WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. V) (7 LUTEGO 2026)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. V) (7 LUTEGO 2026)

Nitka myśli o swojej małej kartotece w Internecie, czyli notce o jej poszukiwaniach przez Policję, z czasu kiedy rodzice zgłaszali ją – wyjeżdżającą bez słowa pożegnania z domu – jako osobę zaginioną. Gdyby tylko mogła znaleźć jakiś sposób na pozbycie się tej „karteczki”, jej życie mogłoby się z powrotem jakoś ułożyć. Mogłaby mówić prawdę o sobie i nawet spotkać mężczyznę, i nawet dawać dzieciom korepetycje z języka angielskiego. Wszystko byłoby prostsze. Jak na chwilę obecną skazana jest na samotność i cichy, skradający się coraz wyraźniej, ostracyzm społeczny. Nikt jej sytuacji inaczej by nie postrzegał. Na pagórku, ponad lasem, stoi jakaś instalacja elektryczna. Nitka dziesięcioma butelkami wody polewa ją i łudzi się, że może w ten sposób zaleje globalny Internet. Nie myśli o tym, że przecież czasami pada tu deszcz i również zalewa instalację.

Czuje ciepłe, kwietniowe słońce i upaja się jego słodyczą. Wokół wszędzie jest pięknie, krajobraz górski kusi ją licznymi wycieczkami w plener. Właściwie teraz stanowi sama część tego pleneru – jest bezdomna. Nitka słyszała już kiedyś taką historię, o człowieku bezdomnym, który przez spory czas swojej społecznej kondycji wędrował po górach. Ona uczyniła teraz powtórkę z tej historii.

Nitka nie wybiega myślą daleko do przodu. Ma trochę na uwadze swoją rodzinę i to, co czują i jak zapatrują się na jej nieobecność. Dobrze zna ich okrucieństwo i zgaduje, że i tym razem nie okazaliby jej żadnych rodzicielskich emocji, gdyby zdecydowała się wrócić, ale całkowitą obojętność i surowość, oraz pogardę dla jej losu. Tak, woli być tu, gdzie jest kochana przez samego Wszechmogącego Pana Boga i samą siebie, i przez ten wielki, górski, przyjazny jej pejzaż.

Mija wiele dni, Nitka regularnie spotyka karmiące się sarenki, śpi teraz w ich paśniku pełnym siana. Jest to wspaniała przygoda. Pewnej nocy budzi ją ostry dźwięk. Siada, przerażona na sianie, nasłuchuje. Dźwięk nie powtarza się i kobieta znowu kładzie się spać. Prawdopodobnie autorem dźwięku nie jest człowiek, ale samotna dzika świnia.

Teraz Nitka myśli o wymianie pieniążków na korpadyjską walutę. W tym celu po raz pierwszy od czasu swojej tu obecności schodzi do wsi i rozpytuje się o kantor. Okazuje się, że jest on zlokalizowany dwadzieścia kilometrów w głąb terytorium  kraju. Nitka jest smutna, głodna i bezradna. Decyduje się jednak na spacer do celu, choć nie wie, ile czasu przebywa się pieszo taki dystans. Okazuje się, że zajmie jej to siedem godzin w jedną stronę. W małym miasteczku o nazwie Kajnowo, kobieta wymienia złotówki na korpadyjskie korony lecz przelicznik jest bardzo niekorzystny i otrzymuje za swoją gotówkę jedynie pięćdziesiąt trzy korony. To bardzo mało. Przy jednym posiłku dziennie starczy jej to zaledwie na dwa miesiące życia. Nitka głęboko wzdycha, ale nie poddaje się beznadziei, nie zmienia swoich planów, nie planuje powrotu. Wokół jest uroczo. Nikt jej nie prześladuje, nie nagabuje, nie krzywdzi. Nareszcie znalazła swoje miejsce na ziemi.

Nitka zwiedza sąsiednią przestrzeń i powoli planuje przeprowadzkę. Kiedy w nocy znowu budzi ją jakiś hałas, którym tym razem jest głośne szczekanie psa i nawoływania, zbiera o poranku wszystkie swoje rzeczy i przenosi je na drugą stronę ulicy, w górę całkiem wysokiego pagórka. Tutaj wypatrzyła małą drewnianą, leśną budkę, a ma przecież kłódkę i może jej teraz użyć. Nitka jest już chora z samotności i zbyt krzykliwych, niewypowiedzianych emocji i nie dostrzega zbliżającego się zagrożenia. Przecież poprzez las podąża czasem leśniczy oraz strażnicy graniczni, i ci łatwo odnajdą zamkniętą budkę i oskarżą ją o włamanie. Tego jednak kobieta nie widzi, wyobraźnia wzdyma się i płata jej figle.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *