Pieśń
Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość.
I Kor. 13,13
Miała włosy złote, roziskrzone włosy
w których szemrał wiatr i szumiały drzewa
gdzie świeciło słońce, gdzie pachniały kłosy
w których lato się cieszy i śpiewa
Miała oczy czarne, bardzo piękne oczy
jakby stworzone do uśmiechu i radości
oczy, które, gdy się łza z nich potoczy
nie tracą nic z swej piękności
Miała usta czerwone, purpurowe od krwi
jakby wykute z kamienia
usta, które nieraz wykrzywiły łzy
które znają blask dobra i mroki cierpienia
Miała serce dobre, serce anioła
ciepłe, jak promień słońca
serce, które lepiej leczyło niż zioła
które umiało kochać do końca
Niosła ze sobą miłość anioła
piękność najczystszą, piękność bez końca
uśmiech, który zapala i rozsyła
promienne blaski słońca
Była natchnieniem tęsknej jesieni
była spełnieniem największych marzeń
była złotą perłą, co się mieni
tysiącami dziwnych wrażeń
Umiała słyszeć rozmowy wichrów
rozumieć ciche ich zawodzenie
umiała widzieć to, co inni
dawno uznaliby za marzenie
Śpiewem budziła wiosnę i życie
śpiewem pukała do ludzkich serc
śpiewem rodziła nadzieję o świcie
i uciszała nadmierne serca bicie
Była drogocennym klejnotem
jakich niewiele istniało na świecie
była lekkim ptakiem, który swym lotem
przypominał wiosnę, krzyczał o lecie
Nieraz spływały po twarzy łzy
a kiedy już spłynęły
widać w nich było gorycz dni
chwile nadziei, które przeminęły
Słychać w nich było skargi i lamenty
głuche zawodzenie i troski lat
na zawsze zmarnowane talenty
które już dawno odeszły w świat
Łza była perłą, łza była rubinem
mieniącym się wszystkimi kolorami tęczy
łza była nigdy niespełnionym czynem
który duszę katuje i męczy
Łza była odzwierciedleniem duszy
tak jak uśmiech – symbolem życia
była znamieniem przeżytych katuszy
rozpaczą, dla której nie ma ukrycia
Żyła życiem w całej jego pełni
w całej krasie przeżytych wrażeń
była istotą, która ból wypełni
milionami złotych marzeń
Szła przez życie z pieśnią
inaczej niż ci wszyscy ludzie
co jedynie zawsze tęsknią
do bogactwa i do złudzeń
Żyła pięknem rzeczywistości
tęczą, która promieniała
żyła ogniem wielkiej miłości
i wyrzeczeń dla ludzi, których ukochała
Kochała deszcz, kochała słońce
kochała zimę, kochała wiosnę
kochała dni zimne i dni gorące
chwile smutne i chwile radosne
Widziała piękno w rzeczach codziennych
nierzeczywistość w rzeczach rzeczywistych
a braki widziała w rzeczach pięknych
i ciszę w wiatrach porywistych
Za herb swój nocny Gwiazdę obrała
Gwiazdę o pięciu promieniach
Gwiazdę, co grała, co głośno śpiewała
o ludzkich pokoleniach
Snuła wielką legendę
o ludziach wielkich i małych
o szczęściu i o cierpieniach
o rzeczach rzadkich i stałych
Grała na żywych strunach
na strunach ludzkiego serca
jednym dawała pod stopy ciernie
drugim dywany słała z kobierca
Za dnia jaśniała Tęcza
herb jasnego dnia
barwami swymi naświetlała
tam, gdzie kwitł uśmiech i tam, gdzie lśniła łza
Kładła refleksy i blaski światła
tysiąc kolorów w kropelce rosy
tam, gdzie wykwitła, ożywał świat
odżywało życie, rozbrzmiewały głosy
Przez świat szły one trzy –
Tęcza, Gwiazda i Ona
rozświetlały ponure dni
zdejmowały z pleców brzemiona
Kochały i dawały miłość
wierzyły i dawały nadzieję
zdejmowały ból, odpędzały złość
spisywały ludzkie dzieje
Przez świat szły one trzy –
Tęcza, Gwiazda i Ona
sprawiały, że gdzie zalśniły tylko łzy
rozkwitała szczęścia korona
Upłynęły wieki – kwitł uśmiech, lśniły łzy
a Pieśń mówiła i mówi, że jest i że będzie odnaleziona
jak za tamtych złotych dni
Tęcza, Gwiazda i Ona
14 października 1992
