To jej pierwsze normalne śniadanie od roku, Nitka spożywa je za dziesięć osób; siedzi przy stoliku gdzie zasiada grupa mężczyzn z Korei, na domiar wszystkiego prawdopodobnie z tej Północnej. Nawiązuje z nimi przyjacielską rozmowę, trwa ona kilkanaście udanych minut. Mężczyźni informują ją, iż znajdują się w podróży bieznesowej do Kehenny, Nitka jest zadowolona i doradza im, odzyskując poczucie humoru, by starali się również odwiedzić prywatnie jakieś winogrodzkie domy, gdzie mogliby poznać prawdziwych znajomych, tak jak ona ma to w zwyczaju czynić. Potem kobieta wraca do pokoju i jeszcze raz idą z Tomkiem na śniadanie, trzymając się za ręce. Nitka dba o swojego gwałciciela przy posiłku, traktując go za jego winę po królewsku, to jej wewnętrzny mechanizm obrony przed porażką i wstydem. Tomek milczy, zdaje się ją lekceważyć, przyzwyczajona do tego przez dwójkę starszych braci Nitka nie okazuje niezadowolenia ani nie załamuje rąk. Zaraz po śniadaniu opuszczają szybko hotel i udają się autobusem na dworzec. Tomek kupuje jej jeszcze lody, a Nitka zaprasza go do swoich krewnych, którzy zamieszkują w Prostej – Białej, i których ma właśnie zamiar odwiedzić tuż przed odjazdem w swoje rodzinne strony. Mężczyzna jednak rozsądnie nie zgadza się na to i na tę chwilę zwyczajnie i bez emocji rozstają się, jak gdyby ich spotkanie, to, co właśnie się wydarzyło między nimi miało doczekać się kontynuacji i jakby było czymś tak zwyczajnym i normalnym, jak codzienne śniadanie w domu i jak zupełnie regularna noc, spędzona w bezpiecznym domu pod dachem Ziemi. Po kiepskich towarzysko odwiedzinach u rodziny, Nitka przychodzi ponownie na dworzec, gdzie zastaje już oczekującego ją tu Tomka. Ten ciągnie ją ku sobie za uchwyt jej plecaka przy karku, jednak nie mówi nic, i ona też nie mówi nic, i po sekundzie Tomek znika, jak gdyby jego przyjście było doszczętnie bezcelowe i niezamierzone lub też celowe lecz pozbawione oczekiwań. Nitka busem wraca do Kehenny.
W połowie listopada Nitka ostatecznie przeprowadza się do domu rodziców, wychodzi teraz na całe dnie i spaceruje po Kehennie, spożywa potrawy miłosiernie przygotowywane przez jej matkę, okazującej jej tym oznaczające namiastki przebaczenia milczenie. Potem nagle, w jej ulubionym, nieodległym parku, wydarza się rzecz niesłychana. Kobieta mówi przez trzy dni nowym językiem, wdzięcznym, lekkim i radosnym. Najwyraźniej niebo pochyla nad nią swoją jeszcze smutną, ale coraz pogodniejszą i potężną w glorii swojej władzy nad światem twarz. Nitka doznaje wylania na nią pełni Ducha Świętego i dopełnienia jego chrztu sprzed ponad dwudziestu lat. Jak wkrótce się okaże, jej Bóg przygotowuje ją do wkroczenia w fazę nowej służby pisania literatury dla tych spośród jej bezpośredniego otoczenia, którzy mają przyjąć zbawienie lub wzrosnąć w chrześcijańskiej wierze. W lutym odwiedza ich najstarszy brat aż zza oceanu, z Zaloty i ojciec wykorzystuje jego przyjazd i swoją, i jego własną nienawiść do Nitki, by wezwać Policję i odwieść ją do stacjonarnego szpitala psychiatrycznego. Bezpośrednim powodem kolejnej, okrutnie bezlitosnej hospitalizacji ma być zatarasowanie się przez nią w pokoju, co miało na celu psychiczne odgrodzenie się od szykanujących ją i jednocześnie odpychających rodziców i – chociaż powiązane z psychotycznymi symptomami – wymagało przede wszystkim jedynie szczerej, życzliwej rozmowy, by rozwiązać problem. Jeden z tych policjantów prowadzi Nitkę za rękę na oczach jej sąsiadów, co wywołuje u kobiety wstręt do samej siebie oraz głęboki uraz. Teraz tutaj, w szpitalu, w którym pobyty bywają określane przez jego pacjentów terminem „przygody na latającym dywanie”, Nitka spędzi dwa długie miesiące w bólu i odrzuceniu przez keheńskie oraz żydowskie medyczne społeczeństwo, dumne jedynie z osobników zdrowych, silnych i do niego przystosowanych na jego własną modłę.
