WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. LVIII) (5 KWIETNIA 2026)

MOJA WALKA

Jest rok 2048, Kehenna zimą. Zbliża się Boże Narodzenie.

„Za marzenia starte na proch

niepocieszone

które trzymam w utraconych snach

za ciepłe dłonie

za dni, które przywiał mi wiatr

rozwiewając włosy

że szłam, zawsze szłam

wiecznie słysząc głosy.”

„Schizofrenia jest niczym wielkie wzburzone morze, które nigdy nie wyrzuca na brzeg muszelek, i którego fale nigdy nie głaszczą nam stóp. Ona kłuje nas w oczy podejrzeniem, gorącym oddechem  zbliżających się ku nam na plażach mórz żarłocznych rekinów oraz potęgą śmierci przy bermudzkich trójkątach. Nie zauważamy jej i nie wierzymy w nią, gdyż jesteśmy za blisko względem niej, stąd odrzucamy jej realność.” – tak mniej więcej powiedziała Nitka do swojej mamy, opisując mgliście swój stan zdrowia, po czym zlustrowała rzeczy porozrzucane w swoim pokoju, posłuchała góralskiej kolędy dla nieobecnych na YouTubie i zaczęła pakować plecak. Był koniec grudnia i Nitka właśnie przerwała studia filologiczne na Uniwersytecie im. Trzech Wieszczy w Kehennie, po czym – do dna nieszczęśliwa – postanowiła umrzeć. Umrzeć jednak to jest sztuka, jak już wiedziała (po kilkuletnim stażu chorowania.) Można zażyć tabletki przeciwlękowe i popić je alkoholem, skoczyć z jedenastego piętra wieżowca albo zwyczajnie zamarznąć, każda z tych opcji wydała się jej na ten moment za trudna. Wybrała jednak ten ostatni wariant i zupełnie na przekór, jak gdyby na złość wszystkim ożywając, w myślach zobaczyła przystojnego chłopca w samotnej chatce na litewskiej wsi, który czule obejmował jej ciężarny brzuch. Uśmiechnęła się do siebie.

            Nitka, już wychodząc z domu, w dniu swojej ucieczki, czuła się podglądana. Jeszcze na długo zanim rodzice zgłoszą jej zaginięcie na Policji – jak głęboko przeczuwała – czuła na sobie dotkliwie spojrzenia przechodniów. Szła więc, mądrze, długo na piechotę (unikając kamer w autobusach) i na którymś z rzędu przystanku szybko wskoczyła do busa na Katolice. Pogłaskała swoją małą pluszową małpkę i wcisnęła się w kąt, żeby z nikim nie nawiązać kontaktu wzrokowego. Wyłączyła komórkę i tak czuwała. Na dworcu PKS w Katolicach przesiadła się na autobus do Szalonej. Teraz dopiero odczuła po raz pierwszy przyjemne podniecenie. Wyjeżdża i nigdy już nie powróci do Kehenny, do domu. Znajdzie samotną, opuszczoną chatkę na litewskiej wsi tuż za granicą i tam spokojnie położy się i umrze. Na pewno już nigdy nie będzie odczuwała kłujących igiełek cierpienia.

Dopiero po miesiącu Nitka wróciła do Kehenny, bez plecaka i z małą Esterką uczepioną jej szyi, a Mama sprawiła jej dość miłe, bo milczące powitanie, zwracając natychmiast uwagę na jej chorobę. W torebce matka schizofreniczki znalazła mocno zabrudzone kartki papieru, zawierające skreślone w bólu ręką swojej córki zdania jej historii (tak jakby mróz powykrzywiał i przy okazji ozdobił literki tego pisma, nie mogąc zwalczyć pasji życia):

„Boję się spędzić noc na dworcu, gdzie w każdym momencie może zaczepić mnie funkcjonariusz Policji. Wybieram opcję równie ryzykancką – wyjazd na rogatki miasta i położenie się w krzakach w śpiworze. Niedaleko znajduje się kościół i plebania. Wydaje się, że jest tu koniec świata. A do Końca Świata Majów jeszcze dwie i pół godziny. Leżę spokojnie i rozmawiam po cichu z Esterką – moją małą duchową córeczką. Jeszcze nie wiem, jak będzie miała na imię, ani jak będzie się nazywała – ona natomiast jest pewna, że jest Esterką – bardzo piękną biblijną bohaterką z Księgi Estery. Rozmawiam z Bogiem: „Nie jestem już Twoja, Panie. Modlę się bardziej do Wenus, ocal mnie, Wenus. Nie należę już do Ciebie, Boże. Wenus, daj mi córkę, żebym była spełniona jako kobieta. Ukryj mnie pomiędzy Twoimi rzęsami, zapuść te swoje rzęsy, żebym mogła się na nie wdrapać. Dokąd zaprowadzisz mnie, Wenus? Mrugasz na mnie co jakiś czas i wiem, że próbujesz mi coś z tak daleka przekazać, a ja wędruję tam, gdzie niekoniecznie Cię widać… Jak można spotkać Cię powtórnie, Boże? ”

Nagle wstrzymuję oddech. Na placyku garażowym, naprzeciwko którego leżę, ukryta w krzakach, pojawia się ognista postać. Zamieram niemalże, ugodzona przez tę niespodziewaną i zagadkową rzeczywistość. Jest to człowiek, mężczyzna, jakiego jeszcze nie widziałam: w oczach pali mu się ogień, twarz ma również rozświetloną ogniem. Zbliża się ku mnie bardzo, bardzo wolno. Wyobrażam sobie w jego ręku nóż i czuję zadany w serce cios. Ale po kilkunastu sekundach dochodzę do dającego mi nadzieję wniosku, że mężczyzna już się nie posuwa do przodu. Nie wiem co robi i czy sam potrafił doprowadzić się do takiego stanu. Pamiętam tylko, że jest Koniec Świata Majów i być może takie sztuczki są domeną jakiejś sekty religijnej. Zachęcona przez Esterkę zrywam się jak najciszej potrafię i wybiegam na ścieżkę razem z moim plecakiem. Mężczyzna w tym samym momencie wsiada do auta i odjeżdża. Jest pusto. Boję się. Jest rok 2048, Koniec Świata Majów…

STUDNIA ŻYCIA (5 KWIETNIA 2026)

Studnia życia

I otworzył Bóg oczy jej i ujrzała studnię z wodą, a poszedłszy, napełniła bukłak wodą i dała chłopcu pić.

Gen. 21,19

Krzyż

Twój, Panie

otwiera moje oczy

na niezgłębioną studnię

życia

widoczną tylko dla

nielicznych

na nieprzebyte zwoje

prawdy

dostępne tylko dla

najprostszych

krew

Twoja, Panie

obmywa brud zobojętnienia

na nieustanny krzyk

istnienia

słyszalny nawet zza podwójnych komór

serca

na wielkie niepojęte życie

co się wylęga z mocy

Nieba

i – dotknięte prądem wód miłości

idąc, puka głośno

do nienasyconych

wrót

wieczności

śmierć

Twoja, Panie

jest marmurowym mostem

nadziei

łączącym ziemię z krajem życia

bo wiedzie zawsze drogą

zmartwychwstania

do niewyczerpanej studni

gdzie radość, pokój

dobroć i uprzejmość

są niewysychającym

błogosławieństwem

dla tych

którzy odważyli się je

czerpać

pragnę zawsze stać

u Twojej studni

pragnę klęczeć

pochylona

zamyślona

odnowiona

pijąca z kielicha

Twojego nieustannego

błogosławieństwa

a potem

sama przemieniona

chcę prowadzić innych

tych, co chodzą jeszcze z łuskami

na oczach

do wrót tej studni

niech tłumy ludzi otaczają

Twoją studnię, Panie

na wieki

29 sierpnia 2007

SŁOWO NA DZISIAJ (5 KWIETNIA 2026)

PAN powiedział do Mojżesza: Wstań rano, stań przed faraonem i powiedz mu: Tak mówi PAN, Bóg Hebrajczyków: Wypuść mój lud, aby mi służył;

9:14

Tym razem bowiem ześlę wszystkie moje plagi na twoje serce, na twoje sługi i na twój lud, abyś wiedział, że nie ma równego mi na całej ziemi.

9:15

Bo teraz wyciągnę rękę i uderzę ciebie i twój lud zarazą, i będziesz wytracony z ziemi.

9:16

Lecz dlatego cię postawiłem, aby okazać na tobie moją moc i żeby rozgłaszano moje imię na całej ziemi.

9:17

A ty jeszcze się wynosisz i stajesz przeciw memu ludowi, nie chcąc go wypuścić?

9:18

Jutro o tej porze spuszczę bardzo ciężki grad, jakiego nie było w Egipcie od dnia jego założenia aż do tego czasu.

Wj 9, 13-18 (UBG)

CHRYSTUS I EWA W OGRODZIE GETSEMANE (4 KWIETNIA 2026)

CHRYSTUS I EWA W OGRODZIE GETSEMANE

Dlaczego uczyniłem cię, Ewa

dlaczego marzyłem o tobie

pewnej mglistej, kosmicznej godziny

o delikatnych, precyzyjnych kształtach

jak pianka mleka na gorącej kawie

cudownej jak mgławice refleksyjne, jak Irys

tam, w tych marzeniach

podałaś mi swoją dłoń

pełną kwazarów z ziemskich bazarów

ciężką od materii w formie kokieterii

delikatną jak struktury twoich myśli

ich ogony, ciała, dendryty

ich ładunki zawsze dodatnie i miłe

dlaczego stałaś przede mną naga

bezwstydna i ciekawa moich oczu

kiedy uczyłem cię mówić i chodzić

jak ostrożny, może zbyt dobry ojciec

oszalały z radości z twych postępów

kiedy cieszyłaś mnie i byłaś dla mnie całym światem

w którego łupinie cię trzymałem?

Tam, w Ogrodzie Eden

byłem dla ciebie jeden –

byłem zbyt wielką czy zbyt małą zagadką

zbyt wielkim czy zbyt małym pragnieniem

zbyt długim czy zbyt krótkim imieniem

skoro tak długo nie mogłaś go wymówić

i skoro już po chwili – w fascynacji złem

dzierżyłaś w aksamitnej dłoni zakazany owoc

konsultując go z własnym podniebieniem?

Tu, w Ogrodzie Getsemane

jeszcze raz przyrzekam ci odrobić moje zadanie

tak ciężkie jak para twoich zbuntowanych oczu

tak wielkie jak Mgławica Oriona

kiedy grzechem twoim przytłoczony

będę uginał się pod ciężarem własnego krzyża

i będę się bać

i tu – dla twoich synów i córek

odpowiem na twoje pytania

których ponoć nie zdążyłaś mi zadać

oni odtąd

będą także szukać, drążyć i się bać

stąd

zawsze im podpowiadaj

wolne od frazesów

dziś dobrze już przez ciebie wyuczone

najświętsze imię JEZUS

4 kwietnia 2026

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. LVII)

                                           ***

Jest czerwiec 2042 roku, Winogrodia w pełnym letnim rozkwicie. Rodzina Nitki szykuje się na wyjazd do słonecznej Talii i chce zabrać kobietę ze sobą. Nitka nie ma na to ochoty, przygotowuje się do egzaminu na filologię angielską na Uniwersytecie im. Trzech Wieszczy w Kehennie i jest bardzo zajęta i podekscytowana. Boi się, że na skutek wyjazdu do pustynnej Talii nie zdąży podciągnąć się z języka angielskiego dostatecznie dobrze, by studiować anglistykę swobodnie i bez niewskazanego dla niej nadmiernego stresu.

Powrót do Kehenny przynosi ze sobą rozpoczęcie studiów filologicznych. Spotkanie z Amerykanami na uniwersytecie wywołuje w Nitce lęk i poczucie zagrożenia, jej przewidywania się sprawdzają – okazuje się, że bardzo szybko zostaje odrzucona i sponiewierana zarówno przez nauczycieli akademickich, jak i – w wyniku stosunku wykładowców do niej –  przez grono studentów w jej grupie. Nitka jest za blisko tych ludzi, by to w tym momencie zrozumieć, to że wszystko zostało już dawno ukartowane, i że plotki i namowy do brutalnego sposobu traktowania jej osoby w przestrzeni publicznej są sukcesywnie rozprzestrzeniane tu, w jej mieście, i że być może będzie tak dalej, gdziekolwiek indziej się nie pojawi. Kobieta próbuje jeszcze walczyć i przenosi się do grupy translatorskiej, jednak otrzymuje od tych osób tyle samo niechęci, a od wykładowców tyle samo złych not, że załamuje się i odchodzi z grona studentów uniwersytetu.

Przez czas swoich studiów Nitka nie mieszka w domu rodzinnym, załatwia sobie pobyt w akademiku. Kiedy jednak bytujący tu ukraińscy studenci próbują ją zastraszyć i zgwałcić, kobieta wycofuje się i porzuca tę kwaterę. Wsiada do autobusu i jedzie na oślep, byle dalej, w nieznane. Wysiada, napotyka rzekę i łąkę, i… wpada na pomysł, żeby tu zamieszkać, dokładnie w tej okolicy, w jednym z tych spokojnych domów jednorodzinnych. Postanawia spróbować swoich szans. Tak, ten dom, ten nad tą leniwą rzeką, wydaje się być równie dobry jak każdy pozostały, a nawet ciut lepszy. Nitka zastaje przed nim małą, nastoletnią dziewczynkę. Pyta ją o możliwość zakwaterowania w tym gospodarstwie i –  ku jej zdumieniu – dziewczynka zaraz prowadzi ją do drzwi tego domostwa. Gospodyni, starsza już wieśniaczka, jak się później okazuje babcia dziewczynki, po chwili rozmowy zaprasza ją do zamieszkania w jej progach. Nitka umawia się na kolejny dzień i obiecuje przywieźć tu parę swoich rzeczy, zamieszkać i uczyć wnuki kobiety języka angielskiego, żeby chociaż dla nich wszystkich stworzyć pozory, że nie mieszka z nimi za darmo.

Uczenie dwójki wnuczek gospodyni należy do jednych z lepszych momentów w obecnej osobistej historii Nitki, spędzonej w tym zakątku Kehenny. Dziewczynki ewidentnie się tym cieszą i czynią postępy, chętnie z nią rozmawiają. Nitka jednak coraz bardziej podejrzewa, że jej gospodarze są przestępcami, i że ponadto starszy pan, pan tego domu, regularnie wykorzystuje swoją mocno podstarzałą i schorowaną teściową, złożoną ciężką, obłożną chorobą. Na czas ucieka z tego walącego się na podobieństwo domu Usherów Edgara Allana Poe’a gospodarstwa, żegna się z nim w głębokim bólu i ze świadomością sentymentu i straty, ledwie gotowa na kolejny etap i przygodę.

W tym czasie rodzice Nitki szukają jej po mieście, dzwonią na uczelnię i pytają, czy jest w jej progach studentką. Kiedy kobieta dowiaduje się o tym poszukiwaniu, jest wściekła z doznanego upokorzenia, ale zaciska zęby. Już postanowiła, że niedługo wyjedzie gdzieś, by dać sobie szansę na trudną, ale konieczną śmierć. Tym razem zakończy na dobre swoją osobistą historię, pogrzebie swój życiorys. Uwolni się od ciągłego poniżania, doznawanego ze strony swojej rodziny, a także w coraz większym stopniu – rejestrowanego przez nią z całego znanego jej świata. Zabiera szybko do małej, drewnianej skrzyneczki najpiękniejsze zdjęcia z dzieciństwa jej i Wilhelma oraz dyplomy i zaświadczenia o jej wybitnych osiągnięciach z różnych dziedzin, które gromadziła kiedyś, przed laty, by otrzymać Nagrodę Ministra Edukacji Narodowej i Sportu za wyróżnienia w toku studiów na uniwersytecie w Kapitalnej. I … z dużym plecakiem turystycznym opuszcza dom wbrew woli jej ojca, który zagradza jej wyjście i próbuje ją powstrzymać przed wyjazdem. W tym samym momencie z domu wychodzi jednak Edwin i toruje Nitce drogę w obcy świat i w jedną z kilku podobnej do tej przygód, które dobrotliwie nadejdą w regularnym odstępie kilku lat.

Ta przygoda ma przynieść ze sobą uzdrowienie, zapomnienie, inny, przyjemny rodzaj bólu. Nitka opisze jej elementy wiele miesięcy potem w swoim pamiętniku, łącząc je wtedy w unikalny, nieco sensowniejszy patchwork:

TĘCZA (4 KWIETNIA 2026)

WZGÓRZE HAŃBY

(2010)

mojemu Bogu i Zbawicielowi – Jezusowi Chrystusowi

oraz pamięci mojego brata bliźniaka –

Andrzeja Konrada Kowalczyka

poświęcam

Kilka słów od Autorki

 

         Tomik „Wzgórze hańby”, moje pierwsze dzieło autorskie, powstawał przez wiele lat, począwszy od wieku nastoletniego. Uprawianie poezji i prozy było w mojej rodzinie od strony Matki tradycją wśród kobiet, tak więc byłam do tego fachu zachęcana od wczesnych lat dziecięcych. Zaczynałam od pisania rymowanek o Bogu i przyrodzie, inspirowana przez rodzinę wspólnym czytaniem Biblii oraz rozlicznymi spacerami i wycieczkami w plener. W wierszach dziecięcych chwaliłam Pana Boga za cud zbawienia i stworzenia, i bawiłam się obserwacją natury, zwłaszcza tej w rodzinnych Spytkowicach i okolicznych pasmach górskich.

         W wieku dorosłym, wykorzystuję dany mi przez Pana Jezusa Chrystusa Zbawiciela dar prorokowania do analizy Pisma Świętego i tworzenia refleksji poetyckich na temat głębokich i często niezbyt dobrze znanych treści biblijnych. Moim zamierzeniem jest wyposażyć Kościół Chrystusa w instrumenty służące do szczerej i głębokiej pokuty za grzechy, do uczenia się na temat Osoby Chrystusa Jezusa, pojmowania cudu Jego śmierci i zmartwychwstania oraz do rzetelnego Chrztu i stałego napełniania się Duchem Świętym i wreszcie, do ewangelizacji bliźnich, dalekich i bliskich.

         Pan Jezus Chrystus, Zbawiciel wszystkich ludzi, a zwłaszcza wierzących jest mi bliski w codziennym czasie spędzanym u Jego stóp, a swoją wiarę w Jego powtórne przyjście pragnę udowodnić moim talentem, darem i owocem. Do naśladowania tak objawionego Boga w ludzkim ciele wzywam każdego Czytelnika, który sięgnie po moją książkę, nie z przypadku, ale poprzez modlitwy moje i moich Przyjaciół.

Hanna Łucja Kowalczyk

Tęcza

Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie niesplamionym przez świat.

Jak. 1,27

Chcę, Panie

iść i kochać

wszystkie Twoje dzieci

są piękne –

dzieła Twoich rąk

lecz zgubione

a kolory tęczy na niebie

mówią o nadziei

ich wiecznego

życia

pragnę, Panie

zdjąć z nieba

jedną małą tęczę

po jednym małym deszczu

jednego małego dnia

i iść z nią

przez życie

dzieląc się nią z dziećmi

jak bochenkiem chleba

kawałek po kawałku

Gdybym mogła, Panie

podarować chociaż

mały wycinek jednego koloru

chociaż jedno nieznaczne

machnięcie Twoim boskim pędzlem

płaczącemu dziecku

darowałabym mu kropelkę

szczęścia i studzienkę                                 

nadziei

z której czerpałoby wodę

życia

przez wszystkie dni

Twoja nadzieja, Panie

nie ma skrzydeł

i nigdy nie odfruwa

kolory Twojej tęczy

nigdy nie blakną

i nigdy nie uchodzi z nich radość

Twoje życie, Panie –

życie zamknięte w tęczy

jest doskonałe

i piękne

położę się dzisiaj

i zasnę

a jutro

postawię drabinę

przed moim domem –

wejdę po niej na tyle wysoko

by zdjąć z nieba jedną małą

tęczę

z tęczą w dłoni

wyruszę na pielgrzymkę

po życiu:

podaruję każdemu

napotkanemu dziecku

jeden mały kawałek

jednego koloru

a potem będę się modlić

wytrwale

by moja tęcza rozmnożyła się

jak pięć bochenków

chleba

każdy kawałek tęczy to

odrobina nieba

i okruszek wieczności

użycz moim rękom siły, Panie

by mogły udźwignąć tęczę

i by niosły ją dzielnie

jak olimpijski znicz

jak pochodnię nadziei

jak studzienkę życia

wiecznego

2 września 2007

SŁOWO NA DZISIAJ (4 KWIETNIA 2026)

Potem zobaczyłem inną bestię wychodzącą z ziemi, a miała dwa rogi podobne do Baranka, ale mówiła jak smok.

13:12

I całą władzę pierwszej bestii sprawuje na jej oczach, i sprawia, że ziemia i jej mieszkańcy oddają pokłon pierwszej bestii, której śmiertelna rana została wyleczona.

13:13

I czyni wielkie cuda, sprawiając, że nawet ogień zstępuje z nieba na ziemię na oczach ludzi.

13:14

I zwodzi mieszkańców ziemi przez cuda, które jej pozwolono czynić przed bestią, mówiąc mieszkańcom ziemi, aby sporządzili wizerunek bestii, która miała ranę od miecza, ale ożyła.

13:15

I pozwolono jej tchnąć ducha w wizerunek bestii, tak żeby przemówił wizerunek bestii i sprawił, że ci, którzy nie oddali pokłonu wizerunkowi bestii, zostali zabici.

13:16

I sprawia, aby wszyscy, mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy, przyjęli znamię na prawą rękę lub na czoło;

13:17

I aby nikt nie mógł kupić ani sprzedać, tylko ten, kto ma znamię, imię bestii lub liczbę jej imienia.

13:18

Tu jest mądrość. Kto ma rozum, niech obliczy liczbę bestii, gdyż jest to liczba człowieka. A liczba jej: sześćset sześćdziesiąt sześć.

Ap 13, 11-18 (UBG)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. LVI) (3 KWIETNIA 2026)

Poczęstowano ją ciastem i herbatą. Zaraz potem zakrystian zaprowadził ją na sam dół domu, do małego pokoiku. Tu przenocuje, powiedział. Stało tu wygodne, rozścielone łóżko. Nitka nie mogła uwierzyć swojemu szczęściu. Zakrystian wytłumaczył jej pobieżnie jej sytuację, po czym wyszedł. Została sama. Położyła się. Kiedy już zasypiała, do pokoju przyszła młoda kobieta. Krzyknęła coś na nią po ukraińsku. Była wulgarna. Nitka straciła w jednym momencie swoje przed momentem odnalezione szczęście. Przez całą noc nie spała. Męczyły ją okrutne głosy i urojenia. Znalazła się w amerykańskiej komnacie tortur, w więzieniu CIA. Tu męczono Irakijczyków, oskarżonych o atak na World Trade Centre. Leżeli rozciągnięci, nadzy na łóżku, a żelazne tryby kół zadawały im dotkliwy ból. Nitka zerwała się z łóżka skoro świt i zauważyła, że pościel była zabrudzona jej krwią miesięczną. Teraz dopiero spostrzegła także, że pokój przypominał tanią, wilgotną suterenę. Czym prędzej uciekła z miejsca noclegu. Jeszcze zobaczyła jak przed oknami domu olbrzymie palce świerku kołyszą się, pokazując wyraźnie, że tej nocy ona była tu torturowana. Nitka wyjęła lusterko. Nie mogła uwierzyć: z szybki patrzył na nią olbrzymi, pożółkły, pomarszczony, wulgarny pająk.

Nitka wyjęła z torebki telefon i zadzwoniła na numer alarmowy. Dowiedziała się, że szpital psychiatryczny mieści się przy ulicy Nowowiejskiej, w ścisłym centrum stolicy. Tam udała się zaraz metrem bez ważnego biletu.

„Co pani dolega?” – zapytał doktor dyżurny bez białego kitla. Nitka nabrała głęboko powietrza, po czym wraz z nim uwolniła wszystkie swoje rany, które olbrzymią kałużą krwi zalały jej nieszczęsny świat:

„Jestem Matką Wszechświata. Mam niedługo zginąć. Jestem winna nieszczęść wszystkich ludzi. Mam dziecko, małą dziewczynkę. Zabiję was, jeżeli nie pozwolicie mi jej urodzić. Urodziłam już wszystkich ludzi. Jestem matką. Tak, jestem… Jestem…. Jestem MATKĄ WSZECHŚWIATA.”

Jest rok 1828. W Warszawie na Ursynowie Anita K. po spotkaniu z Adamem N. zasiada do lektury. Czyta świeżą pozycję, „Fausta” Johanna Wolfganga Goethego, niemieckiego artysty. Doktor Henryk Faust, alchemik, erudyta, człowiek wszechstronnie wykształcony, właśnie zapragnął poznania wiedzy praktycznej. Posiadł wprawdzie wszelkie tytuły naukowe, dysponuje sławą oraz pieniędzmi, jednak przed nim tkwi coś wzniosłego – prawdziwe tajemnice istnienia. Przed nim odkrycia i zdobycze Wszechświata – piękno, brzydota, mądrość oraz głupota, narodziny i śmierć. A nawet więcej niż to: stworzenie i ewolucja WSZECHŚWIATA, ból i radość cyklu dojrzewania i zanikania, przekształcania się i rozwijania, transformacji i potęgi marzeń oraz ich odrzucenia. Jego dusza, dusza niemieckiego naukowca, ma wkrótce stać się areną rozgrywki między Bogiem a Szatanem, siłami piękna i harmonii oraz brzydoty i poniżenia. Czy Faust dokona tego, co wydaje się tak bardzo nieosiągalne, niemożliwe, nieokiełznane, czy odkryje tajemnicę kosmicznego istnienia? Niech Bóg mu tego zabroni, modli się Anita K., wszak nie jest tego godny, a dwieście dwanaście lat później Nitka w szpitalu psychiatrycznym na Nowowiejskiej na próżno poszukuje swojej śmierci – zamiast tego kładzie się w swoim pokoju do zastrzyku, zmęczona walką i ucieczką, pokonana końcem świata Majów – w pewnym sensie końcem jej świata, z tą samą modlitwą na ustach, z modlitwą o zakrycie niepodważalnych, najgłębszych tajemnic bytu… W jej lusterku nieodmiennie, dzień za dniem, czai się MATKA WSZECHŚWIATA.

.

WIERSZE WYBRANE, WSTĘP (3 KWIETNIA 2026)

WIERSZE WYBRANE

HANNA ŁUCJA KOWALCZYK

 

 

Słowem wstępu…          

Tom „Wiersze wybrane” powstawał przez prawie trzydzieści lat snucia refleksji o codzienności, nizania aforyzmów jak koralików na łańcuszek życiowych doświadczeń oraz litanii do Pana Boga Wszechmocnego, wypływających z samotności i namacalnego odczuwania potęgi Chrystusowej miłości do mnie. Początkowo byłam szkolona do pisania przez moją Matkę, która cieszyła się moim talentem; największy jednak wpływ na mój styl i tematykę wierszy miała Biblia – ukochana książka, którą studiowałam samodzielnie od wczesnego wieku lat sześciu. Pamiętam wciąż dobrze, jak przedzierałam się przez gąszcz Bożych przykazań i zakazów w Torze, pragnąc usilnie, by Bóg rozmawiał ze mną osobiście twarzą w twarz, tak jak rozmawiał z izraelskim prorokiem Mojżeszem. Również dzięki miłości mojego ojca do rodzimego języka zachwycałam się wielkim kunsztem ojczystego dyskursu i czułam nieodparty pociąg do tworzenia samodzielnie nowych zdań i zwrotów. Moją poezję nieodmiennie podziwiali moi trzej bracia, dziwiąc się rymom i myślom w niej zawartym. Już jako dziecko dążyłam do wielkości zdań mądrych jak samo życie, do dojrzałości wyrażeń i aforyzmów. A chociaż wydawanie poezji religijnej będzie się być może wiązało z brakiem akceptacji, a nawet tolerancji Czytelnika, to przecież czy tortury, czy też śmierć nie wydają się być dla mnie zbyt wygórowaną ceną za naśladowanie i bliskość mojego Chrystusa. Oddając ten skromny zbiór wierszy w Twoje ręce, Czytelniku, życzę Ci, by chwile przy nim spędzone równały się w Twoich oczach i sercu czasowi Boskiej Wieczności.

Hanna Łucja Kowalczyk

SŁOWO NA DZISIAJ (3 KWIETNIA 2026)

Potem PAN powiedział do Mojżesza i Aarona: Weźcie pełne garści popiołu z pieca i niech Mojżesz rozrzuci go ku niebu na oczach faraona.

9:9

Zamieni się w pył na całej ziemi Egiptu, który spowoduje wrzody pęczniejące ropą na ludziach i na zwierzętach na całej ziemi Egiptu.

9:10

Wzięli więc popiół z pieca i stanęli przed faraonem, a Mojżesz rozrzucił popiół ku niebu i powstały wrzody pęczniejące ropą na ludziach i na zwierzętach.

9:11

Czarownicy zaś nie mogli stanąć przed Mojżeszem z powodu wrzodów, bo wrzody były na nich i na wszystkich Egipcjanach.

9:12

I PAN zatwardził serce faraona, i ten nie posłuchał ich, jak PAN zapowiedział Mojżeszowi.

9:13

PAN powiedział do Mojżesza: Wstań rano, stań przed faraonem i powiedz mu: Tak mówi PAN, Bóg Hebrajczyków: Wypuść mój lud, aby mi służył;

Wj 9, 8-13 (UBG)