Maria u stóp Krzyża
Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie. A my mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony. Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni.
Izaj. 53,4-5
Jego ręce
dotykałam
palcami
Jego nogi obmywałam
mymi dłońmi
Jego boki kołysałam
w mych matczynych
ramionach
nic co Jego
nie było mi
obce
znałam każde słowo
rozkwitłe na Jego wargach
każde dobro, które przynosiły
Jego stopy
to, że stanie się kiedyś
węgielnym
kamieniem
odrzuconym przez własne stworzenie
było dla mnie
jak gruba zasłona
utkana z mego ludzkiego
niedostatku
nie na wszystko
starczyło mi
WIARY
nie na tyle
by wierzyć, że ma słuszność
kiedy garnął do siebie
tłumy
jak ciepły magnes
zesłany przez Ojca
ile razy chciałam
Go zawrócić
do swojskiego zacisza
czterech kątów
które zachowały pamięć
o Jego dziecięcym
geniuszu
żeby był
jaki chciał
ale był normalny
skrojony na wymiar
człowieka
trochę bardziej ludzki
w swym Boskim
przesłaniu
wówczas
Jego ręce
Jego nogi
Jego bok
nie przeszyłyby mego własnego serca
jak miecz
wykrojony
z drewna
jednak teraz
widzę
że był
synem nie Józefa
ale Synem Bożym
dzisiaj
stojąc znów
u Jego stóp
jestem
tego
PEWNA
5 października 2010
