WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. IV)
W Święta Bożego Narodzenia, po zdarzeniu, przychodzi Policja, wezwana przez brata, ale przesłuchiwana Nitka udaje obojętność i funkcjonariusze opuszczają dom, nie stwierdziwszy przecież zgonu nikogo z rodziny. Otrucie nie było skuteczne i Bóg znowu uratował Nitkę. Po Policji przychodzi Pogotowie, ale nie zabiera kobiety do szpitala psychiatrycznego. Nitka przez chwilę dokonuje refleksji, iż PAN sam osądził sytuację i uznał swoje duchowe dziecko za kompletnie, nawet po tym incydencie, obmyte w Jego krwi. Nitka jest wdzięczna swojemu PANU, ale mija sekunda i kobieta przypomina sobie, że uważa się za satanistkę. Pakuje się szybko i sprawnie, po czym wyjeżdża, zgodnie z proroctwem „babci” Stanisławy, w Nehemejskie góry, nie przywiązując wagi do miejsca podróży i niczego nie pamiętając z „obozowej” przepowiedni.
Jest marzec 2052 roku, zima. Za granicą Winogrodii, jej rodzinnego kraju, w małej wiosce Metagramii w Korpadii, Nitka marznie w nocy i płacze. Przyjechała tu pociągiem, jadącym z Nehemejskich gór właśnie do Korpadii, sąsiedniego kraju. Teraz przebywa w lesie, w korpadyjskich, niskich górach i myśli o powrocie do rodziny. Prawie się na to decyduje, ale czeka jeszcze na ostateczne, ranne postanowienie swojego zmęczonego organizmu. Zjada jedyną kanapkę, popija ją zimnym sokiem z butelki i szybko układa się do snu.
Rano Nitka myśli przytomniej i znowu wstępuje w nią nadzieja i siła. Jakoś przespała tę noc, a ranne powietrze jest przyjemne i rześkie. Tak jakby mróz odszedł i kobieta widzi wokoło siebie piękny, świerkowy las, drewno na opał i przypomina sobie, że przecież ma rondelek i zapałki. Napije się gorącej wody i znowu odzyska humor. Zbiera chrust i gałązki, wykorzystuje zastane na tym terytorium drewno i przygotowuje palenisko. Trzeba jeszcze rozglądnąć się po lesie, zbadać przestrzeń. Nitka udaje się w dół pagórka i napotyka na małe, krystalicznie czyste źródełko. Wraca się i nabiera półtora litra źródlanej wody do butelki. Czuje się w tym momencie niemal szczęśliwa. Rozpala ogień i gotuje wodę, przyrządza sobie herbatkę. Jest jej ciepło i przyjemnie, wręcz rozkosznie. Dba jednocześnie o to, by mało się modlić, chociaż jej dusza tęskni za PANEM. Nitka jednak chce być twarda i trzymać się swoich nowo nabytych przekonań, choć mogłoby być to trudne. Zaraz też zapomina o swojej prawdziwej, realnej w niej wierze w jej osobistego PANA, Jezusa Chrystusa, i rusza poza las zbadać swoje nowe terytorium.
Po pierwsze, postanawia pościć przez sześć dni. Wprawdzie jest to tylko post podyktowany oszczędnością, jednak PAN prowadzi swoje dziecko wbrew niemu samemu, dbając o jej stan duchowy. Nitka ma przy sobie jedynie sześćset złotych i musi je wymienić na korpadyjską walutę. Nie wie, czy kurs wymiany winogrodzkiej waluty jest dla niej korzystny. Musi to sprawdzić w najbliższym kantorze.
Piękno Korpadii zachwyca kobietę. Dzień jest słoneczny, pogodny. Słońce i wzgórza wdzięczą się do niej całymi sobą, wręcz otaczają ją ramionami leśnych drzew i cienkimi nogami pełzających po gruncie krzewów, i Nitka chętnie rusza na zwiady. Ponieważ pagórek, gdzie początkowo się ulokowała, zbiega w dół do gospodarstwa domowego, postanawia nie spędzić tam już kolejnej nocy, ale ułożyć się do snu po drugiej stronie drogi, w kompletnej dziczy. Tak powinno być lepiej i bezpieczniej. Tej nocy pada deszcz i znowu jest zimno, ale Nitka już nie rozpacza. Wyciąga wszystkie możliwe ciuszki i wkłada je na siebie, a pozostałymi się okrywa. W ten sposób przesypia noc względnie komfortowo i rano znowu wstaje nastawiona bojowo do życia i uśmiechnięta. Mija drugi dzień jej podróży w nieznany świat.
