Jednym z powodów takiego wychowania były narodziny kalekiego fizycznie i umysłowo kuzyna w ich rodzinie. Marcin był niewidomy na jedno oko, głęboko upośledzony mentalnie i obarczony wieloma innymi dolegliwościami zdrowotnymi. Jego matka była rodzinnym zabójcą i ewidentnie groziła czymś Gertrudzie, być może ją publicznie molestowała. W ogóle wcześnie w swoim małżeństwie Gertruda została skazana na samotność i ostracyzm w jej własnym zborze. Wszystkim kobietom, jej krewnym ze strony męża, chodziło o to, by nie miała w zborze ani jednej bliskiej koleżanki, popleczniczki, szanującej jej pozycję osoby zdecydowanie wierzącej z nieco odmiennymi poglądami oraz – przecież – pastorowej. Gertruda szybko w tej atmosferze straciła swoją godną pozazdroszczenia młodą wiarę w PANA Jezusa i nieomal bezwiednie zaczęła kultywować przyjaźnie z własnymi, starszymi dziećmi, wykonując tym samym wolę rodziny odnośnie jej własnego losu, to znaczy społecznie gwałcąc swoich starszych synów i fizycznie oraz psychicznie molestując swoje młodsze bliźnięta. Oznaczało to mniej więcej emocjonalne zaduszenie Nitki i Wilhelma od lat jeden wzwyż.
Gertruda stała się oto sama mordercą – uśmiechniętym, czułym i troskliwym oraz wspierającym i motywującym wszystkich innych naokoło poza nimi, bliźniętami, w imię szaleńczej, ewolucyjnej walki o lepszy byt, w którą jakoś zawsze wierzyła, to jest suma summarum o lepszy byt i sławę swoich starszych synów. Matka Nitki i Wilhelma stała się tak oto aniołem ciemności, niosącym na swoich skrzydłach śmierć społeczną im – jej własnym bliźniętom, a szczęście – im skradzione – wszystkim innym dzieciakom w swoim pięknym, wzruszającym, serdecznym uśmiechu i radosnym, ekscytującym, zaspokojonym, prywatnym świecie.
Ojciec wychowywał bliźnięta tylko od święta do święta, zajmował się bowiem pracą zawodową oraz prowadzeniem zboru, a w wolnych chwilach karał ich surowo i chodził na łyżwy czy też pograć w siatkówkę na wyższą uczelnię, na której pracował. Ich wychowanie przez tego niemal niezrównanego w winogrodzkim państwie wszechstronnego geniusza (który mógłby przecież nauczyć się także relacji) polegało na surowym zastraszaniu bez możliwości jakiegokolwiek sensownego rozwiązania z ich strony. W ogóle to ich ojciec, ograniczony pastorskimi restrykcjami, wcześnie stracił koncepcję swojego wychowywania ich, ponieważ nic nie zdawało egzaminu na zrobienie z nich moralnych idiotów.
Mój tata był pastorem
opiekował się zborem
znał się z innym pastorem
który także zajmował się zborem
był też znachorem
gdy dzieci były chore
gdy się struły muchomorem
modlił się wraz ze zborem
żeby tata był chory
mama sadziła muchomory
troszkę mu wsypywała
żeby zupa lepiej smakowała
było to niewątpliwym walorem
zostać jak tata pastorem
tata traktował to z humorem
wraz ze zborem
dzieci były chore i słabe
lecz zbór zyskał sławę
nawet rząd nierządem stał
w gołą pupę nieraz wlał
molestował i ciemiężył
a co słyszał, to spieniężył
choć nie widział, jednak wierzył
wszystkie dzieci taty przeżył
przyszedł PAN na prośbę zboru
zbór żałował tego mordu
dostał w mordę cały zbór
ludzie szybko wdziali wór
tata nie był już pastorem
rozstał się ze zborem
dzieci rosły i urosły
doczekały swojej wiosny
dzieci urosły – rząd radosny
los tych dzieci stał się głośny
co za zbór!
Jaki chór!
Zaszczekał pies!
Porwał tatę szczwany bies!
Tata liczył na zabawę seksualną, a to nie sprawdzało się w realu, gdyż dzieci nieruchomiały i zamierały w przerażeniu, wyłączając swoje emocje oraz swoje myślenie, jednak zazwyczaj nie mszcząc się i nie oddając złem za zło. Próbował je zatem prowokować „do złego”, do skierowanych przeciwko nim samym wzajemnie złych reakcji i instynktów, i to mu się często udawało, więc mógł szybko – triumfalnie święcąc swój sukces – wyciągnąć pasa i je bić lub kazać długo klęczeć w rogach mieszkania. Jedyną zatem opcją, którą zresztą skrupulatnie sprawdził, czy zadziała, było nastawianie jednego przeciw drugiemu, a potem karanie ich za to biciem skórzanym pasem. Owszem, tą drogą dało się pójść. Wilhelm stał się szybko wrogiem Nitki i gdy miała cztery latka zrzucił ją z rusztowania na placu zabaw, tak że dziewczynka upadła z wysokości i groziło jej wówczas kalectwo fizyczne. Wtedy Nitka utraciła wiele ze swojej dziecięcej pamięci i rozpoczęła nowy, tragiczny społecznie rozdział w swoim życiu, bezwiednie i machinalnie wypełniając treść samospełniającej się przepowiedni jej zboru i rodziny, że będzie głupia, zakompleksiona, brzydka i samotna – gdyż w dużej mierze nie pamiętała swojej przeszłości, a więc nie rozumiała więcej rzeczywistości.
