Jestem wojowniczką Jezusa z mocy Boga, nauczycielką, prorokinią, apostołem i sługą, przeznaczoną od stworzenia świata do burzenia twierdz warownych, obalam rozumowania i wszelką wyniosłość, która powstaje przeciwko poznaniu Boga, i zniewalam wszelką myśl do posłuszeństwa Chrystusowi; gotowa do ukarania wszelkiego nieposłuszeństwa, kiedy posłuszeństwo ludzi wokół mnie będzie całkowite. (Biblia: II Kor 10, 3-6)
Czasem czym bliżej jesteśmy Boga, tym bardziej odkrywamy, jak dalecy od Niego jesteśmy – gdyż On otwiera nasze oczy.
Ceną za bycie blisko Boga jest odrzucenie przez człowieka.
Pozwólmy dzieciom być nam posłusznymi, nie rozgoryczajmy ich – inaczej będą się starały być posłuszne innym, obcym, wtedy, kiedy powinny już podejmować własne decyzje.
Jednym z najważniejszych niewypowiedzianych życzeń dziecka jest to, aby mogło być nam posłuszne.
Potem Mojżesz i Aaron przyszli do faraona i powiedzieli: Tak mówi PAN, Bóg Izraela: Wypuść mój lud, aby dla mnie obchodził święto na pustyni.
5:2
Faraon odparł: Któż to jest PAN, abym miał słuchać jego głosu i wypuścić Izraela? Nie znam PANA, a Izraela też nie wypuszczę.
5:3
I odpowiedzieli: Bóg Hebrajczyków ukazał się nam. Pozwól nam iść trzy dni drogą na pustynię i złożyć ofiarę PANU, naszemu Bogu, by nie nawiedził nas zarazą albo mieczem.
5:4
Król Egiptu zapytał ich: Dlaczego wy, Mojżeszu i Aaronie, odrywacie lud od pracy? Idźcie do waszych robót.
5:5
I faraon dodał: Oto lud tej ziemi jest teraz liczny, a wy go odrywacie od robót.
5:6
Rozkazał więc faraon tego dnia nadzorcom ludu i jego przełożonym:
5:7
Już więcej nie będziecie dawać ludowi słomy do wyrobu cegły, jak dotychczas. Niech sami idą i zbierają sobie słomę.
Głos przemówił: Wołaj. I zapytano: Co mam wołać? Wszelkie ciało jest trawą, a cały jego wdzięk jak kwiat polny. 40:7 Trawa usycha, kwiat więdnie, gdy wiatr PANA powieje na nie. Zaprawdę ludzie są trawą. 40:8 Trawa usycha, kwiat więdnie, ale słowo naszego Boga trwa na wieki. 40:9 Wstąp na wysoką górę, Syjonie, który opowiadasz dobre wieści. Podnieś mocno swój głos, Jerozolimo, która opowiadasz dobre wieści; podnieś go, nie bój się, powiedz miastom Judy: Oto wasz Bóg. 40:10 Oto Pan BÓG przyjdzie z mocą, jego ramię będzie panować. Oto jego zapłata z nim, a jego dzieło przed nim. 40:11 Jak pasterz będzie pasł swoją trzodę, swoim ramieniem zgromadzi baranki, na swoim łonie będzie je nosił, a ciężarne poprowadzi ostrożnie.
Zbliża się ŚDM – długo planowane Światowe Dni Młodzieży, spotkanie w Winogrodii z papieżem Innocentym XIV. Nitka chce wziąć udział w tej imprezie, zaczyna układać szalone plany nieodległego przyjazdu do Kehenny, chociaż nie ma już żadnych pieniędzy zarobionych z jej zawirowanej „pielgrzymki.” Ponadto ludzie w okolicy zaczynają poszukiwać tej, która „okradła” ich z ich funduszy (dzieje się tak mimo faktu, iż kobieta zbierała bardzo drobne sumy pieniędzy; jednak ktoś wyjątkowo „sprytny”, w sensie swojej zdolności do kłamstwa i plotki, najwyraźniej wykrzywił tę rzeczywistość.) Nitka nie poddaje się jednak i wsiada do autostopu, jedzie z kierowcą, młodym miłym mężczyzną, aż do Perry. Tam organizuje dziesięć złotych, zbierając je po domach pod pretekstem jej ciężkiej choroby nowotworowej. Jednak kobieta nie ma już tolerancji na swoje nieszczęście – uzbierane pieniążki wydaje z szybkością błyskawicy na hamburgera i coś tam jeszcze drobnego do popicia. Wsiada znowu do stopa i jedzie ze starszym już mężczyzną do Pandemii. Po drodze cały czas rozmawiają, Nitka żywo opowiada swojemu kierowcy, że podróżuje aż do Kehenny na ŚDM, by modlić się o swoje uzdrowienie z głębokiej choroby psychicznej, schizofrenii paranoidalnej. Starszy pan wiezie ją swoim wozem aż do Pandemii, po czym kobieta pociągiem udaje się do swojego własnego miasta urodzenia. Nie ma biletu, wymusza przejazd, kłócąc się z konduktorem PKP Intercity i upierając się, iż jest wolontariuszką kościelną, w związku z tym jedzie na ŚDM i ma zamiar dojechać tam, na miejsce docelowe, za darmo. Konduktor najpierw krzyczy na nią i nie zgadza się, ale ostatecznie macha ręką i miłosiernie zostawia ją swojemu losowi. Nitka przegapia jednak Kehennę i dojeżdża tym pociągiem aż do Winnej. Tu odwiedza „koleżankę” z miejscowego winieńskiego kościoła i prosi ją uniżenie o pomoc finansową w dojeździe do miejscowości zamieszkania. Kobieta traktuje ją, co jest policzkiem w twarz, z góry, jest wyraźnie zezłoszczona i okazuje jej jak najgorszą wolę – chociaż bogata, odmawia udzielenia nawet tak maleńkiego wsparcia i tylko częstuje skromnym posiłkiem. Smutna i wyczerpana, Nitka chodzi po Winnej i znowu prosi miejscowych o datki na jej pozorowane leczenie. Wreszcie stopem dojeżdża do Kehenny, a zebrane fundusze wydaje na pierwszy w miejscu rodzinnym zakup gotowej żywności.
Jej dom stoi, jak wkrótce stwierdza, pusty – nie ma ani śladu po jego mieszkańcach – skrzywdzonych społecznie i krzywdzących potem i ją rodzicach – podeptawszy wielokrotnie i na różne sposoby krew Chrystusa oraz chrześcijańską wiarę zgotowali jej przecież ten okrutny los. Kobieta chodzi uporczywie od sąsiada do sąsiada, rozpytując o powodzenie i miejsce pobytu jej ojca i matki. Sąsiedzi informują ją, że niedawno byli oni widziani w dobrym zdrowiu, i że wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku, jak również że nie ma najmniejszych powodów do paniki. Nitka pewnego wieczoru jednak nie wytrzymuje napięcia i dzwoni z telefonu stróża okolicznej szkoły podstawowej nr 2 na osiedlową Policję. Skarży się, że podejrzewa, iż rodzicom stała się krzywda i z tego powodu nie otwierają jej drzwi, chociaż powinni być według niej – osaczonej przez myślenie kontrfaktyczne – ze względu na ich milczące cierpienie i wstyd, głęboko ukryci w mieszkaniu. Przyjeżdża radiowóz policyjny i na szczęście trzeźwo proponuje wykonanie telefonu na numer ojca Nitki i tym samym sprawdzenie, gdzie oni obecnie przebywają i w jakim są stanie. Okazuje się, że jej rodzice od niedawna przebywają już w mieszkaniu, wrócili po południu tego samego dnia, w którym to się dzieje, znad morza, z urlopu, czego kobieta zupełnie nie wzięła pod uwagę. Nitka wchodzi do mieszkania i układa się do spania. Za jakiś czas zrozumie, że gdyby nie ta interwencja policyjna, rodzice nigdy nie zdecydowaliby się ją z powrotem przyjąć do domu. Kobieta jednak tak bardzo boi się pobytu w psychiatrycznym szpitalu stacjonarnym, że nie może przespać ze swoimi rodzicami jednej nocy – decyduje się raczej mieszkać pod Kehenną, w wybranych okolicznych miejscowościach i tylko czasem pojawiać się na posiłku w domu. Jest jej bardzo ciężko tak egzystować – jest już zimno i wilgotno, nadszedł początek pory jesiennej, szybko nadejdzie także i zima. Ponadto czuje się jak związana przez niewidoczną „siłę” – w Kehennie nie potrafi być szczęśliwa ani wolna. Coś ją tutaj pęta i przydusza, zapewne przekleństwa czcicieli Szatana i jego nadchodzącego syna, Antychrysta, być może zaadresowane również przeciwko niej – autorce dwóch chrześcijańskich książek – jednego tłumaczenia i jednego tytułu własnego autorstwa.
Mężczyźni mają zarówno więcej współczucia, jak i wyobraźni niż kobiety – dlatego to oni zazwyczaj powinni być liderami swoich społeczności.
To fakt, że nie można uratować wszystkich ludzi, ale należy starać się uratować wszystkich, których znamy.
Chrześcijanom tak naprawdę trzeba zazdrościć – oni idą do Nieba, a krótki, trudny czas życia na Ziemi przedłuży się w doskonałą Wieczność z ich Bogiem.
I usłyszałem głos pośród czterech stworzeń mówiący: Miara pszenicy za grosz i trzy miary jęczmienia za grosz. A nie krzywdź oliwy i wina.
6:7
A gdy otworzył czwartą pieczęć, usłyszałem głos czwartego stworzenia mówiący: Chodź i zobacz.
6:8
I zobaczyłem, oto koń płowy, a temu, który na nim siedział, było na imię Śmierć, a Piekło szło za nim. I dano im władzę nad czwartą częścią ziemi, aby zabijali mieczem i głodem, i zarazą, i przez zwierzęta ziemi.
6:9
A gdy otworzył piątą pieczęć, widziałem pod ołtarzem dusze zabitych z powodu słowa Bożego i świadectwa, które złożyli.
6:10
I wołały donośnym głosem: Jak długo jeszcze, Panie święty i prawdziwy, nie będziesz sądził i nie pomścisz naszej krwi na mieszkańcach ziemi?
6:11
I dano każdemu z nich białą szatę, i powiedziano im, aby odpoczywali jeszcze przez krótki czas, aż dopełni się liczba ich współsług i braci, którzy mają zostać zabici jak i oni.
I uczyniłeś nas dla naszego Boga królami i kapłanami, i będziemy królować na ziemi. (Ap 5, 10)
Oni będą walczyć z Barankiem, a Baranek ich zwycięży, bo jest Panem panów i Królem królów, a ci, którzy są z nim, są powołani, wybrani i wierni. (Ap 17, 14)
I upadłem mu do nóg, aby oddać mu pokłon, lecz powiedział mi: Nie rób tego, bo jestem sługą razem z tobą i twoimi braćmi, którzy mają świadectwo Jezusa. Bogu oddaj pokłon, bowiem świadectwem Jezusa jest duch proroctwa. (Ap 19, 10)
Kiedy kończą się jej ostatnie pieniążki, Nitka wymyśla sposób na ich zdobycie: zbiórkę na pielgrzymkę na górę świętej Anny, czyli przygotowanie serc ludzi na działanie PANA oraz organizacyjną pomoc dla miejscowego księdza. Góra świętej Anny znajduje się na okolicznym obszarze i niektórzy górale mogą być zainteresowani wzięciem udziału w związanej ze wspinaczką na nią religijnej imprezie. Kobieta znajduje solidną puszkę, zostawioną na stoliku w ogródku przy jakimś barze, i z nią w ręku wyrusza na obchód po ościennych domostwach. Zbiera co łaska, po złotówce, dwóch, dziesięciu, jednak cel zostaje osiągnięty i jest szczęśliwa, bo zabezpieczona – dalej ma swój codzienny posiłek, czyli porcję kartofli pieczonych w ognisku. Przy okazji rozmawia z wieśniakami o PANU Jezusie Chrystusie i życiu wiecznym, i przekonuje ich, iż życie wieczne to miłość do Boga i bliźniego, kimkolwiek by on czy ona nie byli. Czasem ktoś zaprosi ją na obiad, czy da jakiś prowiant na jej dalszą wędrówkę po wsi. Nitka jest wewnętrznie bardzo spięta, ale na zewnątrz nie okazuje żadnego zdenerwowania – uśmiecha się i wdzięczy się do ludzi, spokojnie z nimi dyskutuje, widzi, że nie budzi ich podejrzeń.
