Byłam na zawsze radosna
(…) Stało się to w imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego (…) I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni.
Dzieje Ap. 4,10,12
Byłam na zawsze radosna
cieszyłam się Synem jak rosą
kiedy po raz któryś szeptałeś do mnie
dla mnie jednej przeznaczone tajemnice
iż obdarzyłeś mnie łaską wśród narodów
iż będę na zawsze znana
jak dwa orzechy spadające ludziom
do gardeł
chciałam zrozumieć Twoje słowa
nie mogąc – ufałam w Twoją DOBROĆ
kiedy mówiłeś że ześlesz mnie i Józefowi
KRZYŻ
czy na nim zwisnę ja czy on czy Syn
będę na zawsze radosna:
dotykiem Boga precyzyjnym
drżeniem Jego rąk
kiedy wkładał mi w dłonie BIBLIĘ
i uczył chodzić jak niewidomą
starannie jak najbardziej wychowaną OWIECZKĘ
jak wypieszczoną córkę proroka
jak deszcz spadający ludziom
do gardeł
byłam na zawsze radosna
z dźwięku Synowskich słów, akustycznych fal
mknących w prostej linii do ludzkich moich uszu
na które klękałam w afirmacji
BOSKIEGO PRZENACZENIA
z krajobrazów uderzającej miłości
kiedy On wlewał w tłumy siłę i majestat Boga
zawsze będąc sprawiedliwy
jak cztery okruszyny chleba wpadające ludziom
do gardeł
byłam na zawsze radosna
pulsująca przemożnym pragnieniem
by nic nie uronić z Jego kazań
każde Słowo powtórzyć
zaprowadzić na Góry i Wzgórza Cudów
gdzie będzie mógł rozweselać ludzi
swoją Boską jedyną w historii OBECNOŚCIĄ
podążając śladami Jego czynów
nie ustawałam żałować Jego śmierci
ja – gliniana skorupka
pęknięte naczynie
posklejane starannie z Jego woli
istniejące jeszcze tylko by Go wielbić
cicho nieznacznie pokornie
nieść na cały szmaciany glob arkana Jego planów
każdego dnia torować Mu drogę
do wygłodzonych ludzkich
serc i gardeł
19 stycznia 2020
