WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XLI) (19 MARCA 2026)

Tymczasem zbliża się środek roku 2030, gorące, optymistyczne dla nich lato, tuż po złożeniu przez bliźniaki dokumentów do I Liceum Ogólnokształcącego w Kehennie, zdaniu egzaminów przez Nitkę z wynikiem bardzo dobrym i celującym (podczas gdy Wilhelm będzie kontynuował swoje kształcenie się bez zdania egzaminów wstępnych – jako finalista olimpiady historycznej, po uplasowaniu się tu na piątym miejscu) i tym samym ponownym osiągnięciu społecznego, niezwykle kruchego sukcesu. Ich tata zaplanował na to lato obóz misyjny w centrum Kehenny, z główną aktywnością ewangelizacyjną na Rynku i w jego okolicach. Udział w nim będzie brała rodzina Nitki, parę osób z chrześcijańskich kościołów w Winogrodii oraz grupka młodych, dorosłych Niemców, którzy mają koordynować obóz pod opieką merytoryczną taty bliźniąt. Bliźniaki są podekscytowane nową przygodą, ale i mocno obawiają się negatywnego oddźwięku ze strony mieszkańców Kehenny – czy zdobędą ich zainteresowanie i sympatię, czy też może narażą się na prześladowanie, brzydkie gesty i wrogie komentarze? Na ile, jak za chwilę ma się okazać, potrafią wyznawać imię PANA publicznie i bez wstydu?

            Obóz okazuje się być dużym sukcesem towarzyskim dla całej rodziny Nitki. Ma dwie przyjaciółki, Bidkę oraz Aisos, i wielu znajomych. Ma też nadzieję, że nauczy się z czasem języka niemieckiego, a to pewno dlatego, iż posiada  adoratora – młodego, przystojnego Niemca w wieku dwudziestu jeden lat. Jego obecność tutaj jest dla niej zachętą do podjęcia próby opanowania tego języka, nie ze względu na tego szczególnego Niemca, ale bardziej ze względu na tę konkretną sytuację. Ten mężczyzna jest przecież liderem grupy i jej głównym mówcą, i – wydaje się szaleć, byle tylko uzyskać uwagę ślicznej, atrakcyjnej, winogrodzkiej dziewczyny. Chodzi mu o najmniejsze nawet detale jej osoby –  jak Nitka prezentuje się w rozpuszczonych włosach, w krótkiej spódniczce, czy przy uprawianiu sportu i tańca. Dopytuje o to jej koleżanki, które wręcz bawi to nieodwzajemnione zainteresowanie i całą sprawę obracają w żart. Nitka wstydzi się, nie umie na jego starania właściwie odpowiedzieć. Daleko jej wprawdzie do zakochania, ale chciałaby przecież pokazać się, jako młoda kobieta, z jak najlepszej strony.

Ten nieszablonowy w wielu aspektach obóz misyjny nie nosi w sobie śladów aktywnego, pociągającego dobra płynącego z osoby PANA Jezusa – nikt nie przyłącza się do ich keheńskiego małego kościoła braterskiego, niemiecka sztuka ewangelizacja nie przemówiła do uszu keheńskiego narodu.

Umizgi Niemca to praktycznie jedyny nieszczęśliwy akcent w trakcie tego misyjnego wydarzenia – Nitkę rani jednak bardziej znowu dojmującym bólem powracający temat – jej własna, prognozowana przyszłość – czy będzie kiedyś atakująca, a nawet agresywna, skoro nie umie śmiać się ani cieszyć w gronie  znajomych? Jaki cel ma jej istnienie, skoro nie umie odpowiednio odpowiedzieć nawet na czyjeś zakochanie? Czy znajdzie chociaż czyjąś przyjazną, rozumiejącą ją bliskość w relacji lub właśnie czy zazna miłości w tym świecie, którego stanowi przecież już teraz – ewidentnie – gorszą część?

Kiedy przyjaciele rozjeżdżają się, a Kehenna pogrąża się w gęstych, grubych kroplach zawodu, Nitka pisze o minionym przeżyciu wyidealizowany, wysublimowany i świadczący o podjęciu przez nią literackiego współzawodnictwa w świecie chrześcijańskim, wiersz:

                           Keheńskie wspomnienie

            Przyjaciołom – uczestnikom obozu misyjnego

w Kehennie, 2030     

Odeszliście – promienni, uśmiechnięci

przez wiatr, przez deszcz, przez słońce

odeszliście w objęciach młodości

po zimnych cichych torach, po leśnej łące

zastygnięci na obrazie przeszłości

na fotografii i w pamięci godzin, dni

utrwaleni na zawsze, choć ulotni

zatopieni w gorzkie słowa, w łzy

odeszliście jak wspomnienie

w mgle gęstej, milczącej, szarej

w dźwięku łez wylewanych w ukryciu

coraz ciszej, coraz dalej

przestały śmiać się drzewa

bólem zamarłe, wieczne

nie będzie już klaskać niebo

i Rynek nam nie zaśpiewa

wyryci na dłoniach, zatarci przez czas

inni będziemy, mali

zagubieni we własnych światach

we własne serca zasłuchani

proszę, nie odchodź

daj rękę, pójdziemy łapać słońce

pójdziemy łapać wiatr

melodię schwytamy w dłonie

na zawsze zmienimy świat

proszę, nie odchodź

jak płakać będzie wtedy ziemia

gdy czas pobiegnie i zegary zwariują

zapomniany zostanie blask?

Pójdziemy w inne strony

do nowych wkroczymy gwiazd

zapomnimy koloru naszych oczu

naszych rąk,  zapachu włosów

zaplątanych w wiatr

brzmienia żartów i głosów

obudzimy się w innym świecie

bez świateł, barw i zapachów

bez skrzydeł Ikarów, beztroskich radości

bez dzikich mchów

zakochani w innych miłościach

innymi sprawami zajęci

pochyleni nad ziemią ciasną

mądrzy w głupich mądrościach

żegnajcie

nie ci sami staniemy tutaj

na ziemi prób Ikarów

nie ci sami podamy sobie ręce

w inny świat wybiegliśmy znowu

tamten nie powróci –

zwariowały wskazówki zegarów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *