WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. LIII) (31 MARCA 2026)

MATKA WSZECHŚWIATA

Olbrzymi, pomarszczony, o pleśniejącym szarym ciele, ośmionożny stwór sunął ulicami Kapitalnej, po Ursynowie. Zaraz zaatakuje, napręży łapy, wysunie odwłok do tyłu i wypuści grubą, srebrzystoszarą, pleśniejącą nić. Pająk kroczył powoli, jakby z namysłem, spoglądając poprzez spowijające gdzieniegdzie niebo chmury na księżyc. Nie męczył się, nie ustawał, co było ewidentne po szybkim, łukowatym ruchu ciała niebieskiego po nieboskłonie. Wszystko szło jak po maśle, gładko, niemal aksamitnie. Przechodzień stuknął obcasami po zamarzniętej kałuży, jego ciało zawahało się przez chwilę, ale nabrało elastyczności i posunęło się do przodu. Sunęła dalej. W jej głowie aż się kotłowało. Jest niewinna, udowodni to. Nie pozwoli się zabić. Nie tak łatwo z nią. Nie tak prędko. Jest przecież matką. Zrodziła wiele dzieci. Pięknych, zgrabnych, uzdolnionych. Starała się jak najlepiej. Zawsze dawała z siebie, ona i mąż, dwieście procent. Zasługuje na dobro, na odpłatę.

Jest rok 1828. W Warszawie na Ursynowie, dzielnicy położonej w lewobrzeżnej części miasta, mającej swój specyficzny, właściwy tylko jej urok pod skąpym, chudym dzisiaj światłem księżyca, niechętnie rzucającym ponury blask na stare kamienice stolicy, pewna zamieszkała tu dama, Anita K., bieży uliczkami, kluczy, śpiesząc na spotkanie pewnego pana, Adama N., w ten wieczór romantyczny i pochmurny. Jednak zaraz, nie o tym tu mowa… Pająk zatrzymał się przy oknie piwnicznym. Za chwilę wpełzał już w ciemną, zatęchłą przestrzeń. Ależ tu ciepło, przyjemnie! Ani śladu człowieka. Tak jakby każdy napotkany człowiek to zły sen. Groźny, zdolny do szybkiego ataku szpicem buta, naprężenia uda i wykonania wyroku bez sądu. To jak na razie za wiele. Ten spacer ją sforsował. Czas na odpoczynek w tej przyjemnej suterenie. Zły świat odpłynął, jak czterej jeźdźcy Apokalipsy Albrechta Durera uskakują w czerń, silni, prężni mkną w przeznaczenie, naznaczeni przez Boga, by dokonać sądu nad światem, by wylać czarę ognia, dymu i siarki na trzecią część ludzkości („A w owe dni będą ludzie szukać śmierci lecz jej nie znajdą i będą chcieli umrzeć, ale śmierć omijać ich będzie”). Zły świat niemal runął jej na głowę.

Nitka szła Krakowskim Przedmieściem i dziwiła się samej sobie. Oprócz lekkiego dyskomfortu w piersiach nie czuła nic złowrogiego, nic wróżącego klęskę jej zdrowiu, sprężystości ramion, do przodu wysuniętej szczęce. Zanuciła „So this is Christmas ” i stwierdziła, że brzmi to dobrze. A więc Kapitalna przywitała ją przyjaźnie. A tak panikowała, kiedy opuszczała Kehennę. Przez głowę przeleciały jej migawki wspomnień.

Jest rok 2030, koniec świata Majów. Razem z tą datą kołaczący się pod ciemieniem Nitki ostatni snopek spokoju odpłynął w dal. Odeszła ją energia. Stała się jak nieżywa. Gdziekolwiek by ręce nie włożyła, wszystko kończyło się klęską. Marazm, choroba, śmierć. To hasła na języku Nitki. Wiedziała, że czeka ją szpital psychiatryczny albo wyjazd ratunkowy. Ale jak wyjechać, dokąd? Kogo zna? Ale zaraz zaraz, ma jeszcze odłożonych 1000 złotych za czyszczenie toalet. Bo już nie da rady pracować. Tak, tak, rzuci wszystko. Odpuści sobie keheński marazm i wyjedzie. Ale jak? Tak, pozna kogoś na Facebooku, kto zorganizuje jej dobrą pracę. Ludzie są dobrzy. Trzeba sobie ufać. Ludzie są pomocni.

Jest rok 1828, okres romantyzmu polskiego trwa, ewoluuje, krystalizuje się. Dekretem cara Mikołaja I powstaje w Warszawie Bank Polski – centralna instytucja finansowa Królestwa Polskiego, w Krakowie natomiast rodzi się Faustyn Juliusz Cengler, rzeźbiarz, autor nagrobków, zachowanych na Cmentarzu Powązkowskim. W Poznaniu władze pruskie rozpoczynają budowę Twierdzy Poznań. Ponadto w Warszawie przychodzi na świat Władysław Czartoryski, syn  Adama Jerzego Czartoryskiego, założyciel Muzeum Czartoryskich w Krakowie oraz Adam Stanisław Sapieha, książę, polityk galicyjski, ojciec Adama Stefana Sapiehy. W stolicy, w Szkole Podchorążych Artylerii, powstaje także konspiracyjne Sprzysiężenie Podchorążych, którego celem jest walka o długo już oczekiwaną niepodległość Polski. W Jasnej Polanie, niedaleko Tuły, świat podziwia narodziny Lwa Tołstoja, powieściopisarza i myśliciela. W Rosji główny przedstawiciel romantyzmu polskiego, Adam Mickiewicz, wydaje Konrada Wallenroda i wyjeżdża z imperium. Filozof Immanuel Kant propaguje swoje idee subiektywnego poznania świata oraz romantycznego indywidualizmu. Najwybitniejszy filozof romantyczny, Friedrich Hegel, objawia światu XIX wieku pogląd, iż sztuka stanowi wyraz ducha absolutnego oraz formułuje definicję bohatera tragicznego, rozdartego w swoim wyborze pomiędzy dwiema równorzędnymi wartościami. Głosi, iż historia Wszechświata jest dopełnieniem tragizmu człowieka: Wszechświat stanowi arenę, na której istota ludzka zmaga się z prawidłami dziejowymi i próbuje osiągnąć coś, co jest zarówno niemożliwe, jak i zbyt piękne, zbyt wysublimowane, by mogło pomieścić się w kategoriach realności.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *