Przyszedł na Ziemię
I słyszałem, jak wszelkie stworzenie, które jest w niebie i na ziemi, i pod ziemią i w morzu, i wszystko, co w nich jest, mówiło: Temu, który siedzi na tronie i Barankowi, błogosławieństwo, i cześć i chwała, i moc na wieki wieków.
Obj. Jana 5,13
Widziałam
jak przyszedł na ziemię
był taki mały
powtarzał: „Jestem Bogiem”
„Jestem Bożym Synem”
„Jestem” „Jestem” „Jestem”
spijałam cicho niepokój Józefa
kiedy nie wiedział czy czuć się ojcem
skoro własny jego syn temu zaprzeczał
jak pogodzić Go z ziemią –
myślałam
kiedy zdawał się ją
od początku odrzucać
a może to ona
odrzuciła Jego?
miał tylko dwoje małych ramion
a już chciał nimi
obejmować wszystkich
cały niepoważny świat –
z wykrzywioną twarzą
całą kwadratową kulę ziemską
głupio skaczącą po przegubie Nieba
szepcącą docinki pod adresem Wieczności
wprawdzie powitała Go długa ręka Gwiazdy
wprawdzie anioł długo stał
nad Betlejemem
z wiklinowym koszykiem zachwytu
i z naręczem po raz pierwszy
tańczących winogron
jednak ja głęboko milczałam
zapatrzona w gramatykę
wszystkich przyszłych czasów:
czasu mówienia do małych ludzi
(kiedy zawsze pamięta się, że jest się ich Bogiem)
czasu dziecięcych zabaw
(z Bożym teatrem na co dzień)
czasu uczenia się życia
(kiedy samemu łaskawie się je dało)
czasu zarobku na chleb
(obiecany przez Boga sprawiedliwie)
czasu przyjaźni z człowiekiem
czasu sądu przez człowieka
potem
kiedy słońce coraz niżej
niepoprawnie zachodziło
ponad naszym domem
a On powtarzał że jest, i że będzie
wieczny
widziałam równie niepoprawny
własny żal
że nawet Bóg – człowiek nie zdołał przytulić
bardziej Ziemi
do policzków Nieba
ale że – zawsze za czymś zadyszana –
wymykała Mu się spomiędzy palców
jak za bardzo zapatrzone w siebie
mandarynki
na pierwsze ubogie
BOŻE NARODZENIE
12 czerwca 2012
