WZGÓRZE HAŃBY
(2010)
mojemu Bogu i Zbawicielowi – Jezusowi Chrystusowi
oraz pamięci mojego brata bliźniaka –
Andrzeja Konrada Kowalczyka
poświęcam
Kilka słów od Autorki…
Tomik „Wzgórze hańby”, moje pierwsze dzieło autorskie, powstawał przez wiele lat, począwszy od wieku nastoletniego. Uprawianie poezji i prozy było w mojej rodzinie od strony Matki tradycją wśród kobiet, tak więc byłam do tego fachu zachęcana od wczesnych lat dziecięcych. Zaczynałam od pisania rymowanek o Bogu i przyrodzie, inspirowana przez rodzinę wspólnym czytaniem Biblii oraz rozlicznymi spacerami i wycieczkami w plener. W wierszach dziecięcych chwaliłam Pana Boga za cud zbawienia i stworzenia, i bawiłam się obserwacją natury, zwłaszcza tej w rodzinnych Spytkowicach i okolicznych pasmach górskich.
W wieku dorosłym, wykorzystuję dany mi przez Pana Jezusa Chrystusa Zbawiciela dar prorokowania do analizy Pisma Świętego i tworzenia refleksji poetyckich na temat głębokich i często niezbyt dobrze znanych treści biblijnych. Moim zamierzeniem jest wyposażyć Kościół Chrystusa w instrumenty służące do szczerej i głębokiej pokuty za grzechy, do uczenia się na temat Osoby Chrystusa Jezusa, pojmowania cudu Jego śmierci i zmartwychwstania oraz do rzetelnego Chrztu i stałego napełniania się Duchem Świętym i wreszcie, do ewangelizacji bliźnich, dalekich i bliskich.
Pan Jezus Chrystus, Zbawiciel wszystkich ludzi, a zwłaszcza wierzących jest mi bliski w codziennym czasie spędzanym u Jego stóp, a swoją wiarę w Jego powtórne przyjście pragnę udowodnić moim talentem, darem i owocem. Do naśladowania tak objawionego Boga w ludzkim ciele wzywam każdego Czytelnika, który sięgnie po moją książkę, nie z przypadku, ale poprzez modlitwy moje i moich Przyjaciół.
Hanna Łucja Kowalczyk
Tęcza
Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie niesplamionym przez świat.
Jak. 1,27
Chcę, Panie
iść i kochać
wszystkie Twoje dzieci
są piękne –
dzieła Twoich rąk
lecz zgubione
a kolory tęczy na niebie
mówią o nadziei
ich wiecznego
życia
pragnę, Panie
zdjąć z nieba
jedną małą tęczę
po jednym małym deszczu
jednego małego dnia
i iść z nią
przez życie
dzieląc się nią z dziećmi
jak bochenkiem chleba
kawałek po kawałku
Gdybym mogła, Panie
podarować chociaż
mały wycinek jednego koloru
chociaż jedno nieznaczne
machnięcie Twoim boskim pędzlem
płaczącemu dziecku
darowałabym mu kropelkę
szczęścia i studzienkę
nadziei
z której czerpałoby wodę
życia
przez wszystkie dni
Twoja nadzieja, Panie
nie ma skrzydeł
i nigdy nie odfruwa
kolory Twojej tęczy
nigdy nie blakną
i nigdy nie uchodzi z nich radość
Twoje życie, Panie –
życie zamknięte w tęczy
jest doskonałe
i piękne
położę się dzisiaj
i zasnę
a jutro
postawię drabinę
przed moim domem –
wejdę po niej na tyle wysoko
by zdjąć z nieba jedną małą
tęczę
z tęczą w dłoni
wyruszę na pielgrzymkę
po życiu:
podaruję każdemu
napotkanemu dziecku
jeden mały kawałek
jednego koloru
a potem będę się modlić
wytrwale
by moja tęcza rozmnożyła się
jak pięć bochenków
chleba
każdy kawałek tęczy to
odrobina nieba
i okruszek wieczności
użycz moim rękom siły, Panie
by mogły udźwignąć tęczę
i by niosły ją dzielnie
jak olimpijski znicz
jak pochodnię nadziei
jak studzienkę życia
wiecznego
2 września 2007
