WOJOWNICZKA JEZUSA
HANNA ŁUCJA KOWALCZYK
Jestem wojowniczką Jezusa, z mocy Boga, nauczycielką, prorokinią, apostołem i sługą, przeznaczoną od stworzenia świata do burzenia twierdz warownych, obalam rozumowania i wszelką wyniosłość, która powstaje przeciwko poznaniu Boga, i zniewalam wszelką myśl do posłuszeństwa Chrystusowi; gotowa do ukarania wszelkiego nieposłuszeństwa, kiedy posłuszeństwo ludzi będzie całkowite. (por. Biblia; II Kor 10, 3-6)
Powyższa historia jest oparta na faktach
Spośród wielu twarzy, widzianych wyraźnie, najlepiej zapamiętałem twarz Nitki. Była to twarz przykuwająca momentalnie uwagę, pociągła o niebiesko-żółtych, kocich oczach, dobrze zaznaczonych, choć delikatnych brwiach oraz włosach o kolorze złotego piasku. Usta Nitki, niekiedy niemal piękne, niekiedy układające się jak przeciętne, wykazywały tendencję do ciągłego uśmiechu. Nitka, jak wiem, urodziła się nieprzeciętnie pogodna i optymistyczna, z pozytywnym i ciepłym spojrzeniem na świat. Wymagało to miesięcy nieustannej „terapii”, by uczynić tę kobietę pesymistką i mrukiem, jednak cel został całkiem szybko osiągnięty.
Życie Nitki, jak kruchą cienką nić, opłakuję po dziś dzień, wiele razy na nowo. Było ono całkowicie bezwartościowe i puste, było wręcz torturą, a jednak Nitka z pewnością, na ile umiem osądzić, zasłużyła sobie na nagrodę w Niebie. Życie tej kobiety od początku do końca skoncentrowane było na osobie PANA Jezusa Chrystusa i pełzło do przodu pomaleńku i ostrożnie, samotnie i wśród tłumu dalej samotnie, dalej rozważnie, zapaleńczo i szaleńczo do celu – zbawienia jej i innych dusz. Jakkolwiek staroświecko to brzmi, tak, powiem to jeszcze raz – jej życie było poddane w niewolę PANA Jezusa Chrystusa, Najwyższego Boga i Stworzyciela. On namacalnie kochał i prowadził Nitkę do siebie, w swoje Boskie ramiona – do ciepłej i słonecznej Krainy, gdzie jej łzy i ból, i rozpacz osuszy na zawsze i na dobre.
Los Nitki, jakby z góry przesądzony, katastroficzny, budził często podziw i zawiść, a potem w równym stopniu obrzydzenie, pogardę i nienawiść, aczkolwiek kobieta nie zawsze zdawała sobie z tego sprawę. Była wszak otoczona kokonem milczenia i odrzucenia, odrealniona i chora, krocząca po „tamtej” stronie dnia. Zapamiętałem Nitkę jako osobę niecodzienną i niespotykaną, delikatną i niezwykle silną, żołnierską i aktorkę, burzliwą, jak również nieprzeciętnie cierpliwą. Ona, idąc, zawsze śpiewała…
Kiedy ulata powoli życie, a człowiek zmierza do Wiecznego Domu, odchodzą wraz z nim talenty, które dał mu Bóg. One były mu światłem i pasją, nadzieją, spełnieniem oraz sensem, i dzięki nim podążał do przodu z mocą. Teraz, rozdzierany i ogołocony przez wielu, wędruje na Wschód, do miasta swojego Boga, a paleta talentów, które uzyskał jako początkowy kapitał u Źródła, i których nie mógł wykazać, przygnieciony zawiścią ludzi, rozrywa cierpieniem jego duszę. Tam, w drugim Jeruzalem, jak wie, to co zdołał osiągnąć na ziemi, przedzierając się przez chaszcze nienawiści oraz bezdroża zagrożenia, to w czym wyróżnił się wbrew przytłaczającemu osaczeniu innych, zostanie obficie nagrodzone…
