WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XVIII) (23 LUTEGO 2026)

Po zakończeniu ŚDM Nitka – doświadczywszy go przeważnie w formie zbierania od jego uczestników datków oraz w postaci krótkich, religijnych rozmów – decyduje się wrócić do swojego „domku” na granicy dwóch państw, Winogrodii i Korpadii. Nie może się jeszcze przystosować do życia w wielkim mieście, do starej gehenny, do niemej nienawiści i pogardy swoich rodziców i pozostałych członków rodziny, jest zbyt wcześnie i to zbyt wielki, emocjonalny krok. Jest już późny wrzesień, aura jest chłodna i deszczowa. Kobieta wciąż jednak ma siły, by kontynuować swoje dotychczasowe życie, przypominające obecnie trochę styl prowadzenia się amerykańskiego poety, pisarza i filozofa transcendentalisty, Henry’ego Davida Thoreau (który spędził całe dwa lata w samotności nad stawem Walden w lasach concordzkich i wówczas stworzył swoje najbardziej poczytne dzieło „Walden, czyli życie w lesie”, które znacząco zainspirowało późniejszych założycieli Partii Pracy.)

Jednak z nadejściem października Nitka traci siły na żywienie się, jak do tej pory, paroma ziemniakami dziennie, pożąda już raczej hamburgera i pizzy, dań łatwych i przyjemnych dla jej wszystkich rodzajów stęsknionych regularnego żywienia kubków smakowych, potraw natychmiastowo sycących. Co więcej, nie lubi już tak bardzo swojego dawnego obozowiska. W tych trudnych dla niej dniach zdarza się jednak rzecz niesłychana – jej PAN – najwyraźniej zdjęty litością dla niej przed nadchodzącą pełnią zimnej jesieni – pcha ją mocno do przodu i oto Nitka zaczyna się na nowo modlić. Podejmuje decyzję o codziennej, dziesięciominutowej modlitwie i choć nie umie tego w pełni przestrzegać, PAN zwraca na nią znowu baczniejszą uwagę jako na swoją tułającą się z daleka od  domu i kościoła chrześcijańskiego owieczkę. Kobieta postanawia na nowo spróbować wrócić do swojego keheńskiego gniazda i rozpocząć w nim stare, ale jednocześnie i, w pewnym głębokim i duchowym sensie, nowe życie. Ma w końcu teraz dużo więcej energii i wewnętrznej siły, ma poczucie odnowienia i całkowitej regeneracji swojego wcześniej zużytego  głębokim stresem organizmu.

Nitka udaje się pociągiem bez biletu do Prostej-Białej, przy czym konduktor pozwala jej przejechać ten dystans bez biletu, najwyraźniej użaliwszy się nad nią. Kobieta włóczy się teraz po mieście, odwiedzając lokale i rozglądając się wokół; nie ma pomysłu na żadną aktywność poza zbieraniem pieniążków po otwartych na ludzką nędzę mieszkaniach w tej uroczej, górskiej, dobrze jej znanej z młodzieńczych lat brawurowych jak na jej sytuację znajomości i turystycznych wypadów, miejscowości. W pewnym momencie, zmęczona, strudzona i zniecierpliwiona postanawia spędzić kolejną noc nie na klatce w bloku, nie na ganku przypadkowego gospodarstwa, ale w przytułku dla bezdomnych. Przedtem jednak, zanim nastąpi ta jej wyraźnie prorocza i newralgiczna noc, kobieta instynktownie szuka ratunku – pyta nieznajomego mężczyznę na przystanku autobusowym o drogę do noclegowni dla bezdomnych, budząc w nim najwyraźniej litość i wyrzuty sumienia. Mężczyzna jest wprawdzie dobrze zorientowany w geopolityce swojego miasteczka, ale w tej chwili, zamiast informacji, jako odpowiedź wręcza jej dwadzieścia złotych – „na życie” po lepszej stronie winogrodzkiej hierarchii społecznej. Nitka stwierdza, że te fundusze przeznaczy na godne życie i, w związku z tym, decyduje się wrócić autobusem do Kehenny, do rodziców – tak, już po raz kolejny raz, wraca do nich swoimi myślami i planami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *