WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. LXI) (8 KWIETNIA 2026)

Trzeciego popołudnia, kiedy wypoczywałam w łóżku, przyszedł do mnie młody chłopak, ale również i z nim nie chciałam się kochać i zaczęłam krzyczeć. On z kolei uciekł szybko, rozczarowany. Wieczorem kochał się ze mną Romane, a rano wręczył mi plecak i powiedział, że mam iść z domu. Na nic płacz: ja płakałam, on wył i skuczał. Nazwał mnie durną, a ja odszczeknęłam, że chyba nie jestem durna, tylko namolna, co było naprędce, na potrzeby tamtej sytuacji, wymyśloną przeze mnie grą słów. W rzeczywistości poszukiwałam odpowiedzi na trudne pytanie, dlaczego mnie zgwałcił. Nie odpowiedział, więc wyszłam  pośpiesznie sama na mróz.

Nie wsiadłam do pociągu, ale przeszłam na piechotę (częściowo wykorzystując autostopy) cały dystans za granicę Bitwy do Drwiny. W nocy marzłam w pięknych, nadgranicznych lasach i widziałam wyraźnie moją małą Esterkę, kiedy płakała na krzaczkach z zimna. Była z pewnością najpiękniejszą dziewczynką na świecie – podnosiła swoją prawą rączkę w geście triumfu oraz jako oznakę swojej władzy i godności, gdyż była królową całego świata. Obok stał Romane i krzyczał coś na mnie surowo, jednak nie rozumiałam go. Być może chciał mi pokazać, że jestem dla niej niewystarczająco dobrą mamą, z czym trudno było się nie zgodzić.

Wędrówka była ciężka i mróz doskwierał, jak znudzony myśleniem o śmierci dziad, ale ja szłam cierpliwie z Esterką na ręku. Nie oglądałam się na ludzi, gdyż każdy z nich znał tylko swoją własną historię. Każdy z nich odmawiał modlitwę na swój własny, wyuczony sposób. Moja historia miała ukształtować się odrębnie, miała być pełna i kipiąca wrażeniami, jak wylane przy ciężkiej pracy na stół smaczne i pożywne mleko. I byłam podziwiana i kochana. I stale Bóg – jak obiecał w ciszy i w samotności – kroczył obok mnie.

W Drwinie, w drodze powrotnej z Bitwy do Wingorodii, jestem już porządnie zmęczona i pogrążona w bardzo wielkiej rozpaczy. Nie wiem, czy jestem w ciąży czy nie, a chciałabym wziąć za nią odpowiedzialność, jest mi już od dłuższego czasu bardzo zimno, a nie mam ani chleba, ani gorącego kubka, żadnych po prostu pieniędzy. Postanawiam uzyskać pomoc i przespać się w jakimś gospodarstwie domowym. Zachodzę przed pewien wypatrzony dom i pytam gospodynię o możliwość noclegu na jedną noc. Kobieta zadaje jedno pytanie, o motywy mojej prośby. Odpowiadam, iż zostałam tu przez kogoś skierowana (zatajając jednak, że był to Boży głos), że jestem w ciąży, a partner mnie właśnie porzucił. Wszystko to zostaje zaakceptowane przez gospodynię tego domu i otrzymuję zaproszenie na jedną noc. Istotnie, kiedy szłam przez gęste przydrożne lasy, wzywałam ponownie mojego PANA, Jezusa Chrystusa, błagając Go o łaskę bezpiecznego choć niezasłużonego noclegu poza zasięgiem, poza mackami tego okrutnego, siarczystego mrozu. Ale teraz oto – tak, w istocie tak się naprawdę wydarzyło –gospodyni tego domu, przed którym stoję, zaprasza mnie dość ciepło do środka. Jest tu cieplutko, czysto i przyjemnie. Dostaję kolację oraz zadanie, by wziąć prysznic. Kobieta prowadzi mnie do dużego i ślicznie umeblowanego pokoju, gdzie bez zastanowienia kompletnie się rozbieram i szybko zasypiam, wzywając w myślach Romane, by mi pomógł, tak bym mogła trafić z powrotem do rodzinnego domu, w ten sposób już kolejny raz znieważam mojego Boga moim okresowym przedłożeniem człowieka nad Niego.

Po opuszczeniu zupełnie obcego domu, w którym zostawiłam jednak numer mojego dowodu osobistego, dalej zmęczona podróżą, poddaję się na chwilę i wsiadam do stopa. Prowadzi go młody Ukrainiec. Chwilę rozmawiamy, jest bardzo twardy, boję się go, za moment samochód zatrzymuje jednakże winogrodzka Policja i komunikuje przerażonej mnie, że jestem przez nią poszukiwana. Za chwilkę, jak we śnie, wsiadam do policyjnego radiowozu i udaję się z dwoma jej funkcjonariuszami na drwiński Komisariat. Tu policjanci prowadzą mnie do pomieszczenia, gdzie po sekundzie siedzenia i wpatrywania się w podłogę dołącza do mnie inny jeszcze policjant, zaopatrzony w krótkofalówkę i inne tam takie służbowe gadżety. Upokorzona, a jednak uspokojona, tkwię na swoim krześle i wpatruję się dalej w jeden punkt, a jest nim właśnie twarz tego groźnego, drwińskiego policjanta. Po jakiejś pół godzinie tenże funkcjonariusz wychodzi z pokoju, a po dalszych dziesięciu minutach pojawia się lekarz, wezwany tu z Pogotowia. Kiedy osłuchuje mnie, instynktownie podnoszę głowę i widzę stojących pod przeciwległą ścianą dwóch młodych mężczyzn w policyjnych mundurach,  z których jeden się do mnie uśmiecha, niby to miło, a jednak drwiąco. Spuszczam wzrok i do głowy przychodzi mi myśl, że świat ten, w którym się znalazłam, jest bardzo niebezpieczny, sprytny i groźny dla mnie, właściwie bezbronnej, winogrodzkiej dziewczyny. Potem, kiedy jestem już ubrana, policjant zadaje mi jeszcze pytanie, czy chciałabym o coś zapytać Policję, a ja, po małej chwili namysłu, odpowiadam, że mam zablokowane wszystkie skrzynki e-mailowe, a także moje konto w banku, co bardzo utrudnia mi codzienne funkcjonowanie. Policjant stwierdza, że to nie jego problem, a ja wtedy konstatuję, że odtąd będę już zawsze milczeć do władzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *