WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. LXII) (9 KWIETNIA 2026)

Zmęczoną, Policja odstawia mnie na noc do ponurego pomieszczenia – jednopokojowej noclegowni, gdzie, niezadowolona, leżę do świtu sama i bez snu, po czym – puszczona wolno – pieszo odchodzę do Szalonej. Stamtąd wracam do Kehenny, do rodziców, pociągiem za kilka razy droższy od normalnego bilet kredytowy. Koszmar zaczyna się od nowa, następuje po prostu jego dalsza odsłona.

            Po moim powrocie do domu, leżę kilka dni w łóżku, pamiętając o moich przemarzniętych i zmęczonych nerkach. Jest mi bardzo przyjemnie i przytulnie. Potem siadam i piszę długi list do Romane, w którym tłumaczę mu moje motywy podróży i powód, dla którego zniosłam wszystkie trudy, jakich tam doznałam: „Wszystkiego tego dokonałam dla mojej córeczki, Esterki. Była najpiękniejszym z moich marzeń. Była moim marzeniem o niebie. Chociaż nigdy nie urodzi się na ziemi, pragnęłam ją jak kolorową mapę szczęścia, rozkładaną w zabawie przez maleńkie dziecięce palce, by móc tak wcześnie jak to możliwe ułożyć dla siebie szczęśliwy rozkład jazdy przez życie. Odtąd moja codzienność będzie już zawsze tylko jak turkot wozu obciążonego sianem, wracającego ze spoconych, przedtem żyznych pól. Będzie jak zmęczone, ale wciąż pełne ekscytacji odgłosy czyichś słów, wypowiedzianych po nieprzespanej nocy, które stają się dla nas motorem osiągnięć i wyróżnień w zamian za porzucone gdzieś tam szczęście. Wszystko to zrobiłam dla niej, a twoja twarz pochylona nade mną tej jednej z kilku naszych wspólnie nieprzespanych nocy, będzie mi odtąd towarzyszyła, jak twarz PANA Boga Chrystusa, który  pewnego szczęśliwego popołudnia poznał pewną bardzo piękną, chrześcijańską dziewczynę i zakochał się w niej bez pamięci. Tak bardzo, by ją posiąść choćby w bardzo długiej i nierównej walce. I w przeogromnym wysiłku, by w zimowe, długie, ziemskie noce leżeć przy niej i grzać ją, kiedy na całe dekady, u szczytu świata, On podejmuje kardynalnie ważne decyzje dla Ziemi.”

            Nitka ma zaledwie tydzień, by wypocząć i dojść do poprzedniej kondycji fizycznej, już za chwilę – aktywnie nękana przez jej rodzinę – zacznie na powrót szaleć i wariować. Boi się, że litewska, duża mafia zacznie ją i jej ojca poszukiwać i zastraszać, nie chce więc w ogóle wychodzić z domu. Przebywa w nim, całkowicie zamknięta i wyizolowana, całe trzy miesiące, by – po nieudanej próbie samobójczej – trafić ponownie do Szpitala Wojskowego w Kehennie. Kobieta zgłasza się tutaj na własne życzenie i od pierwszych sekund czuje odór rosnącego wokół niej i nad nią koszmaru zamknięcia i upokorzenia oraz bardzo trudnych relacji z Personelem medycznym i pacjentami, przez niego sterowanymi jak latawiec w rękach małego chłopca przy porywistym wietrze. Nitka leży na łóżku w piżamie i, któregoś popołudnia nie dowierza – do szpitalnej sali wchodzi bardzo wysoka, szczupła i przepiękna żydowska kobieta, którą Nitka dobrze kojarzy, gdyś ta pani ewidentnie zna ją osobiście. Dla Nitki stanowi to duże upokorzenie i ból. Spotykają się więc tutaj, na jednej z żeńskich sal Szpitala Wojskowego, ona i ta piękna pani, a Nitka jest tylko w piżamce i jest tak zrozpaczona, że trudno jej nawet wstać i zrobić parę kroków do przodu. Kobieta odwiedza jej sąsiadkę z łóżka obok, ale Nitka nie waha się dłużej niż sekundę – zrywa się i wtula się w piersi nieznanej kobiety – i gorzko płacze. Trwa to dłuższą chwilę, wysoka pani ją delikatnie przytula, po czym wstaje i mówi, że zaraz wezwie lekarza. Lekarz jednak – na szczęście – nie przychodzi i Nitka, zadowolona i uspokojona, odpoczywa z powrotem w piżamce na swoim łóżku. Ta scena powtarza się jeszcze jeden raz, Nitka odczuwa jednak coraz większy niepokój z nią związany. Robi grymasy swojej wysokiej sąsiadce, młodej kobiecie, do której w istocie ta wysoka pani przychodzi, i z którą długo, spokojnie rozmawia.

Aha, to przecież Nitka jest lepsza – to ją właśnie, a nie tamtą drugą, tuli tu i teraz, chcąc czy nie chcąc, ta wybitna Żydówka, to ona czuje jej piękne krągłe, nieduże piersi na swojej piżamce. Trzeci raz ta scena się jednak nie powtórzy – Nitka zbytnio boi się zastrzyku na polecenie tej dobrej pani. Tym razem, kiedy przepiękna pani zachodzi do jej sali, Nitka okazuje jej całkowitą obojętność, zimno przesuwa wzrokiem po jej bardzo pięknej, już niemłodej twarzy, po czym powoli odwraca się na łóżku i, wciąż lekko uśmiechnięta, odpływa myślami w bok. Następnego dnia sąsiadka z łóżka obok opuszcza szpital i Nitka już nie zobaczy swojej dobrej pani. Tak bardzo ją to załamuje, że staje się silnie samobójcza, i zaplata sobie z łańcuszka swojej torebki pętlę na szyję, by powiesić się w łazience. Jedna z pielęgniarek zauważa zamiary Nitki i krzyczy na nią. Dostaje tabletkę na uspokojenie i odtąd pobyt w szpitalu będzie dla niej bardzo wesoły, pełen relacji, sportu i odpoczynku, a nawet ciekawych lektur (m.in. przyniesionych przez koleżankę ze szpitalnej biblioteki.) Nitka zaprzyjaźni się z młodą, przyszłą siostrą zakonną Bajtką, a także z miłym, starszym Pajacem – będzie ślicznie tańczyć na dyskotekach i wchodzić w wiele sympatycznych i udanych interakcji. Dowie się od swoich koleżanek i kolegów, że jest bardzo inteligentna, ponieważ potrafi rozwiązywać matematyczne zagadki, że bardzo dobrze gra w tenisa stołowego oraz – że świetnie tańczy i jest bardzo religijna. Nitka z tego wszystkiego bardzo się cieszy i jest dumna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *