WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XXVII) (4 MARCA 2026)

Dla Wilhelma jednak liczyły się inne sprawy bardziej, kochał świat i kochał życie, chciał korzystać z niego w pełni i być jego panem i władcą. Wilhelm miał orzechowe oczy, ocienione długimi, gęstymi rzęsami, prosty nos i wyraziste usta, piękny kształt sylwetki oraz silną budowę ciała. Był przepełniony pięknymi marzeniami i namiętnością, pewnością, że urodził się oto po to, by kierować tą fascynującą rzeczywistością, którą zastał, i której czuł się częścią. Jego najwcześniejszym, dojrzałym marzeniem było, by zostać prezydentem Winogrodii i wyzwolić ją z kajdan komunizmu, by jednym, mocnym pociągnięciem rozerwać Żelazną Kurtynę i by brawurowo ukazać znowu szczęśliwym i dumnym ten tak długo prześladowany, nękany obcymi siłami kraj, który niczego nie będzie się już odtąd wstydził. Innym porywem serca Wilhelma było, by pracować w winogrodzkim wywiadzie wojskowym, złamać jeszcze raz enigmę i odnieść wielki, spektakularny sukces wraz ze swoją ojczyzną w być może jednak nadchodzącej wolnym krokiem, jak przewidywał to w dyskusjach dziadek i wujek, trzeciej wojnie światowej. Wilhelm pragnął stać się częścią sił zbrojnych winogrodzkiego państwa, tak jak jego prawujek Zenon – stanowił kiedyś część Armii Krajowej. Żył i oddychał atmosferą wojny, rodzinnymi wspomnieniami wojennymi, opowieściami snutymi przy trzaskających drewienkach w dziadkowym piecu, kiedy to wujek rozkładał się wygodnie za jesionowym stołem, wyciągał naprzód swoje ręce i gestykulował nimi żywo podczas trzymających w napięciu historii militarnej zawieruchy. Już tuż tuż niemieckie wojsko podchodzi do wsi, już partyzanci i wywiadowcy donoszą jej mieszkańcom o manewrach wojskowych i czającym się zagrożeniu. Wujek Zenon, wraz z innymi swoimi towarzyszami, szykuje się do walki i modli się do Pana Boga o wystawienie mu pułku regularnych żołnierzy oraz nawet aniołów, o ocalenie i zwycięstwo. Już tylko kilka chwil, a to właśnie on, Wilhelm poprowadzi krajowe siły zbrojne do boju i otrze łzy z oczu winogrodzkich kobiet, wyratuje ich synów od upokarzającej śmierci i przywróci wiarę i śpiew oraz wesele do domów ich żon i córek.

Z MOICH AFORYZMÓW… (4 MARCA 2026)

Nie czyńmy sami sobie zła, abyśmy nie mieli potem wyrzutów sumienia – wszyscy staniemy kiedyś przed Bożym Sądem! Nie krzywdźmy ani nie niszczmy obrazu Boga w nas!

Dawanie rad jest zwykle oznaką miłości.

Aby kochać ludzi tak, jak siebie samych należy wyobrażać sobie, że sami jesteśmy tymi ludźmi.

TWÓJ SYN (4 MARCA 2026)

Twój Syn

I rzekła Maria: Wielbi dusza moja Pana, i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim, bo wejrzał na uniżoność służebnicy swojej.  Oto bowiem błogosławioną zwać mnie będą wszystkie pokolenia.

Łuk. 1,46-48

Twój Syn, Panie

dla mnie

Twój Syn dla mnie

był wszystkimi

wysokimi

szczytami

i wszystkimi jeziorami

i każdym zdaniem Tory

Był On dla mnie

miodem piasku

wszystkimi czułymi literami

każdym drgnieniem skrzypiec

każdą NIEDZIELĄ

miesiąca

szczytem POKORY

Twój Syn, Panie

Twój Syn dla mnie

był głosem dzieci

wszystkimi stronami BIBLII

każdym cieniem wiatru

wszystkimi odcieniami liści

każdą niebieską

koroną

Ponieważ

Twój Syn, Panie

dla mnie

był rykiem lwa

przewodnikiem pustyni

pieszczotą

oaz

nazwałeś mnie, Panie

imieniem Nieba –

błogosławioną.

11 lutego 2011

SŁOWO NA DZISIAJ (4 MARCA 2026)

A gdy otworzył siódmą pieczęć, nastała w niebie cisza na około pół godziny.

8:2

I zobaczyłem siedmiu aniołów, którzy stoją przed Bogiem. I dano im siedem trąb.

8:3

I przyszedł inny anioł, i stanął przy ołtarzu, mając złotą kadzielnicę. Dano mu wiele kadzideł, aby je ofiarował z modlitwami wszystkich świętych na złotym ołtarzu, który jest przed tronem.

8:4

I dym kadzideł z modlitwami świętych wzniósł się z ręki anioła przed Bogiem.

8:5

Anioł zaś wziął kadzielnicę, napełnił ją ogniem z ołtarza i zrzucił na ziemię. I nastąpiły głosy i gromy, i błyskawice, i trzęsienie ziemi.

8:6

A siedmiu aniołów, którzy mieli siedem trąb, przygotowało się, aby zatrąbić.

8:7

I zatrąbił pierwszy anioł, i powstały grad i ogień zmieszane z krwią, i zrzucono je na ziemię. I spłonęła trzecia część drzew, spłonęła też cała zielona trawa.

Ap 8, 1-7 (UBG)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XXVI) (3 MARCA 2026)

Nitka cierpiała bardzo. Była samotna i wyśmiana przez ojca, matkę i braci, niepotrzebny stary grat, zbędny balast i niemożliwie brzydkie kaczątko, które na domiar złego, jak wróżyła jej matka, nigdy przenigdy nie przekształci się w smukłego łabędzia oraz o które oni już zadbają, by nikt go nigdy nie pokochał ani nie zauważył, a przede wszystkim – nie dał mu własnego domu. Jednak w szczęściu innych osób – w ich uśmiechu, wzajemnej bliskości, radosnej konwersacji, dotyku rąk i palców, Nitka czuła Bożą miłość właśnie do niej, gdyż tam wówczas PAN był obecny także i dla niej. Tym samym On obiecywał jej to samo szczęście, które tutaj było udziałem innych ludzi, tam w Niebie wraz z Nim, i to na wieki wieczne, na niekończący się nigdy bardzo dobry czas.

Nitka wybierała raz po raz, poprzez często tylko suche łzy i ból, by kochać mamę i nawet tatę, by słuchać braci, od których urodziła się przecież inteligentniejsza i zdolniejsza, by zajmować tylko mały, cichy kącik, który byłby jej własną, szczupłą przestrzenią biernego dobra. Od samego początku zabroniono bowiem Nitce kochać aktywnie i dzielić się dobrem – okradziono ją z jej zwerbalizowanego wcześnie marzenia i dziecięcej, głębokiej potrzeby i pragnienia rozdawania wokół siebie miłości, którą tak obficie obdarzył ją PAN. Dziewczynka wierzyła w dobre uczynki, a w to nie wierzył zbór, mały protestancki zbór, który zaprzeczał dobru, a tym samym wielbił jakiegoś złego, okrutnego i surowego, nieznanego jej boga, czemu sprzeciwiało się małe serce Nitki i co leżało dla niej w sprzeczności ze znanymi jej już prawdami biblijnymi.

Ale serce Nitki zwyciężyło, gdyż pokochało wcześnie swojego bliźniaczego brata – jak misia do zabawy, jak ukochanego i pieszczonego syna, jak największy, skrzętnie skrywany skarb. Dziewczynka kochała głęboko i po cichutko, nigdy nikomu się do tego nie przyznając. Z czasem kochała już nie tylko jego samego, ale także jego oddech, skórę i bicie serca, jego każdy ruch i głos, jego przygody, które sobie wymarzyła i wyobrażała, spędzając codziennie czas w kąciku i rozmyślając o jego losie, a PAN był jej bliski. Bliźnięta praktycznie nie rozmawiały ze sobą, gdyż było to w ich domu surowo wzbronione; mogły tylko istnieć i być, nawet nie śnić na jawie, być pustymi naczyniami wzbierającymi bólem i gniewem, żalem i goryczą. Jednocześnie ich rówieśnicy rozwijali się szybko i już im zaczynali dorównywać w tym, co im zostało dane z niewielkim tylko wsparciem rodziców, praktycznie co im było zapewnione poprzez sam akt narodzin. Nitka nie bawiła się z bratem, było to tylko sporadycznie, gdyż ustąpiła mu miejsca do figli i psotów i zgodziła się, by chodził na podwórko bez niej i był tam szczęśliwy ze swoimi kolegami. Mama dała mu na to przyzwolenie, zapewne by dodatkowo rozgoryczyć Nitkę. Siostrzyczka jednak popierała te dziecięce zabawy i sama się ich celowo wyparła, gdyż wiedziała, że – uczestnicząc w nich – ze swojej miłości i troski strofowałaby swojego braciszka czule, ale także namiętnie i natrętnie, by był grzeczny, i by słuchał PANA Boga, a nie rozmyślnie, za radą matki i braci, popełniał błędy. I żeby, gorzej, nie przechylał kielicha swojego gniewu na swoich rówieśników, a nawet na niektórych dorosłych. To opłacało się bardziej w oczach Nitki – by słuchać Wszechmocnego Geniusza, PANA nieba i ziemi, ponieważ to On jest Królem królów i PANEM panów, i sprawuje suwerenną władzę nad całym globem.

