WOJOWNICZKA JEZUSA (30 MARCA 2026)

Kobietę ogarnął wstręt do samej siebie. Wycofała się i wróciła do pokoju. Rano odeszła szybko bez pożegnania i nie wróciła do domu. Wybrała się na cmentarz. Szła szybko i cicho wśród zarośli torów kolejowych i nawet się cieszyła. Świat był normalny i cichy. Nie chciał jej niczego przekazać, nie próbował zgwałcić jej wiadomościami.

Nagle pojawił się szelest. Nitka znieruchomiała. W jej kierunku biegł ogromny, czarny pies. „Może nic się nie stanie”, pomyślała, „przecież się nie ruszam”, pomyślała znowu i zastygła w bezruchu. Pies był silny, a jego gęste,  czarne futro lśniło w słońcu, wpadającym poprzez zarośla. Małe, przymrużone ślepia patrzyły groźnie poniżej jej oczu w jeden cel. Kiedy jego zęby wbijały się w jej łydki i staw kolanowy, stała dalej bez ruchu. Pies uciekł, ale ona tego nie zauważyła. Spojrzała na swoje legginsy. Zobaczyła czerwone kule mięsa, ślady po bliskim kontakcie z rozwścieczonym olbrzymim pyskiem. Przed oczami ujrzała ogromnego Cerbera, leżącego przy niej w pokoju wujka. Poczuła jeszcze raz mrowienie w kroczu. Świat się zakołysał.

W jej stronę nadchodziła jakaś kobieta, ale Nitce było to obojętne. Słowa kobiety ugrzęzły w próżni, zagłuszone falami jej zachwianej znowu wyobraźni. Stała jak odrętwiała, a potężne, czarne, z małymi, przymrużonymi ślepiami psy skakały wokół niej, na przemian to gwałcąc ją, to gryząc, to mówiąc do niej. Były wszędzie i zawsze, z każdej strony, w każdym celu, bez względu na jej dobrą czy złą reakcję.

– Kurwa mać – powiedziała do niej ta kobieta.

– Nic się nie stało – odpowiedziała Nitka. – Czy pies był szczepiony?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *