Narkoman i Żmija
Michał kichał
ciągle wzdychał
dużo prochów stale wdychał
a jak wdychał, to się kiwał
i narzekał i seplenił
i ze złości aż się pienił
straszny z niego był narkoman –
w duszy pełno on miał ran
co niedzielę obiecywał
że nie będzie więcej brał
ale prochy zwyciężyły
i go całkiem omamiły
kiedy Żmija go poznała
aż się biedna popłakała
swoją Biblię przeczytała
i z jej kart się dowiedziała
że należy go ratować
Bożym Słowem potraktować
Boże Słowo mu wręczyła
dzienną porcję wyznaczyła
do czytania, do myślenia
głębokiego rozważenia
dobre zioła mu też dała
choć się w głębi trzęsła cała
bo ten grzesznik zatwardziały
wypominał jej przywary:
że złośliwa, że cyniczna
że jej głowa nie tak śliczna
że nikomu nie pomaga:
niepotrzebna jej uwaga
Żmija jednak się modliła
by jej wiara go zbawiła
i narkoman zjadł kanapkę
ze Słowa Bożego –
i tak nabrał chrapkę
na coś bardzo dobrego
„To prawdziwie Boża dietka!”
krzyczała Żmija – kobietka
wkrótce Michał się wyleczył
choć mu nikt w to nie uwierzył
zdrowie zaczął swe szanować
i życie planować:
wyrósł z niego nawet noblista
malarz, muzyk i szachista
satysfakcję miała Żmija
że skutecznie go leczyła
Nobla zatem mu wręczyli
bo się wreszcie odważyli!