Nadchodzi jesień. Dni stają się bardziej wilgotne, chłodniejsze. Nitka nie czerpie już radości z szaleńczych, szczęśliwie przespanych na otwartej przestrzeni nocy i z porannego wstawania. Nie jest już tak zadowolona ze swojego codziennego rytmu dnia, ani nie ma już tylu sił do swojej egzystencji w całkowitej niemal izolacji społecznej. Pragnie nawiązywać nowe znajomości, przebywać w grupie, wspólnie z innymi chrześcijanami, cieszyć się, rozmawiać o Bogu i ewangelizować zgubione dusze oraz prowadzić szkółkę dla kościelnych dzieci. Kiedy nadchodzi jeden z deszczowych wieczorów, nagle odczuwa palącą potrzebę spędzenia tej nocy w którymkolwiek domu. Szuka, pyta, nikt się jednak nie zgadza. Kobieta zagląda ostatkiem sił na jeszcze jedno podwórko i wchodzi do wnętrza tutejszego gospodarstwa. Czeka na właściciela. Chce spróbować wymusić nocleg. Wreszcie nadchodzi ten upragniony gospodarz domu, mężczyzna w średnim wieku i Nitka otwiera się na niego i gra swoją rolę: młodej dziewczyny, której po prostu jest bardzo zimno, i która całkiem zwyczajnie potrzebuje jednego, jedynego noclegu pod tym dachem. O dziwo, mężczyzna zgadza się. Gotuje jej ziemniaki i pozwala wziąć prysznic, po czym pokazuje jej schludnie zasłane łóżko. Kobieta w ten oto sposób spędza u niego, dzięki jego niezwykłej brawurze i uprzejmości, suchą i bezpieczną, wzbudzającą dla niej nadzieję, noc. Rano znowu otrzymuje swoją porcję jedzenia, jednak jej gospodarz grozi jej ni stąd, ni zowąd Policją. Nitka bardzo szybko, najszybciej jak może, kończy swój posiłek i śpiesznie żegna się, po czym znowu wychodzi w swój specyficzny, niedoprecyzowany byt.
Tej nocy dzieje się wiele: Nitka o drugiej trzydzieści nad ranem spaceruje po przygranicznej Sternie, koło charakterystycznego supermarketu, nieopodal stacji benzynowej. Jest uśmiechnięta i zadowolona, pełna otuchy po przespanej cudownie w obcym domu nocy. Ale w tym momencie na plac przed obiektem sklepowym wbiega mężczyzna. Jest już starszy, ma twarz przybysza z zagranicy, co od razu rzuca się w oczy, jest trochę zakrwawiony i wygląda nad wyraz niechlujnie. Podchodzi teraz do kobiety i zagaduje ją o to, kim jest i co tu robi. Zaprasza ze sobą na przejażdżkę, nie wiadomo czyim autem, bo niczyjego tu w pobliżu nie ma. Nitka jest wprawdzie zachwycona czyjąś błyskawiczną zażyłością, ale wie, że musi odmówić. Ale zaraz, coś się dzieje – na plac zajeżdża radiowóz policyjny i zatrzymuje się blisko nich. Bardzo przystojny brunet w tym radiowozie zbliża się i legitymuje „znajomego” Nitki. Mężczyzna jeszcze przekazuje jej naprędce pięćdziesiąt złotych, następnie wyciąga dokumenty. Za chwilę nocny patrol bez wyjaśnień sprytnym chwytem wykręca nieznajomemu ręce i zakłada mu kajdanki, po czym pakuje go do samochodu. Nitka powoli i ostrożnie, z tajonym lękiem oddala się od miejsca zdarzenia, ale… policyjny wóz jest już tuż tuż obok niej. Policyjny brunet i ją legitymuje, po czym stwierdza krótko, że powinna przed październikiem wrócić w rodzinne strony, do domu. Puszcza ją jednak wolno i zamyślona kobieta udaje się teraz na stację benzynową w Sternej. A więc Policja już ją rozpoznaje, myśli bezdomna kobieta, już „wszyscy” o niej wiedzą i chcą, by opuściła ich wioski. To za trudne, by teraz nad tym się zastanawiać. Nitka nie potrafi się póki co zdecydować na powrót do „starego, keheńskiego życia”. Na stacji benzynowej kupuje drogą kawę i przysiada się do grupy hałaśliwych, belgijskich, młodych turystów. Za godzinkę wstaje i udaje się do toalety. Tu spędza kilka godzin, do białego rana, po czym wraca do swojego „domku” w górskim plenerze.