– „Jesteś grzeszna. Musisz mówić o sobie, pokazać ludziom swój grzech. Wyspowiadaj się.” – powiedział ksiądz Tischner. Nitka pękała z bólu. Znała, jak wielu innych w Winogrodii, księdza Tischnera. Ten wielki autorytet duchowy, związany blisko z Kehenną i Podhalem, był autorem „Historii filozofii po góralsku” oraz esejów filozoficznych „Świat ludzkiej nadziei”. Tryskał wiedzą i humorem. Czuła, że musi go zadowolić, pokazać się od najlepszej strony. Nie, jego nie może zawieść, zbyć. Jeżeli mówi do niej, nawet już po swojej śmierci, to znaczy, że Bóg okazuje jej łaskę i prowadzi ku dobru i radości. Musi go wysłuchać. Musi zadowolić.
– „Powinnaś pokutować, Nitko. To przysporzy ci łask Bożych, będziesz święta. Będziesz jak papież Franciszek, żeńska wersja pontyfikatu, taka chodząca świętość” – kontynuował teraz ten głos, ten ksiądz Józef Tischner. Nitka to ogarnęła. Ksiądz radzi jej dobrze. Zgrzeszyła. Upadła. Zdecydowanie zagalopowała się. Odkręci swój grzech i będzie od teraz posłuszna Chrystusowi.
– „Będę słuchała, proszę księdza. Przepraszam, że nagrzeszyłam. Przepraszam.”
– „Idź i stań teraz nago, zupełnie nago przed wujkiem. Oddaj mu się cała, nie zostawiaj nic dla siebie. Wujek cierpi, spróbuj go zadowolić. Wtedy nie umrzesz.” „Śmierć”, pomyślała Nitka, „Ksiądz żąda ode mnie nagości, trudnej rzeczy, rzeczy z gatunku tych niemożliwych, ale śmierć za pychę także jest ciężka. Bóg nienawidzi pychy, zawsze ją karze. Teraz przyszła kolej na mnie. Muszę zapłacić za swój grzech.”
– „Nie chcę się rozebrać. Nie chcę też umrzeć.” – powiedziała – „czy mogę zrobić coś innego?”
– „Śmierć jest trudna. Jest ostateczna. Rozłożysz się jak żuk, czarny, straszny, obrzydliwy żuk. Rozbierz się. Wujek ci wybaczy. Bóg ci wybaczy.”
– „Cierpię. Boję się śmierci. Boję się żuka. A jeśli wujek zadzwoni po pogotowie i odwiezie mnie do szpitala psychiatrycznego? Lub jeśli rozniesie o mnie plotki w rodzinie? Co jeśli powie, że chciałam go zgwałcić? Wtedy rodzice mnie znienawidzą i to słusznie.”
– „Tylko stan przed nim naga, a wtedy nie umrzesz. Inaczej Cerber przypilnuje się w Hadesie, kiedy będziesz płynęła przez Styks, będzie to ostateczne. To jest potężny, trójgłowy pies. On już tylko na ciebie czeka.”
– „Dobrze, proszę księdza. Proszę się już na mnie nie gniewać. Nie jestem taka tępa. Zaraz wstanę. Wszystko zrobię zaraz.”
Nitka spojrzała obok, ale psa nie było. A więc może to był istotnie ksiądz i to ksiądz, który ma rację. Ksiądz, którego nie widać. Może on ją chroni. Śmierć da się łatwo ominąć. To tylko chwila. Kobieta odczekała sekundkę, po czym powoli wstała z łóżka. Jeszcze przećwiczyła swoją rolę, po czym wyszła z pokoju. Może wujek już śpi i wtedy zarówno śmierć jak i nagość ją ominą. Jeśli nie, wtedy zastygnie bez ruchu. Bez odzewu. Bez rumieńców. Musi się o tym teraz przekonać. Podejść tam.
Nitka otworzyła drzwi całkiem naga. Wujek Bogdan wyszedł do niej z pokoju.
– „Czy chcesz mnie, wujku? – zapytała wyraźnie.
– „Wracaj i połóż się.” – powiedział wujek Bogdan wyraźnie. Nitka szybko odwróciła się i odeszła. Napięcie opadło. Nie było śmierci. Nie było groźby śmierci. Nigdy jej nie było. W świecie wujka Bogdana wszystko zawsze było normalne. To tylko ona wariowała. Szukała guza. Rozbierała się przed rodziną jak ladacznica. Kusiła. Z pewnością zasługiwała na śmierć.
W pokoju Nitka leżała cicho. Była zdruzgotana. Głosy ucichły. Świat umilkł. Nic się nie działo. Czas płynął powoli. Do świtu daleko, a ona już wiedziała, że nie uśnie. Odważyła się i wstała znowu ubrana, po czym zapukała do drzwi wujka.
– „Wujku, przepraszam, wtedy szukałam tylko łazienki.” – powiedziała głosem beztroskim i wstrętnym.
– „Dobranoc” – powiedział wujek głosem beztroskim i obojętnym.
