WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. X) (15 LUTEGO 2026)

Niemiecki filozof, F. Nietzsche, czy to w sposób zakamuflowany, czy też całkowicie jawny, usiłuje przekonać wybranych przedstawicieli homo sapiens do odrzucenia autorytetu Boga nad nimi, do uczynienia samych siebie odnośnikami własnej moralności i własnego dobra: „(…) pragnienie, by całkowitą  i ostateczną za swe uczynki odpowiedzialność wziąć na siebie i uwolnić od niej bóstwo, świat, swych przodków, przypadek i społeczeństwo (…) i z więcej niźli munchhausenowską śmiałością wyciągnąć siebie samego za włosy z bagna nicości na wybrzeże bytu.” I jeszcze śmie dodać: „To my samy wymyśliliśmy przyczyny, kolejność, mimobieżność, względność, przymus, liczbę, prawo, wolność, powód, cel (…)” A zatem, myśli w samotności Nitka, Niemiec dokłada wszelkich starań, aby uwolnić nas od przyrodzonej nam duchowej natury i zależności od naszego Stwórcy, Zbawcy i Sędziego.

Niemiec uwielbia nauki psychologiczne, tu odnajduje swoją fascynację buntem przeciwko Bogu, szansę na zabicie Go i wyeliminowanie z gry Wszechświata, którym nasz Bóg włada: „(…) psychologia została znów uznana za królową nauk, na usługi której i do której przygotowaniem wszystkie inne są nauki.” Nie uda mu się to jednak, myśli i mówi do tych samych co Nietzsche ludzi Nitka, chociaż lata później, wszak to Stwórca umieścił w nas naszą psychologię, On ją najlepiej zna i umie nią sterować, manipulować i doskonalić. Tak, rozwój psychologiczny rodzaju ludzkiego jest niezmiernie ważny i jak stwierdza Nitka, jest na ogół dobry i chlubny, wszak budowanie wizerunku człowieka na Ziemi, filozofuje chrześcijanka, nie jest sprzeczne z wolą Boga, ale – jeśli jest odpowiednie – przynosi chwałę właśnie Jemu, a chlubę – właśnie nam.

Nietzsche i jego uczniowie dążą do zamiany ważnych dla nas pojęć moralnych, do uczynienia dobra złem, a zła dobrem, proponują bezwzględność jako nadrzędną, pozytywną wartość, konstatuje Nitka: „Cnoty pospolitego człowieka równałyby się snadź u filozofa występkowi i słabości (…)” „Wszystko tak się składa, by najgorszy ze smaków,  smak bezwzględności, został okrutnie wydrwiony i nadużyty, aż człowiek się nauczy kłaść nieco sztuki w swe uczucia i przy pomocy sztuczności próbować raczej szczęścia, jak to czynią prawdziwi artyści życia.”

Nietzscheański „(…) Imperatyw „poznaj siebie samego! (…)” nie jest z gruntu niemoralny, rozważa dalej chrześcijańska Nitka, jednak ziemska egzystencja jest na tyle krótka i ulotna, iż nie warto ogniskować naszych wysiłków i młodości wokół drążenia w sobie samych tak zwanej Pascalowej „dziury” i napełnienia jej śmieciowym jedzeniem psychologii, zwłaszcza tej jakiejś „sztucznej.” Jeżeli coś warto czynić, to warto tylko oglądać Bożą twarz, w nią się zapatrzyć i ją celebrować, ją poznawać i jej doznawać,  ją czcić. Pascalowa przestrzeń niekoniecznie istnieje, a najprawdopodobniej jest teologiczną sprzecznością sama w sobie, gdyż nie więzimy w sobie naszego Stwórcy ani Go w sobie nie zawieramy.

„Trzeba umieć zachować siebie – oto najtrudniejsza niezależności próba”, dodaje Niemiec. Z pewnością integralność jawi się nam jako cnota, myśli wierząca Nitka, dla mnie jednak wartościowsze jest usiłować zachować dla siebie Niebo.

„Wyłania się nowy rodzaj filozofów, (…) do pewnego stopnia chcą pozostać zagadkami (…)”, kontynuuje wrogi Bogu filozof, a chrześcijanka z Winogrodii przysłuchuje się mu uważnie i sama zgłasza się i wyłania w rozpisanym wtedy według jej duchowej wiedzy konkursie wobec swojego Kościoła i narodu, by zostać takim filozofem, czyli chrześcijańską nowością na arenie niewierzącego świata. „Mój sąd jest moim sądem, kto inny niełacno ma do niego prawo” – rzecze snadź taki filozof przyszłości. „Dobro” już nie jest dobre, gdy przejdzie w usta sąsiada. A dopieroż „dobro wspólne” jakżeby istnieć mogło! Słowo to przeczy sobie samemu: co wspólnem być może, to zawsze niewiele warto.” Nitka, ponownie, głęboko pragnie teraz zostać nowym filozofem chrześcijańskim, apologetykiem wiary, przyczynkiem do wzrostu poznania w chrześcijańskim Kościele Czasów Ostatecznych, czyli postmodernistycznych, i postuluje głupotę i obłęd w ustach Nietzschego, ponieważ występuje i istnieje psychologia grupy, psychologia przynależności do rodziny, społeczności, więcej – społeczeństwa.  A dla wierzących inaczej – istnieje pojęcie przynależności do ewolucyjnego (wedle ich wiary) stada i obecne w nim wartości odgrywają kardynalną rolę dla utrzymania tej danej społeczności.

Wierząca Nitka musi się jednak z czymś, wedle swojej wrodzonej dumy, u Nietzschego zgodzić, zatem przystaje na to, iż „(…) jesteśmy urodzonymi, zaprzysiężonymi, zazdrosnymi przyjaciółmi samotności, właściwej nam najgłębszej, najpółnocniejszej, najpołudniowszej samotności, takim to rodzajem ludzi jesteśmy, my wolne duchy! a snadź i wy także jesteście tem poniekąd, wy nadchodzący, wy nowi filozofowie!” Zatem chrześcijańska Nitka oczyszcza się i nadchodzi, powraca do swojego społeczeństwa jako dziecko Boga i jego prorokini, wraca, jest tuż tuż.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *