąco ją znienawidził. Razem z żoną otrzymali na samym wstępie ich zamieszkiwania w Kehennie wysokie lokalne i – chociaż to mało prawdopodobne – również międzynarodowe stanowiska w Kehennie, wpływając na jej życie polityczne i zaprzestali udowadniać swoją wiarę na drodze ewangelizacji, a zaraz potem całkowicie zaprzestali wiary w Mistrza, przekształcając ich kościół powoli na grzęskie lecz popularne tory mormonizmu. Pastor Bitch był ponadto zazdrosny o Nitki reinterpretację Biblii i na ich kiedyś odbytym, podzielonym na wiele sekcji kościelnym studium biblijnym, zaprzeczał wszystkiemu, co mówiła, jakby to nie było możliwe do pogodzenia z duchem wyznawanej przez ich kościół teologii, a przecież było. Nitka umknęła zatem do innego kościoła, ale po pół roku wróciła, cała pokiereszowana psychicznie, również i tam odepchnięta przez przyjaciół tamtejszego pastora. Poruszała się w świecie bez nadziei, bez wyjścia – skazana na ten oto jej macierzysty kościół i na całe to zgotowane jej przez piękną i złą Anabelle Bitch i jej męża oraz dzieci nieszczęście. Pastorzy z Ameryki obmawiali ją i izolowali ją od reszty wyznawców Boga, tak aby nie miała żadnych przyjaciół i przypadkiem nie wyszła za mąż lepiej niż oni sami lub nie miała lepszej kariery w keheńskim społeczeństwie. Jej rodzinie ten sposób postępowania był bardzo na rękę, gdyż to oni mieli się teraz dużo lepiej. Wszak im bardziej ludzie z Nitki szydzili, tym głębiej oni sami byli szanowani i akceptowani, a ona z kolei – lekceważona i wyśmiewana. Początkowo starała się jeszcze o służbę w kościele, o śpiew w ich małym chórze, pracę z dziećmi – jednak złośliwa i surowa krytyka pastorów pozbawiły ją emocjonalnie i psychicznie tej możliwości. Zniechęcona i przybita, pogrążyła się w chorobę psychiczną, a z czasem także w towarzyszącą jej psychiczną i społeczną niepełnosprawność.
Jeżeli pragniesz zmienić świat, składaj ręce do modlitwy wieczorem, zataczając okrąg Bożej miłości dokoła globu.
Przemień nasze miasta, Panie, błagamy w miasta motyli – niech zapełnią się małymi ludźmi wielkiego celu, których treściwe modlitwy wzbudzą wulkany dobra.
Utul, Panie, błagamy naszą wzburzoną łódkę ludzkości XXI wieku, aby płynęła śladami miłości – wprost do Boga.
PAN powiedział do Mojżesza: Gdy pójdziesz i wrócisz do Egiptu, dopilnuj, abyś wszystkich cudów, które dałem ci do ręki, dokonał przed faraonem. A ja zatwardzę jego serce, tak że nie wypuści ludu.
4:22
I powiesz do faraona: Tak mówi PAN: Izrael jest moim synem, moim pierworodnym.
4:23
Mówię ci: Wypuść mego syna, aby mi służył. Jeśli będziesz się wzbraniał wypuścić go, zabiję twojego syna, twego pierworodnego.
4:24
A w czasie drogi, w gospodzie, PAN zastąpił drogę Mojżeszowi i chciał go zabić.
4:25
Wtedy Sefora wzięła ostry kamień, odcięła napletek swego syna i rzuciła do jego stóp, i powiedziała: Naprawdę jesteś dla mnie oblubieńcem krwi.
4:26
I PAN odstąpił od niego. Wtedy nazwała go oblubieńcem krwi z powodu obrzezania.
A zatem, postulujemy nasz finalny wniosek i hipotezę, iż nie zawieramy w sobie żadnej cząstki Boga, żadnej charakterystycznej dla Niego materii (wbrew hipotezie Pascala.) Nasza śmierć nie dotyka Go ani nie umniejsza i ostatecznie, nie powoduje Jego finalnej śmierci, gdyż inaczej, za sprawą umierania miliardów ludzi na przestrzeni naszej historii – Bóg by już dawno temu doznał śmierci (gdybyśmy wszyscy zawierali w sobie po cząstce Jego samego i gdyby On umierał razem z nami.) Postuluję, że wraz z każdą indywidualną śmiercią człowieka Bóg cierpi i traci część swojej energii, którą jednak szybko uzupełnia, tj. ponosi prawdopodobnie stratę emocjonalną, którą sobie w sposób satysfakcjonujący rekompensuje poprzez uzupełnienie tej utraconej energii w jakiś dany sposób. Rozumiemy z pokrewnego nam świata zmysłów, że rodzic nie umiera wraz ze śmiercią swojego dziecka, a jedynie przeżywa okres rozpaczy i żałoby, standardowo trwający około roku, a po nim zwykle pociesza się i odnajduje ukojenie i nową radość życia.
Jest wszędzie mnóstwo żuków, a Nitka nie ma już żadnych pieniędzy przy duszy i postanawia położyć się i umrzeć z głodu i z pragnienia. Nie myśli ani chwili poważnie o powrocie do domu – to zbyt czarny scenariusz. Myśli o śmierci z ręki żuków, małych czarnych garniturków, bezlitosnych dla umarłego ciała. Była i była, teraz odejdzie bez sensu, zapomniana i nieważna. Znowu nic się nie układa w jeden obrazek, znów okrutnie, bezradnie, ustają jej plany i marzenia. Nitka wychodzi na główną leśną arterię i nagle ma widzenie piekła. Oto stoi samotna przed własnym Bogiem, uparta i jakby niewierząca, a po drugiej stronie wzgórza stoi tłum zbawionych ludzi; oni są razem i chwalą Boga, ona – stanowi ich część, ale trzyma się na uboczu. Jednak nie – chociaż przyciągana do nich niemal magiczną siłą, stawia opór i pozostaje na swoim stanowisku. Ludzie wierzący wszak kojarzą się jej z amerykańskim zborem „Laodyceja” w Kehennie, do którego niezmiennie jest przymuszona uczęszczać – to widmo zbyt nieprzyjazne, by mu ulec. Jest jej żal tej decyzji, ale wrosła już silnie w Nehemejskie góry i tu, uważa, będzie nadal poszukiwała sensu życia. Bóg nie jest już dla niej, ku jej własnej rozpaczy, tak bardzo istotny, jego Majestat już jej tak nie kusi swoim pięknem i dostojeństwem. Nie jest już tą samą, rozmodloną, gorącą dla kultu Boga Nitką, wzorem w wierze dla niektórych, której – inni z kolei wierzący – tak bardzo zazdrościli obecności PANA w niej. Kobieta dała już za wygraną, wzgardziła już swoim duchowym statutem, gdyż – jak napisał w Księdze Kaznodziei Salomona Kohelet, kto ostoi się przed zawiścią? Cóż należy czynić, gdy nikt nie stoi za nami, gdy wszystkie drogi do ludzkich serc się zatarły? Jak może uratować nas Bóg, skoro wydaje się, że sam Szatan nas poszukuje i przyciąga w swe czarne łapy, a w związku z tym – stanowimy i dla niego pożądany choć niełatwy łup? Jak sprawić, by ludzie interesowali się nami dla naszego dobra?
I śpiewali nową pieśń: Godzien jesteś wziąć księgę i otworzyć jej pieczęcie, ponieważ zostałeś zabity i odkupiłeś nas dla Boga przez swoją krew z każdego plemienia, języka, ludu i narodu.
5:10
I uczyniłeś nas dla naszego Boga królami i kapłanami, i będziemy królować na ziemi.
5:11
Zobaczyłem też i usłyszałem głos wielu aniołów dokoła tronu i stworzeń, i starszych, a liczba ich wynosiła dziesięć tysięcy razy dziesięć tysięcy i tysiące tysięcy;
5:12
Mówiących donośnym głosem: Godzien jest Baranek zabity wziąć moc i bogactwo, i mądrość, i siłę, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo.
5:13
A wszelkie stworzenie, które jest w niebie i na ziemi, i pod ziemią, i w morzu, i wszystko, co w nich jest, słyszałem, jak mówiło: Zasiadającemu na tronie i Barankowi błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc na wieki wieków.
5:14
A cztery stworzenia mówiły: Amen. A dwudziestu czterech starszych upadło i oddało pokłon żyjącemu na wieki wieków.