Jestem wojowniczką Jezusa z mocy Boga, nauczycielką, prorokinią, apostołem i sługą, przeznaczoną od stworzenia świata do burzenia twierdz warownych, obalam rozumowania i wszelką wyniosłość, która powstaje przeciwko poznaniu Boga, i zniewalam wszelką myśl do posłuszeństwa Chrystusowi; gotowa do ukarania wszelkiego nieposłuszeństwa, kiedy posłuszeństwo ludzi wokół mnie będzie całkowite. (Biblia: II Kor 10, 3-6)
A do anioła kościoła w Filadelfii napisz: To mówi Święty, Prawdziwy, ten, który ma klucz Dawida, ten, który otwiera i nikt nie zamknie, zamyka i nikt nie otworzy.
3:8
Znam twoje uczynki. Oto postawiłem przed tobą otwarte drzwi, których nikt nie może zamknąć, bo choć masz niewielką moc, jednak zachowałeś moje słowo i nie wyparłeś się mego imienia.
3:9
Oto dam ci ludzi z synagogi szatana, którzy mówią, że są Żydami, a nimi nie są, lecz kłamią. Oto sprawię, że przyjdą i pokłonią się przed twoimi nogami, i poznają, że ja ciebie umiłowałem.
3:10
Ponieważ zachowałeś słowo mojej cierpliwości, ja też zachowam cię od godziny próby, która przyjdzie na cały świat, aby doświadczyć mieszkańców ziemi.
3:11
Oto przyjdę wkrótce, trzymaj to, co masz, aby nikt nie wziął twojej korony.
3:12
Tego, kto zwycięży, uczynię filarem w świątyni mojego Boga i już nie wyjdzie na zewnątrz. Napiszę też na nim imię mego Boga i nazwę miasta mego Boga, nowego Jeruzalem, które zstępuje z nieba od mego Boga, i moje nowe imię.
3:13
Kto ma uszy, niech słucha, co Duch mówi do kościołów.
W Święta Bożego Narodzenia, po zdarzeniu, przychodzi Policja, wezwana przez brata, ale przesłuchiwana Nitka udaje obojętność i funkcjonariusze opuszczają dom, nie stwierdziwszy przecież zgonu nikogo z rodziny. Otrucie nie było skuteczne i Bóg znowu uratował Nitkę. Po Policji przychodzi Pogotowie, ale nie zabiera kobiety do szpitala psychiatrycznego. Nitka przez chwilę dokonuje refleksji, iż PAN sam osądził sytuację i uznał swoje duchowe dziecko za kompletnie, nawet po tym incydencie, obmyte w Jego krwi. Nitka jest wdzięczna swojemu PANU, ale mija sekunda i kobieta przypomina sobie, że uważa się za satanistkę. Pakuje się szybko i sprawnie, po czym wyjeżdża, zgodnie z proroctwem „babci” Stanisławy, w Nehemejskie góry, nie przywiązując wagi do miejsca podróży i niczego nie pamiętając z „obozowej” przepowiedni.
Jest marzec 2052 roku, zima. Za granicą Winogrodii, jej rodzinnego kraju, w małej wiosce Metagramii w Korpadii, Nitka marznie w nocy i płacze. Przyjechała tu pociągiem, jadącym z Nehemejskich gór właśnie do Korpadii, sąsiedniego kraju. Teraz przebywa w lesie, w korpadyjskich, niskich górach i myśli o powrocie do rodziny. Prawie się na to decyduje, ale czeka jeszcze na ostateczne, ranne postanowienie swojego zmęczonego organizmu. Zjada jedyną kanapkę, popija ją zimnym sokiem z butelki i szybko układa się do snu.
Rano Nitka myśli przytomniej i znowu wstępuje w nią nadzieja i siła. Jakoś przespała tę noc, a ranne powietrze jest przyjemne i rześkie. Tak jakby mróz odszedł i kobieta widzi wokoło siebie piękny, świerkowy las, drewno na opał i przypomina sobie, że przecież ma rondelek i zapałki. Napije się gorącej wody i znowu odzyska humor. Zbiera chrust i gałązki, wykorzystuje zastane na tym terytorium drewno i przygotowuje palenisko. Trzeba jeszcze rozglądnąć się po lesie, zbadać przestrzeń. Nitka udaje się w dół pagórka i napotyka na małe, krystalicznie czyste źródełko. Wraca się i nabiera półtora litra źródlanej wody do butelki. Czuje się w tym momencie niemal szczęśliwa. Rozpala ogień i gotuje wodę, przyrządza sobie herbatkę. Jest jej ciepło i przyjemnie, wręcz rozkosznie. Dba jednocześnie o to, by mało się modlić, chociaż jej dusza tęskni za PANEM. Nitka jednak chce być twarda i trzymać się swoich nowo nabytych przekonań, choć mogłoby być to trudne. Zaraz też zapomina o swojej prawdziwej, realnej w niej wierze w jej osobistego PANA, Jezusa Chrystusa, i rusza poza las zbadać swoje nowe terytorium.
Po pierwsze, postanawia pościć przez sześć dni. Wprawdzie jest to tylko post podyktowany oszczędnością, jednak PAN prowadzi swoje dziecko wbrew niemu samemu, dbając o jej stan duchowy. Nitka ma przy sobie jedynie sześćset złotych i musi je wymienić na korpadyjską walutę. Nie wie, czy kurs wymiany winogrodzkiej waluty jest dla niej korzystny. Musi to sprawdzić w najbliższym kantorze.
Piękno Korpadii zachwyca kobietę. Dzień jest słoneczny, pogodny. Słońce i wzgórza wdzięczą się do niej całymi sobą, wręcz otaczają ją ramionami leśnych drzew i cienkimi nogami pełzających po gruncie krzewów, i Nitka chętnie rusza na zwiady. Ponieważ pagórek, gdzie początkowo się ulokowała, zbiega w dół do gospodarstwa domowego, postanawia nie spędzić tam już kolejnej nocy, ale ułożyć się do snu po drugiej stronie drogi, w kompletnej dziczy. Tak powinno być lepiej i bezpieczniej. Tej nocy pada deszcz i znowu jest zimno, ale Nitka już nie rozpacza. Wyciąga wszystkie możliwe ciuszki i wkłada je na siebie, a pozostałymi się okrywa. W ten sposób przesypia noc względnie komfortowo i rano znowu wstaje nastawiona bojowo do życia i uśmiechnięta. Mija drugi dzień jej podróży w nieznany świat.
Dopóki nie zaczniemy uważać innych za wyższych od siebie, zawsze będziemy błądzić.
Wyrzeczenie się otwiera drzwi do przeżyć mistycznych.
Bóg pragnie doprowadzić nas do momentu, w którym zrozumiemy, że tak naprawdę możemy polegać jedynie na Jego miłości. Oby ten moment nie przyszedł dopiero tuż przed naszą śmiercią!
Przygodą mojego życia była wycieczka na Litwę do Szostakowa, miasta położonego na granicy Polski i Litwy. Tam położyłam się na siarczystym mrozie w samotnej, opuszczonej chatce bez szyb i bez drzwi, i postanowiłam umrzeć. Żywiłam się wtedy chlebem i napojami kolorowymi oraz witaminami, które przywiozłam z domu z Krakowa. Kiedy mróz miał osiągnąć trzydzieści stopni, pomodliłam się i ułożyłam się wygodnie w łóżku, posprzątawszy uprzednio moją izdebkę dokładnie i starannie. Wtedy do chatki wszedł Ktoś, a ja zamarłam z przerażenia. Tak spotkałam Romane, który zaprosił mnie do swojego domu. Było tam brudno, ciepło i przytulnie.
Oddałam mu się tej nocy i tak zrodziła się we mnie miłość do tego Litwina. Tej historii z pewnością nigdy nie zapomnę. On gościł mnie w swojej chatce trzy dni i trzy noce, i dał mi znowu Nadzieję. Wróciłam do Krakowa i znowu postanowiłam pisać dla Chrystusa i dla ludzi, którzy mnie potrzebują. Moja wiara została odnowiona, tak jak wierność Jonasza, który przebywał we wnętrznościach wielkiej ryby przez trzy dni i trzy noce, i modlił się do Pana. Serdecznie dziękuję tym wszystkim na świecie, którzy mi jakoś pomogli i pozwolili iść dalej ze Słowami Życia. Dziękuję i tym, którzy modlili się za mnie i brata, kiedy byliśmy małymi dziećmi. To właśnie dzięki tym modlitwom potrafiliśmy kochać ludzi i świat. Zatrzymuję się na chwilę, by poprosić o dalsze modlitwy, bym pozostała integralna i wierna mojemu Panu, którego Wy także dobrze znacie.
Przez wiarę Mojżesz, gdy dorósł, odmówił nazywania się synem córki faraona;
11:25
Wybierając raczej cierpieć uciski z ludem Bożym, niż mieć doczesną rozkosz z grzechu.
11:26
Uważał zniewagi znoszone dla Chrystusa za większe bogactwo niż skarby Egiptu, bo wypatrywał zapłaty. (Hbr 11, 24-26, UBG)
ORAZ ZE ST:
Jest droga, która człowiekowi wydaje się słuszna, lecz końcem jej jest droga do śmierci. (Prz 14, 12, UBG)
Wszelka droga człowieka jest słuszna w jego oczach, ale PAN waży serca. (Prz 21, 2, UBG)
Komentarz:
PAN nasz Wszechmogący ostrzega nas, iż każda droga wydaje nam się słuszna, dobra, sprawiedliwa i właściwa, możemy doświadczać ogromnej przyjemności i satysfakcji z życia i mieć przed sobą życiowy cel, jednak zadajmy sobie pytanie, dokąd tak naprawdę prowadzą nas nasza wola i decyzje, jaki jest nasz finalny kres? Dokąd zmierzamy i jakie mamy perspektywy w tym życiu i na wieczność? Tutaj ludzie wierzący są łajani, upokarzani i znieważani, ale Biblia określa powyższe jako „większe bogactwo niż skarby Egiptu”, przysłowiowego Egiptu, czyli miejsca bezpieczeństwa, dobrobytu i dobrostanu.
Zapytam zatem: czy Twoja droga jest słuszna i właściwa?
„Ty więc przepasz swoje biodra, wstań i mów do nich wszystko, co Ja ci każę, nie lękaj się ich, abym Ja nie napełnił cię lękiem przed nimi. Oto Ja czynię cię dziś miastem warownym i słupem żelaznym, i murem spiżowym przeciwko całemu krajowi, przeciwko królom judzkim, jego książętom, jego kapłanom i jego pospólstwu. I będą cię zwalczać lecz cię nie przemogą, bo Ja jestem z tobą, aby cię ratować – mówi Pan.” (Jr 1, 17-19) Te dokładnie słowa skierował Pan Bóg Wszechmogący do proroka Jeremiasza w chwili powołania go na urząd proroczy. Przepowiedział mu ciężki los, wiele zmagań oraz wrogość całego kraju, w jego przypadku –Izraela. Nic dziwnego, iż Jeremiasz wzbraniał się przed objęciem proroczego stanowiska. Pan jednakże także obiecał mu, że walka przeciwko niemu nic nie wskóra, i że jego wrogowie go nie zwalczą, mimo wielu ognistych prób zemsty za ogłaszanie słów Boga.
W podobnych okolicznościach żył prorok Eliasz, w osamotnieniu wstawiał się za imieniem Pana i bronił czci, i honoru Bożego. W momencie zwątpienia skarżył się PANU Bogu na swoją samotność i wykluczenie spośród społeczności izraelskiej: „A on odpowiedział: Gorliwie stawałem w obronie PANA, Boga Zastępów, gdyż synowie izraelscy porzucili przymierze z tobą, poburzyli twoje ołtarze, a twoich proroków wybili mieczem. Pozostałem tylko ja sam, lecz i tak nastają na moje życie, aby mi je odebrać.” (I Krl 19, 10) W psalmie 91 jego autor proklamuje, że wszyscy nasi przyjaciele i obrońcy mogą paść w walce, którą wspólnie z nami podejmują, jednak PAN i tak jest w stanie nas ocalić: „Choć padnie u boku twego tysiąc, a dziesięć tysięcy po prawicy twojej, ciebie to jednak nie dotknie.” (Ps 91, 7)
Tajemnicą naszego sukcesu i ocalenia naszego życia w obliczu podobnych uwarunkowań, gróźb i otwartej wrogości przeciwników Boga jest m.in. cześć i uwielbienie dla Pana Boga, którego imię wyznajemy w przestrzeni publicznej: „Wołam: niech będzie PAN pochwalony! I zostałem wybawiony od nieprzyjaciół moich.” (Ps 18, 4) Ten sam psalm zawiera kolejną piękną obietnicę życiowego powodzenia: „Wyratował mnie od potężnego nieprzyjaciela i od nienawidzących mnie, bo byli mocniejsi ode mnie.” (Ps 18, 18)
Starajmy się, by pozyskać modlitwy wstawiennicze naszych przyjaciół, nawet gdy nie są oni zbawieni. Modlitwa stanowi potężne oparcie w chwilach grozy, niebezpieczeństwa czy też zwątpienia. My tak naprawdę nie potrafimy, nie umiemy sterować naszym życiem w sposób doskonały i zapewniający nam życie wieczne w obecności poważnych kłopotów, da temu radę natomiast i jest w stanie uczynić to nasz PAN! „ I będziecie w nienawiści u wszystkich dla imienia mego, ale kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.”(Mt 10, 22)
Kobiety i mężczyźni są twórcami symfonii Ziemi – grają na strunach tej samej przyrody smyczkami danymi z Nieba.
Magiczny realizm to jedyny realizm.
Nie potrafię opisać życia słowami. Życie jest Boską energią, której nie rozumiem ani nie ogarniam, ale codziennie uwielbiam Boga za to, że jestem jej żywą częścią.
Wierzę w misję człowieka na ziemi – w wielkie lub małe własne zadanie.
Oto bowiem ustanawiam cię dziś miastem obronnym, żelazną kolumną i murem spiżowym przeciwko całej tej ziemi, przeciwko królom Judy, ich książętom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. I będą walczyć przeciwko tobie, ale cię nie przemogą, bo ja jestem z tobą, mówi PAN, aby cię wybawić. Jr 1, 18-19
A do anioła kościoła w Sardes napisz: To mówi ten, który ma siedem Duchów Boga i siedem gwiazd: Znam twoje uczynki, że masz imię, które mówi, że żyjesz, ale jesteś martwy.
3:2
Bądź czujny i utwierdź, co pozostało, a co bliskie jest śmierci. Nie uznałem bowiem twoich uczynków za doskonałe przed Bogiem.
3:3
Pamiętaj zatem, jak otrzymałeś i usłyszałeś, i strzeż tego, i pokutuj. Jeśli więc czuwać nie będziesz, przyjdę do ciebie jak złodziej, a nie będziesz wiedział, o której godzinie przyjdę do ciebie.
3:4
Lecz masz kilka osób w Sardes, które nie splamiły swoich szat. Będą chodzić ze mną w białych szatach, bo są godni.
3:5
Kto zwycięży, będzie ubrany w białe szaty i nie wymażę jego imienia z księgi życia, lecz wyznam jego imię przed moim Ojcem i przed jego aniołami.
3:6
Kto ma uszy, niech słucha, co Duch mówi do kościołów.