WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. LIX) (6 KWIETNIA 2026)

Rano, po całkowicie nieprzespanej nocy, jadę melodyjnie turkocącym pociągiem do Drwiny, a stąd wsiadam do pociągu jadącego do Sestokai na Bitwie. Jak pięknie jest dookoła. Świat pełen życia, doskonale biały, wzywa do radości. Biała muzyka rozlega się z czterech krańców świata i prosi do tańca. Jestem szczęśliwa, ale pamiętam, że – już tuż tuż – mam wysiąść. Nikt nie sprawdza mojego biletu, chociaż kontrolerzy są w pociągu. Ale nie, zaczekaj jeszcze, podchodzi do mnie jedna kontrolerka, pyta o wiek. Odpowiadam zgodnie z prawdą, zaskoczona pytaniem. Znowu uderza mnie w policzek psychoza: boję się, że zostałam już dawno wyśledzona i ta pani czeka tylko na dalszy mój krok i dogodną możliwość złapania mnie i przekazania najbliższemu komisariatowi Policji. Te myśli nie są logiczne, ale nie mniej jednak bardzo silne i przekonujące. Wreszcie nadchodzi moment, kiedy mogę bezpiecznie wysiąść. Rozglądam się na cztery końce świata; wszędzie jest biało i mroźno. Nie budzi to mojego entuzjazmu, myślę już bowiem o zimnej trwożnej nocy, której nie mam nawet ochoty opisywać, tak bardzo rysuje się przede mną nieprzyjemna.

Tymczasem czeka mnie wiele przyjemnych, chociaż lodowatych nocy. Wciąż uważnie rozglądam się po peronie, kiedy zagaduje mnie jeden z kontrolerów. Odpowiadam, że ma tu na mnie gdzieś czekać przyjaciółka z Sestokai, i że wkrótce zabierze mnie do domu. Kontroler uśmiecha się i mruczy pod nosem, że coś cienko z tą przyjaciółką. Udaję, że rozglądam się za nią i nareszcie pociąg odjeżdża, a ja jestem bezpieczna i moje plany krystalizują się. Idę teraz na stację kolejową i sprawdzam rozkład jazdy. A więc… przyjechałam na jeden z czterech końców świata. Stąd pociąg do Winogrodii jedzie tylko raz w ciągu dnia, po południu; i tylko raz, prawie o tej samej porze dnia odjeżdża do Kaunas, dużego miasta (nie licząc Marijampolis, miasta na uboczu szlaku wiodącego z Sestokai do Kaunas). Z Kaunas jeszcze inny pociąg mknie do stolicy Bitwy, Wilków. Bitwa jest tak malutka w zestawieniu z Winogrodią, że wszystkie jej równiny można niemalże pokonać konno…

Na skraju Sestokai trafiam wreszcie na „mój” dom – opuszczony, otwarty, bez numeru. Wchodzę bez namysłu do środka, sprawdzając wcześniej ze trzy razy, czy ktoś nie przechodzi lub nie przejeżdża w tym samym czasie szosą. Inną ważną zaletą tego domu jest fakt, że stoi zupełnie na uboczu, dwa kilometry od najbliższego gospodarstwa. Położyłam już plecak na łóżku – tak, jest tu łóżko! – teraz wyruszam na zakupy.

Noce spędzone w śpiworze i pod dwoma kocami są głębokie jak czerń, a jednak przyjemne, a nawet kolorowe. Kiedy zbliża się taka jedna z wielu, ale zimniejsza noc, postanawiam wybrać się na wycieczkę do Kaunas i do Wilków, miasta stołecznego Bitwy. Noc zastaje mnie na dworcu w Wilkach. Po południu wrócę jednym jedynym pociągiem do Sestokai. Wilkowski dworzec nie wygląda najlepiej, jednak jest tu w miarę ciepło. Po kilku godzinach spędzonych przeze mnie tutaj mam dość tego budynku nabrzmiałego hałasem, stałej obserwacji i niepewności o mój dalszy los. Ale zaraz, pojawia się obok mnie jednak młoda kobieta w moim wieku. Przysiada się do mnie i zaczynamy rozmawiać. Oferuję jej koc, a sama przykrywam się drugim. Dziewczyna ma na imię Gruta i jest studentką stomatologii. Kupuje mi ciepłą kawę i wskazuje gdzieś. Aha, to para policjantów. Wpatruję się w nich z całej siły, ponieważ mam wrażenie, ze nie widziałam jeszcze tak przystojnego mężczyzny jak jeden z nich. Jest wysoki, ma czarne włosy i ciemne oczy, patrzy na mnie z uśmiechem. Za chwilę podchodzą obaj.

– Panie będziecie spać na dworcu? – pyta jego kolega.

– Nie, absolutnie nie – odpowiadam. – Jest jednak trochę zimno na dworze.

– Macie jakieś problemy? – pyta teraz brunet.

– Tak, jedyny mój problem jest taki, że do Sestokai jedzie tylko jeden pociąg na całą dobę – skarżę się, chociaż tego nie chciałam. Policjant sprawia wrażenie takiego, któremu po prostu mówi się różne rzeczy.

– Oooo, ja jestem z Sestokai – odpowiada przystojniak – w międzyczasie musieliśmy przestawić się z bitewskiego na angielski.

– Naprawdę? – próbuję szybko wymyślić, co mam powiedzieć, po co tam przyjechałam i, kurczę, jakieś nazwisko, u kogo się zatrzymałam. Na pomoc przychodzi mi nieoczekiwanie Gruta, mówiąc cokolwiek.

– Ja jestem z Kaunas – zwierza się. – Ale bajecznie jest tam w tym roku, tyle że dworzec nie ma w sobie ani krzty takiej atmosfery jak ten tutaj. Panowie wybaczą, my kochamy ten czas na tym dworcu.

– Jednak z dworcami jest tak, że nam się nie podobają na dłużej, bo jesteśmy tu my – mówi niejasno piękny brunet. – A pani do kogo przyjechała? – pyta mnie wprost, w końcu ma do tego prawo.

– Przyjechałam na Święta do krewnych do Laute 4 w Sestokai. Jakże piękne jest pokrewieństwo między naszymi kiedyś siostrzanymi narodami.

– Niemożliwe, ja mieszkam pod Laute keturi w Sestokai – odpowiada brunet, a jego twarz nie zdradza żadnych emocji. – Czy tam pani przyjechała na Święta, do mojej rodziny?

– Nie, pomyliłam się, naturalnie przyjechałam do Kaunas, tylko zwiedzałam Sestokai, gdyż jest tam urocze Muzeum Etnograficzne – mówię, starając się pozostać opanowana. Fakt, że rozmawiam z najprzystojniejszym mężczyzną na Bitwie, cały czas robi na mnie duże wrażenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *