SŁOWO NA DZISIAJ (16 LUTEGO 2026)

I zobaczyłem, a oto między tronem i czterema stworzeniami, i między starszymi stał Baranek jakby zabity, który miał siedem rogów i siedmioro oczu, które są siedmioma Duchami Boga posłanymi na całą ziemię.

5:7

Wtedy on podszedł i wziął księgę z prawej ręki zasiadającego na tronie.

5:8

A gdy wziął księgę, cztery stworzenia i dwudziestu czterech starszych upadło przed Barankiem, a każdy z nich miał harfę i złote czasze pełne wonności, którymi są modlitwy świętych.

5:9

I śpiewali nową pieśń: Godzien jesteś wziąć księgę i otworzyć jej pieczęcie, ponieważ zostałeś zabity i odkupiłeś nas dla Boga przez swoją krew z każdego plemienia, języka, ludu i narodu.

5:10

I uczyniłeś nas dla naszego Boga królami i kapłanami, i będziemy królować na ziemi.

Ap 5, 6-10 (UBG)

DODATKOWE SŁOWO NA DZISIAJ (15 LUTEGO 2026)

DODATKOWE SŁOWO NA DZISIAJ

Kto kocha się w pieniądzach, pieniądzem się nie nasyci; a kto się kocha w zasobach, ten nie ma z nich pożytku. Koh 5, 9

Dla każdego też człowieka, któremu Bóg daje bogactwo i skarby i któremu pozwala z nich korzystać, wziąć swoją część i cieszyć się przy swoim trudzie – to Bożym jest darem.

5:19

Taki nie myśli wiele o dniach swego życia, gdyż Bóg go zajmuje radością serca. Koh 5, 18-19 (BT)

Komentarz: Biblia jest księgą dychotomiczną, to jest o wielu znaczeniach i wykładach, np. w zależności od opisywanej sytuacji, potrzeby poruszenia tematu i zamysłu autora poszczególnych ksiąg, inspirowanych Duchem Świętym w celach Bożych.

Powyższe wersety z Biblii Tysiąclecia są tego egzemplifikacją.

Posiadanie majętności jest zarówno korzystne, jak i jest stratą i marnością, np. w zależności od celu ich gromadzenia.

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. X) (15 LUTEGO 2026)

Niemiecki filozof, F. Nietzsche, czy to w sposób zakamuflowany, czy też całkowicie jawny, usiłuje przekonać wybranych przedstawicieli homo sapiens do odrzucenia autorytetu Boga nad nimi, do uczynienia samych siebie odnośnikami własnej moralności i własnego dobra: „(…) pragnienie, by całkowitą  i ostateczną za swe uczynki odpowiedzialność wziąć na siebie i uwolnić od niej bóstwo, świat, swych przodków, przypadek i społeczeństwo (…) i z więcej niźli munchhausenowską śmiałością wyciągnąć siebie samego za włosy z bagna nicości na wybrzeże bytu.” I jeszcze śmie dodać: „To my samy wymyśliliśmy przyczyny, kolejność, mimobieżność, względność, przymus, liczbę, prawo, wolność, powód, cel (…)” A zatem, myśli w samotności Nitka, Niemiec dokłada wszelkich starań, aby uwolnić nas od przyrodzonej nam duchowej natury i zależności od naszego Stwórcy, Zbawcy i Sędziego.

Niemiec uwielbia nauki psychologiczne, tu odnajduje swoją fascynację buntem przeciwko Bogu, szansę na zabicie Go i wyeliminowanie z gry Wszechświata, którym nasz Bóg włada: „(…) psychologia została znów uznana za królową nauk, na usługi której i do której przygotowaniem wszystkie inne są nauki.” Nie uda mu się to jednak, myśli i mówi do tych samych co Nietzsche ludzi Nitka, chociaż lata później, wszak to Stwórca umieścił w nas naszą psychologię, On ją najlepiej zna i umie nią sterować, manipulować i doskonalić. Tak, rozwój psychologiczny rodzaju ludzkiego jest niezmiernie ważny i jak stwierdza Nitka, jest na ogół dobry i chlubny, wszak budowanie wizerunku człowieka na Ziemi, filozofuje chrześcijanka, nie jest sprzeczne z wolą Boga, ale – jeśli jest odpowiednie – przynosi chwałę właśnie Jemu, a chlubę – właśnie nam.

Nietzsche i jego uczniowie dążą do zamiany ważnych dla nas pojęć moralnych, do uczynienia dobra złem, a zła dobrem, proponują bezwzględność jako nadrzędną, pozytywną wartość, konstatuje Nitka: „Cnoty pospolitego człowieka równałyby się snadź u filozofa występkowi i słabości (…)” „Wszystko tak się składa, by najgorszy ze smaków,  smak bezwzględności, został okrutnie wydrwiony i nadużyty, aż człowiek się nauczy kłaść nieco sztuki w swe uczucia i przy pomocy sztuczności próbować raczej szczęścia, jak to czynią prawdziwi artyści życia.”

Nietzscheański „(…) Imperatyw „poznaj siebie samego! (…)” nie jest z gruntu niemoralny, rozważa dalej chrześcijańska Nitka, jednak ziemska egzystencja jest na tyle krótka i ulotna, iż nie warto ogniskować naszych wysiłków i młodości wokół drążenia w sobie samych tak zwanej Pascalowej „dziury” i napełnienia jej śmieciowym jedzeniem psychologii, zwłaszcza tej jakiejś „sztucznej.” Jeżeli coś warto czynić, to warto tylko oglądać Bożą twarz, w nią się zapatrzyć i ją celebrować, ją poznawać i jej doznawać,  ją czcić. Pascalowa przestrzeń niekoniecznie istnieje, a najprawdopodobniej jest teologiczną sprzecznością sama w sobie, gdyż nie więzimy w sobie naszego Stwórcy ani Go w sobie nie zawieramy.

„Trzeba umieć zachować siebie – oto najtrudniejsza niezależności próba”, dodaje Niemiec. Z pewnością integralność jawi się nam jako cnota, myśli wierząca Nitka, dla mnie jednak wartościowsze jest usiłować zachować dla siebie Niebo.

„Wyłania się nowy rodzaj filozofów, (…) do pewnego stopnia chcą pozostać zagadkami (…)”, kontynuuje wrogi Bogu filozof, a chrześcijanka z Winogrodii przysłuchuje się mu uważnie i sama zgłasza się i wyłania w rozpisanym wtedy według jej duchowej wiedzy konkursie wobec swojego Kościoła i narodu, by zostać takim filozofem, czyli chrześcijańską nowością na arenie niewierzącego świata. „Mój sąd jest moim sądem, kto inny niełacno ma do niego prawo” – rzecze snadź taki filozof przyszłości. „Dobro” już nie jest dobre, gdy przejdzie w usta sąsiada. A dopieroż „dobro wspólne” jakżeby istnieć mogło! Słowo to przeczy sobie samemu: co wspólnem być może, to zawsze niewiele warto.” Nitka, ponownie, głęboko pragnie teraz zostać nowym filozofem chrześcijańskim, apologetykiem wiary, przyczynkiem do wzrostu poznania w chrześcijańskim Kościele Czasów Ostatecznych, czyli postmodernistycznych, i postuluje głupotę i obłęd w ustach Nietzschego, ponieważ występuje i istnieje psychologia grupy, psychologia przynależności do rodziny, społeczności, więcej – społeczeństwa.  A dla wierzących inaczej – istnieje pojęcie przynależności do ewolucyjnego (wedle ich wiary) stada i obecne w nim wartości odgrywają kardynalną rolę dla utrzymania tej danej społeczności.

Wierząca Nitka musi się jednak z czymś, wedle swojej wrodzonej dumy, u Nietzschego zgodzić, zatem przystaje na to, iż „(…) jesteśmy urodzonymi, zaprzysiężonymi, zazdrosnymi przyjaciółmi samotności, właściwej nam najgłębszej, najpółnocniejszej, najpołudniowszej samotności, takim to rodzajem ludzi jesteśmy, my wolne duchy! a snadź i wy także jesteście tem poniekąd, wy nadchodzący, wy nowi filozofowie!” Zatem chrześcijańska Nitka oczyszcza się i nadchodzi, powraca do swojego społeczeństwa jako dziecko Boga i jego prorokini, wraca, jest tuż tuż.

Z MOICH AFORYZMÓW… (15 LUTEGO 2026)

Brak grzechu jest nie do zniesienia na ziemi. Dla człowieka brak grzechu w Chrystusie był winą nie do wybaczenia.

Łaska to ofiara z miłości, obmycie brudnych stóp przyjaciela, podanie chleba umoczonego w winie – gest najgłębszej lojalności, zstąpienie na jedną nogę krzyża bez walki – Łaska to ból Wszechświata, krew, pot i siniec.

Najwięcej zyskują ci, którzy najbardziej się poświęcają.

Najbardziej błogosławieni są ci, którzy najwięcej dają.

Najświętsi są ci, którzy najbardziej kochają.

PRZYRZEKAM (15 LUTEGO 2026)

Przyrzekam

Nigdy nie zapomnę

nie skreślę, nie wymażę z pamięci…

Przyrzekam.

W cichym promieniu słońca

w płaczącej letniej burzy

w krzykach gęsi lecących na wschód

w śpiewie pszczół, w perłowych blaskach nocy

w szeleście drzew roniących łzy

będziesz ty…

Wiem, że zapomnę

o stęsknionym niebie

w jesiennej porze

o białych płatkach śniegu

o tym jak się rumienią ranne zorze

jak pachnie piasek na morskich brzegu

jak gaśnie złoto słońca – ale ciebie

będę pamiętać na zawsze…

I wiem, że przypomnę sobie

odnajdę, przybliżę, gdy powieje wiatr

od śnieżnych Tatr

i zaszumi łzami

i wspomnieniami

o tamtych dniach…

Gdy zapalą się gwiazdy na niebie

jak brylanty na aksamitnym tle

i pomyślę, że za tobą, że o tobie, że dla ciebie…

I zasypiam i śnię

a ty w moich snach

7,8 czerwca 1993

SŁOWO NA DZISIAJ (15 LUTEGO 2026)

A jeśli nie uwierzą obu tym znakom i nie usłuchają twego głosu, to weźmiesz wody z rzeki i wylejesz ją na ziemię. Wtedy ta woda, którą weźmiesz z rzeki, zamieni się na ziemi w krew.

4:10

Mojżesz powiedział do PANA: Proszę, Panie, nie jestem wymowny – ani przedtem, ani odkąd przemówiłeś do twego sługi, bo mam powolną mowę i ociężały język.

4:11

PAN mu odpowiedział: Któż uczynił usta człowieka? Albo kto czyni niemego lub głuchego, widzącego lub ślepego? Czyż nie ja, PAN?

4:12

Teraz więc idź, a ja będę przy twoich ustach i pouczę cię, co masz mówić.

4:13

Mojżesz powiedział: Proszę, Panie, poślij tego, kogo masz posłać.

4:14

Wtedy zapalił się gniew PANA na Mojżesza i powiedział: Czyż Aaron, Lewita, nie jest twoim bratem? Wiem, że on potrafi dobrze mówić. Oto on wyjdzie ci na spotkanie, a gdy cię zobaczy, uraduje się w swoim sercu.

4:15

Ty będziesz mówił do niego i włożysz słowa w jego usta. A ja będę przy twoich ustach i przy jego ustach i pouczę was, co macie czynić.

Wj 4, 9-15 (UBG)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. IX) (14 LUTEGO 2026)

„Gott ist tott”, odważył się ku swej i swoich wyznawców hańbie i zgubie, postulować Nietzsche. „Bóg – jego i ich, jego wyznawców, wróg” – odważa się, jeszcze nieśmiało i wstydliwie, szeptać do ludzi Nitka, mając na myśli wyznawców Nietzschego. „Bóg żyje, Bóg pragnie i chce, Bóg walczy z wami, chamy” – chce i jak się okazuje, może, odtąd wyraźnie głosić tę prawdę przez otwarte szeroko usta chrześcijanka. „Nie wierzę zatem, iż „popęd ku poznaniu” jest ojcem filozofii”, wypowiedział się na którymś miejscu w cytowanej tu wszędzie książce „Poza dobrem i złem” filozof hitleryzmu. Następnie przeskakuje do filozofii przyrody, bytu i mądrości. „Wedle przyrody  żyć chcecie? ”Och, wy szlachetni stoicy, jakież słów szalbierstwo! Pomyślcie sobie istotę, jaką jest przyroda, rozrzutną bez miary, pozbawioną zamiarów i względów, próżną sprawiedliwości i zmiłowania, płodną i jałową, i niepewną zarazem – wedle tej indeferencyi jakżebyście żyć mogli? Życie – nie polegaż ono właśnie na dążeniu, by być od tej przyrody innym? Nie jestże życie ocenianiem, wybieraniem, dążeniem, by być niesprawiedliwym, ograniczonym, dyferentnym?” I dalej: „Duma wasza chce przyrodzie, przyrodzie nawet, przypisać wasz morał, wcielić w nią wasz ideał, żądacie, by ona „wedle Stoi” była przyrodą, i chcielibyście, iżby całe istnienie jeno na wasz własny istniało obraz – jako olbrzymie wiekuiste uświetnienie i uogólnienie stoicyzmu!” Nietzsche argumentuje: „(…) stoicyzm bowiem jest tyranią siebie samego, nie jestże stoik – cząstką przyrody?…” Tak więc oto Nitka jest teraz zażartym wyznawcą swojej własnej odmiany stoicyzmu, filozofii twardych, nieustępliwych, dążących do celu, ugruntowanych w swojej woli, niecofających się z raz obranej drogi. Bóg stworzył człowieka na swój obraz, przyrodę – na podobieństwo Siebie i człowieka, w niej – oglądamy jego Majestat. Nitka docenia teraz swoje olbrzymie, jaskrawe szczęście – oto przecież chodzi z tym zwycięskim, niepokonanym Bogiem.

Nietzsche kontynuuje teraz swoje naukowe, zamierzone zniszczenie rasy ludzkiej, cytując przesąd Schopenhauera: „Ja chcę…” – tym samym Niemiec niszczy i ośmiesza na nowo odkryte, z trudem wypracowywane w ciszy przekonanie i wolę chrześcijańskiej kobiety, by chcieć dobra zarówno dla jej PANA jak i dla siebie, dobra pojmowanego odtąd jako ścisłe, surowe lecz roztropne posłuszeństwo, żołnierskie, niemal ślepe, ale głęboko przemyślane i skalkulowane dla celów Nieba zawierzenie się Mu; dla potrzeb jej PANA i jej samej oraz jej chrześcijańskiej  społeczności, a nawet jej społeczeństwa jako ogółu ludzi w Winogrodii. Nie liczy się przecież nietzscheańskie „Ja chcę…”, czyli moje własne zbuntowane wobec Boga Stwórcy ego, napędzane pychą życia, nieustannie dążące do zniszczenia Boga i drugiego człowieka, ale to „ja chcę…”, które rodzi się i pozostaje z woli Boga nieustannie Mu podporządkowane, posłuszne, wdzięczne, zadowolone, przynoszące Mu plon, oddające Mu hołd.

Nadchodzą teraz świeże, cudowne dni. Kwietniowe słońce jest wyjątkowo silne, a noce przyjemne. Kiedy kobieta się budzi, patrzy w oczy nieba i czuje się jak na ogromnym, harmonijnym  mickiewiczowskim statku pośród falującego oceanu. Z radością wstaje i ubiera się, stwierdza ponadto, że szczupleje. Ubrania, zakupione po drugiej stronie granicy, pasują na nią jak ulał, a przed nią długie spacery i palenie ogniska w blasku pełnego dnia. Wszystko to jest bardzo przyjemne i wypełnia jej serce radością. Jedynym jej problemem są silne urojenia, ale rozmowy toczone z samą sobą pozwalają rozładować emocjonalne napięcie. Jest nareszcie na swój specyficzny sposób w pełni szczęśliwa.

Z MOICH AFORYZMÓW… (14 LUTEGO 2026)

Nie pozwól, by świat uczynił z Ciebie inne naczynie, jak tylko szlachetne – ku chwale Boga.

Żyj tak, by ktoś chciał napisać o Tobie książkę. I by inni chcieli ją przeczytać.

Lepiej być w Księdze Życia niż w Księdze Guinessa.

WOLNY PTAK W ZAMKNIĘTEJ KLATCE (14 LUTEGO 2026)

Wolny ptak w zamkniętej klatce

         

Mieszkam

w twoich ramionach

jakie niewypowiedziane jest tutaj

życie

całkiem w tobie

uwięziona

jestem zupełnie

wolna

do bólu

wolna

niewyrażenie wolna

niewypowiedziane jest tutaj

życie

Nie potrafię opisać życia

słowami

odebrałeś mi

mowę

pocałunkami

dałeś mi wolność

w swoim więzieniu

zamieszkałam

w twoich ramionach

w tej ciasnej klatce

jestem wolna

jak ptak

nie chcę nigdzie odlatywać

Kołyszesz mnie

w swoich ramionach

jak na wielkiej

huśtawce miłości

nie chcę z niej nigdy schodzić

twoje ciepło uspokaja

moje serce

rozpala mój mózg

do czerwoności

myślę jasno jak nigdy

w tej chwili ogarniam

cały świat

cały kosmos

całe niewypowiedziane

życie

Nasz świat

to cały świat

nie ma nic poza nami

nasze serce

zawiera wszystkie emocje

miłość słońca

zapaliła się i znikła

strawiona naszym żarem

niewypowiedziana jest

nasza miłość

Pragnę ułożyć

pieśń o miłości

o ogromie życia

a jednak kładę jedynie

bezradnie

usta

w twoich ramionach

i zasypiam

niewypowiedzianie

szczęśliwa

7 września 2007

SŁOWO NA DZISIAJ (14 LUTEGO 2026)

I zobaczyłem w prawej ręce zasiadającego na tronie księgę zapisaną wewnątrz i na zewnątrz, opieczętowaną siedmioma pieczęciami.

5:2

I zobaczyłem potężnego anioła wołającego donośnym głosem: Kto jest godny otworzyć księgę i złamać jej pieczęcie?

5:3

Ale nikt w niebie ani na ziemi, ani pod ziemią nie mógł otworzyć księgi ani do niej zajrzeć.

5:4

I bardzo płakałem, że nie znalazł się nikt godny, aby otworzyć i czytać księgę, i do niej zajrzeć.

5:5

Wtedy jeden ze starszych powiedział do mnie: Nie płacz! Oto zwyciężył lew z pokolenia Judy, korzeń Dawida, aby otworzyć księgę i złamać siedem jej pieczęci.

5:6

I zobaczyłem, a oto między tronem i czterema stworzeniami, i między starszymi stał Baranek jakby zabity, który miał siedem rogów i siedmioro oczu, które są siedmioma Duchami Boga posłanymi na całą ziemię.

Ap 5, 1-6 (UBG)