Z MOICH AFORYZMÓW… (3 MARCA 2026)

Ten jest dobry w dawaniu rad, kto wyobraża sobie, że daje rady samemu sobie. Dlatego wyobraźnia jest tak ważna.

Jeśli jesteś w podbramkowej sytuacji i ktoś daje Ci radę – nawet złą – to spróbuj chociaż troszkę jej posłuchać, a prawdopodobnie wyjdzie Ci to na dobre.

Należy przyjaźnić się z ludźmi, którzy są w podobnej sytuacji do nas lub mają zbliżony światopogląd, lub są na podobnym etapie rozwoju – inaczej taka przyjaźń będzie trudna, a nawet niemożliwa. I prawdopodobnie więcej na niej stracimy niż zyskamy.

MARIA U STÓP KRZYŻA (3 MARCA 2026)

Maria u stóp Krzyża

Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie. A my mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony. Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni.

Izaj. 53,4-5             

 

Jego ręce

dotykałam

palcami

Jego nogi obmywałam

mymi dłońmi

Jego boki kołysałam

w mych matczynych

ramionach

nic co Jego

nie było mi

obce

znałam każde słowo

rozkwitłe na Jego wargach

każde dobro, które przynosiły

Jego stopy

to, że stanie się kiedyś

węgielnym

kamieniem

odrzuconym przez własne stworzenie

było dla mnie

jak gruba zasłona

utkana z mego ludzkiego

niedostatku

nie na wszystko

starczyło mi

WIARY

nie na tyle

by wierzyć, że ma słuszność

kiedy garnął do siebie

tłumy

jak ciepły magnes

zesłany przez Ojca

ile razy chciałam

Go zawrócić

do swojskiego zacisza

czterech kątów

które zachowały pamięć

o Jego dziecięcym

geniuszu

żeby był

jaki chciał

ale był normalny

skrojony na wymiar

człowieka

trochę bardziej ludzki

w swym Boskim

przesłaniu

wówczas

Jego ręce

Jego nogi

Jego bok

nie przeszyłyby mego własnego serca

jak miecz

wykrojony

z drewna

jednak teraz

widzę

że był

synem nie Józefa

ale Synem Bożym

dzisiaj

stojąc znów

u Jego stóp

jestem

tego

PEWNA

5 października 2010

SŁOWO NA DZISIAJ (3 MARCA 2026)

Wtedy PAN powiedział do Mojżesza: Teraz zobaczysz, co uczynię faraonowi. Mocną ręką bowiem wypuści ich i mocną ręką wypędzi ich ze swojej ziemi.

6:2

Nadto Bóg mówił do Mojżesza: Ja jestem PANEM.

6:3

Objawiłem się Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi pod tym imieniem: Bóg Wszechmogący, ale z mojego imienia JEHOWA nie byłem przez nich poznany.

6:4

Ustanowiłem też z nimi moje przymierze, aby dać im ziemię Kanaan, ziemię ich pielgrzymowania, w której przebywali jako obcy.

6:5

Usłyszałem także jęk synów Izraela, których Egipcjanie trzymają w niewoli, i wspomniałem na moje przymierze.

6:6

Dlatego powiedz synom Izraela: Ja jestem PAN, wyprowadzę was spod ciężarów Egipcjan, wyrwę was z ich niewoli i wybawię was wyciągniętym ramieniem i przez wielkie sądy.

6:7

Wezmę was sobie za lud i będę wam Bogiem. Poznacie, że ja jestem PAN, wasz Bóg, który was wyprowadza spod ciężarów Egipcjan.

Wj 6, 1-7 (UBG)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XXV) (2 MARCA 2026)

Miejscem jej emocjonalnego i duchowego wzrostu stał się zatem wybrany dla niej przez jej PANA zbór protestancki. Był to mały „zborek”, składający się niemalże tylko z najbliższej rodziny, babci, cioć oraz kuzynów i kuzynek, i kilku innych postronnych członków, którzy nie wiadomo dlaczego w nim się znaleźli, a jeszcze dziwniejsze było, że trwali przy swojej decyzji, by w nim pozostać. Niektórzy z nich byli reprezentantami winogrodzkiej arystokracji, inni – pospolitymi mordercami. Na kazalnicy, przykrytej purpurową miękką, zamszową tkaniną, widniały duże litery biblijnego cytatu: „Pan jest blisko”, który nieodmiennie ośmielał dziewczynkę do głębszej medytacji. Żyła niemal w cieniu tego cytatu, wiedziała i czuła namacalnie, że PAN Jezus Chrystus istotnie jest blisko niej, małej protestantki, prowadzącej życie spokojne i ciche, niemal pozbawione wyrazu, jak i wszelkiego dreszczyku emocji. Jednak „PAN” – czy to namacalnie obecne dla niej Słowo nie brzmi lepiej niż wszelkie osiągnięcia i zaszczyty, masa przystojnych chłopców, wesołych i lgnących do niej koleżanek oraz stosy kolorowych fotografii – jej własnych fotografii w zagranicznych żurnalach mody i na najbardziej liczących się modowych wybiegach? Czy dopełnienie „jest blisko” nie oznacza czegoś bardziej słodkiego i fascynującego niż wspólne z rówieśnikami wycieczki do najpiękniejszych zakątków Winogrodii czy zagranicznych kurortów i pomników przyrody oraz parków rozrywki? „Imię PANA jest potężną wieżą, sprawiedliwy ucieka do niej i jest bezpieczny”, czytała dziewczynka w Księdze Przysłów 18, 10. Co to znaczy właściwie „Pan jest blisko” oraz dodatkowo wyraz „Mojżesz” – przywódca Izraela, wielki wódz i dowódca wojskowy, któremu PAN rzeczywiście był bardzo bliski, i któremu pozwolił na wiele niezwykłych wygranych bitew i walk? Co kryje się za terminami „prorok” oraz „prorokowanie”? Jaka moc i jaki żar tkwią w przebywaniu w Bożej obecności dzień po dniu i czasami nieprzespaną noc za nocą? Co to oznacza dla niej i czy ona także mieści się w jakimś stopniu w Bożym planie dla ludzkości przełomu wieków?

Było to niepodważalną i nietrudną do zauważenia prawdą, że Bóg kochał Nitkę. Nie można było nie zauważyć rysów Jego miłości na jej twarzy, ciepła rąk, łagodnych słów, które padały rzadko i przy niektórych tylko szczególnych okolicznościach, rozważne, dobre i przyjazne. Bożej chwały w wyrazie jej oczu. Dziewczynka pragnęła i łaknęła Boga i Bożych prawd, sama uciekała się w samotność, gdzie mogła kontemplować PAŃSKIE stworzenie oraz wykreowanych przez niego bardzo dobrze ludzi oraz gdzie usilnie pragnęła ewangelizować swoich bliźnich. Nie łaknęła jednak ich towarzystwa, ponieważ mama zbiła kiedyś zupełnie grzeczną Nitkę przy jej koleżance na gołą pupę, a na pytanie córki, dlaczego to zrobiła, odpowiedziała po prostu, że było to winą dziewczynki, gdyż była niegrzeczna. Dziecko zrozumiało wtedy, że należy być brzydką i głupią, i nie myśleć w ogóle, o niczym, by przeżyć i trwać. A jej PAN motywował ją codziennie do tego trwania. Kiedy Nitka miała cztery latka, mama zrobiła to ponownie – zbiła Nitkę i jej brata znowu na gołą pupę skórzanym paskiem, ponieważ przyszli do domu kwadrans po porze obiadowej, a przecież nie mieli jeszcze wtedy na rękach zegarków.

Z MOICH AFORYZMÓW… (2 MARCA 2026)

Piękno zachęca nas do dobrego.

Istnienie Boga jest dużo bardziej prawdopodobne niż większości z nas się to wydaje.

Rozum nie ogarnia miłości, dlatego człowiek nigdy nie zrozumie Boga na Ziemi.

Dla dzieci należy poświęcić się bardziej niż często myślimy.  Ich rozpacz bowiem jest jak głębokie jezioro, a w nim pływa i śmieje się Szatan. Pan Bóg nagradza ludzi, którzy nie mogą znieść jednej małej rozpaczy płaczącego lub milczącego dziecka i o niego walczą. Należy ogrzewać miłością dzieci na zasadzie energii, przepływającej z miejsca ciepłego do zimnego. Wzrost entropii jest w tych przypadkach dziełem Boga.