Tajemnica PANA jest objawiona tym, którzy się go boją, oznajmi im swoje przymierze. Ps 25, 14
I ja wam mówię: Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a będzie wam otworzone. 11:10 Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a temu, kto puka, będzie otworzone. Łk 11, 9-10
Komentarz: Cudowną i błogosławioną rzeczą jest znać Boże tajemnice, tajemnice religii, nauki, polityki, ludzi piastujących stanowiska i posiadających inne formy władzy. Wiedza daje władzę, moc, poczucie godności i dumy, sprawczość. PAN nasz Jezus Chrystus w Biblii zachęca nas do proszenia, usilnego proszenia Go o znajomość tajemnic, ale pamiętajmy, że są one zastrzeżone dla tych, którzy się go boją, nawet cały dzień „trwają w bojaźni Bożej.” W pierwszej kolejności jednak PAN nasz oczekuje od nas, iż będziemy prosić Go o napełnienie nas Duchem Świętym oraz o możliwość służby na Jego rzecz. O powszednie sprawy: „chleba naszego codziennego daj nam dzisiaj.” Pamiętajmy zatem o priorytetach i zasadach naszej duchowej egzystencji i walki.
Oto nadchodzi czas kolejnej imprezy w regionie – tym razem w szkole podstawowej w Nehemejskiej Wyżni. Nitka dowiaduje się o niej z ogłoszenia na wiejskiej tablicy i z radością, i z wielkim napięciem, wybiera się na nią samotnie, klucząc po drodze po górskich serpentynach. Przyszła. Jeszcze nikogo nie ma, szkoła jest pusta, tylko jakiś hałas ze szkolnej kuchni świadczy o trwających przed wydarzeniem kulinarnych przygotowaniach. Kobieta zwiedza tutejszą naturalną strefę i natrafia na ostre zbocze, wiodące w dół lasu ku bystrej rzece. Myśli, że to doskonała okolica dla niej – że chciałaby tu kiedyś zamieszkać i posyłać wraz z mężem swoje dzieci do tej nieznaczącej wiele szkoły, gdzie może tkwić jakaś tajemnica. Tą tajemnicą okazuje się w odpowiednim czasie transmisja telewizyjna, towarzysząca imprezie z okazji zakończonego roku szkolnego. Nitka siedzi wraz z grupą gości przy jednym ze stolików i występuje w tej telewizji. Ma na sobie czarne futerko z kapturkiem i szare dresowe spodnie, przyłącza się do niej teraz jej mała duchowa córeczka, Waszti, która od kilku lat jej towarzyszy w trudnych momentach. Utrudnia jej koncentrację, ale w jej wyobraźni przyczynia się do zgody między starożytną królową Esterą (czyli Izraelczykami) i żyjącą w tych samych odległych czasach królową Waszti (czyli Arabami) i – wprawdzie przysparza wiele problemów psychicznych – jednak także pociesza i inspiruje ją do rozmaitych kontaktów i osiągnięć. Jednak obecne tam kobiety, mimo jej oczywistej duchowej i psychicznej choroby, są dla niej miłe i śmieją się do niej jowialnie. Nitka jest przeszczęśliwa. Ma nadzieję, że wszyscy tutejsi goście kochają ją i kochają jej małą córeczkę, Wasztusię. Są przecież obie, ona – i duszek – uśmiechnięte, sympatyczne i pełne życia oraz skrywają w sobie rozkoszny sekret: miłość Jezusa. Na koniec iwentu czekają ją chrupiące, ziemniaczane placuszki, które miłymi estetycznymi wrażeniami drażnią jej kubki smakowe oraz czule drapią jej wyposzczony żołądek. Nitka myśli teraz, iż na tej imprezie mogą znajdować się dzieci uzdolnione sportowo, i że jej własne dzieci, gdyby się na czas narodziły, być może także utalentowane, mogłyby tu uprawiać na przykład tenis stołowy, tak jak ona – była winogrodzka kadrowiczka z tego sportu w klasie kadetek.
Godziny prą do przodu, a życie Nitki wciąż jest takie same: uśmiechnięte, pełne tempa i życzliwości dla świata. Wprawdzie kobieta jest przekonana, że dobrze by było być teraz samą na świecie, tylko z ukochanym mężczyzną, i widzieć wszystkich innych koczujących gdzieś na jakiejś samotnej wyspie, to nie ma przecież zamiaru się poddawać ani iść na ustępstwa ze swoim losem, porzucając tym samym swoje zdziczałe i fantasmagoryczne marzenia. Być może później, kiedy PAN ułoży jej życie jakoś na nowo, powróci, z lekką zadyszką, do keheńskiego społeczeństwa, ale na ten moment chce odsunąć te intencje na dalszy plan. Na chwilę obecną nie myśli wiele o swoim losie, raczej zachwyca się swoim otoczeniem i skupia na swoich doznaniach perfekcyjnego odosobnienia, cichym i przyjaznym grzechotaniu ustępujących jej miejsca węży i żmii, autochtoniczych odgłosach dzikich zwierząt. Ma też od czasu do czasu jakichś towarzyszy swojej pustelni; to zaprasza się na kolację, to na śniadanie do jakiegoś leśniczego czy też wójta, do takich ważniejszych osób właśnie pewno nieprzypadkowo trafia, wiedziona dobrotliwą ręką jej Boga. Rozmawiają, dyskutują, Nitka udaje zmęczoną, omdlewającą nastolatkę lub zagubioną w górskim pejzażu turystkę i ci ludzie, chociaż pewno – jak suponuje – świadomi jej rzeczywistego losu, z sympatii i litości ją ratują, częstując ją z sympatycznym uśmiechem kanapką czy też pożywną zupą. Każdy dzień mija tak samo, jest pełen nadziei i wysiłku, pełen wciąż tych samych przygód, „polowania” na jedzenie, przyrządzania posiłków, rozmów samej ze sobą; żadne z tych czynności długo jeszcze jej się nie znudzą.
I zobaczyłem, gdy Baranek otworzył pierwszą z pieczęci, i usłyszałem pierwsze z czterech stworzeń mówiące jakby głosem gromu: Chodź i zobacz.
6:2
I zobaczyłem, a oto biały koń, ten zaś, który na nim siedział, miał łuk. I dano mu koronę, i wyruszył jako zwycięzca, żeby zwyciężać.
6:3
A gdy otworzył drugą pieczęć, usłyszałem drugie stworzenie mówiące: Chodź i zobacz.
6:4
I wyszedł inny koń, rudy, a temu, który na nim siedział, pozwolono odebrać ziemi pokój, aby ludzie zabijali się nawzajem. I dano mu wielki miecz.
6:5
A gdy otworzył trzecią pieczęć, usłyszałem trzecie stworzenie mówiące: Chodź i zobacz. I zobaczyłem, a oto koń czarny, ten zaś, który na nim siedział, miał w swojej ręce wagę.
6:6
I usłyszałem głos pośród czterech stworzeń mówiący: Miara pszenicy za grosz i trzy miary jęczmienia za grosz. A nie krzywdź oliwy i wina.
Wiele kwestii w życiu Nitki to nieugięte znaki zapytania i ona praktycznie nie ma już żadnych sił, by je prostować w wykrzykniki. Do lokalnego kościoła Nitki, kościoła „Laodyceja”, kiedy miała dwadzieścia dwa lata, przyjechała grupa Amerykanów i życie jej straciło urok, gdyż oni ją po prostu znienawidzili od samego początku. Po jakimś czasie została tu rodzina pastorów z synem. Matka dziecka, piękna i zła Anabelle Bitch, krążyła wokół niej zła jak złośliwy ślimak, być może nawet jego podstępny gatunek ślinik luzytański, kusząc ją i nęcąc do zła ze względu na jej głębokie zranienie, zadane właśnie przez tę Anabelle. Z zasady zawsze ją odrzucała gęstym niechęci, ordynarnym krzykiem lub milczeniem. Z definicji dbała starannie o to, by nie utrzymywać z nią żadnego kontaktu. Była – domyślnie – zawistna o jej urodę, inteligencję, talenty, dary duchowe i osobiste poznanie i objawienie Boga lub obrzydzona – jej osobistym dramatem i osamotnieniem. Następnie obrzydziła ja sobie gruntownie i odrzuciła – przez siebie i przez prawie wszystkich innych tam obecnych w ich towarzystwie – nakłonionych do tego – na pięć tysięcy kilometrów duchowej stagnacji. Jej mąż odczuwał – domyślnie – głębokie, podszyte dzikim erotyzmem i okrutne obrzydzenie skierowane wprost na nią, a potem – nie widząc szansy na gwałt (o seksie nawet wprost nie wspomniał, ale Nitka wiedziała to) – równie gorąco ją znienawidził. Razem z żoną otrzymali na samym wstępie ich zamieszkiwania w Kehennie wysokie lokalne i – chociaż to mało prawdopodobne – również międzynarodowe stanowiska w Kehennie, wpływając na jej życie polityczne i zaprzestali udowadniać swoją wiarę na drodze ewangelizacji, a zaraz potem całkowicie zaprzestali wiary w Mistrza, przekształcając ich kościół powoli na grzęskie lecz popularne tory mormonizmu. Pastor Bitch był ponadto zazdrosny o Nitki reinterpretację Biblii i na ich kiedyś odbytym, podzielonym na wiele sekcji kościelnym studium biblijnym, zaprzeczał wszystkiemu, co mówiła, jakby to nie było możliwe do pogodzenia z duchem wyznawanej przez ich kościół teologii, a przecież było. Nitka umknęła zatem do innego kościoła, ale po pół roku wróciła, cała pokiereszowana psychicznie, również i tam odepchnięta przez przyjaciół tamtejszego pastora. Poruszała się w świecie bez nadziei, bez wyjścia – skazana na ten oto jej macierzysty kościół i na całe to zgotowane jej przez piękną i złą Anabelle Bitch i jej męża oraz dzieci nieszczęście. Pastorzy z Ameryki obmawiali ją i izolowali ją od reszty wyznawców Boga, tak aby nie miała żadnych przyjaciół i przypadkiem nie wyszła za mąż lepiej niż oni sami lub nie miała lepszej kariery w keheńskim społeczeństwie. Jej rodzinie ten sposób postępowania był bardzo na rękę, gdyż to oni mieli się teraz dużo lepiej. Wszak im bardziej ludzie z Nitki szydzili, tym głębiej oni sami byli szanowani i akceptowani, a ona z kolei – lekceważona i wyśmiewana. Początkowo starała się jeszcze o służbę w kościele, o śpiew w ich małym chórze, pracę z dziećmi – jednak złośliwa i surowa krytyka pastorów pozbawiły ją emocjonalnie i psychicznie tej możliwości. Zniechęcona i przybita, pogrążyła się w chorobę psychiczną, a z czasem także w towarzyszącą jej psychiczną i społeczną niepełnosprawność.
Jeżeli pragniesz zmienić świat, składaj ręce do modlitwy wieczorem, zataczając okrąg Bożej miłości dokoła globu.
Przemień nasze miasta, Panie, błagamy w miasta motyli – niech zapełnią się małymi ludźmi wielkiego celu, których treściwe modlitwy wzbudzą wulkany dobra.
Utul, Panie, błagamy naszą wzburzoną łódkę ludzkości XXI wieku, aby płynęła śladami miłości – wprost do Boga.