I zatrąbił drugi anioł, i jakby wielka góra płonąca ogniem została wrzucona w morze, i trzecia część morza zamieniła się w krew.
8:9
I zginęła w morzu trzecia część żywych stworzeń, i trzecia część statków uległa zniszczeniu.
8:10
I zatrąbił trzeci anioł, i spadła z nieba wielka gwiazda, płonąca jak pochodnia, i spadła na trzecią część rzek i na źródła wód.
8:11
A imię gwiazdy brzmi Piołun. I trzecia część wód zamieniła się w piołun, i wielu ludzi umarło od tych wód, bo stały się gorzkie.
8:12
I zatrąbił czwarty anioł, i rażona została trzecia część słońca i trzecia część księżyca, i trzecia część gwiazd, tak że zaćmiła się trzecia ich część i dzień przez jedną trzecią swoją część nie jaśniał, podobnie i noc.
8:13
I zobaczyłem, i usłyszałem jednego anioła lecącego środkiem nieba, który mówił donośnym głosem: Biada, biada, biada mieszkańcom ziemi z powodu pozostałych głosów trąb trzech aniołów, którzy mają zatrąbić.
A więc Nitka właściwie nigdy nie bawiła się z innymi dziećmi. Nikt jej tego nie proponował. Edwin wyrywał nóżki jej lalkom i niszczył gadające mechanizmy w nich się znajdujące. Wszystko było mu wolno. Mama przecierała przy braciach gąbką pupę Nitki, po czym zachęciła Jana i Edwina, by się nią zainteresowali seksualnie. Tak w wieku pięciu lat dziewczynka stała się ofiarą seksualną swojego starszego o pięć lat brata, a Wilhelm – starszego o osiem lat Jana. Bezpośrednim triggerem tej agresji seksualnej starszego rodzeństwa wobec młodszych dzieci było lanie na gołą pupę, którą to karę cielesną wystosował ojciec Edward wobec swoich dwóch starszych potomków za jakieś poważniejsze wykroczenie przeciw prawu domowemu. Ojciec położył ich w swoim pokoju na stercie swoich i ich ubrań z gołymi pupami na wierzchu, pupa obok pupy, po czym mocno przyrżnął im pasem. Traf chciał, iż zostawił przy tej czynności szparkę w drzwiach swojego pokoju, a przedpokojem przechodziła Nitka. Rodzeństwo podejrzewało jednak, że przedpokojem przechodził Wilhelm, co Wilhelm z niejaką radością i pewną satysfakcją przyznał starszym braciom, jako że mu się słodko skłamało. Ponieważ jednak później, przygwożdżony do ściany i zagrożony laniem, zwalił rzecz na siostrzyczkę, sprawa pozostała nierozstrzygnięta i starsze rodzeństwo nigdy nie uwolniło się od podejrzeń właśnie w stosunku do Nitki.
Sprawa przemocy seksualnej wobec młodszego rodzeństwa dwojga szczwanych braci zaczęła się w toalecie i tak regularnie brat kazał Nitce rozbierać się i ją oglądał, podniecając się; podobnie postępował Jan wobec Wilhelma. Nitka była mu machinalnie posłuszna, wiedząc, że wypełnia w ten sposób wolę mamy i taty, i że i tak żaden z nich by jej nie pomógł, gdyby zdecydowała się sprzeciwić bratu, a „tylko” dostałaby lanie za skarżenie, wszak to starsi bracia zawsze mieli rację i „zawsze mówili prawdę.”
Pewnego dnia Edwin skrzywdził ją bardziej, ponieważ ściągnął sobie bokserki i zawołał Nitkę do pokoju, by przypatrzyła się jego gołej pupie i była winna jak i on. Nitka pamiętała także bardzo wczesny moment sprzed pierwszego roku życia, kiedy własna mama, Gertruda, zgwałciła ją od tyłu, wkładając szydełko, a potem palec w jej srom, gdyż dziecko chciało rozmawiać z nią o życiu seksualnym, małżeństwie i rodzicielstwie, a więc odważyło się być samodzielne i dumne. Dziewczynka zapamiętała do końca życia ten rozdzierający ból i tę nieutuloną rozpacz, której wtedy zaznała, że oto przeminęło wraz z tą chwilą coś na zawsze, i że nie ma już na co czekać ani po co sięgać, i że nie pozostał cel, dla którego warto byłoby dorastać. Nie było nawet łez – zabrakło siły, by pocieszyć, mocy – by przywrócić zawiedzione, spłoszone marzenia. To stało się teraz normalne – wyśmiewanie i upokarzanie jej w rodzinie i przez znajomych, nie będzie przecież nigdy szanowana ani kochana przez męża lub nawet nigdy nie będzie go miała. Nitka nie miała ochoty na zabawę, nieruchomiała i nie odzywała się, kiedy do pokoju wchodził tata. Tata dziewczynki nie bił jej często, niemniej jednak każde jego pojawienie się niosło ze sobą przypomnienie o laniu w tonie jego nienawistnego, żelaznego w swojej barwie głosu węża czy też żuka, we wżynającym się w nią wyrazie oczu i gestach dłoni, czy też w ich rzadkim, nieprzyjemnym dotyku. Ich tata miał za sobą krótkie lecz bogate doświadczenie pracy w wojskowej sali tortur i teraz umiejętnie wykorzystywał swoją sumiennie nabytą wiedzę z psychologii zniszczenia do torturowania swoich bliźniąt. Czy to jego świdrujący ich, szydzący głos, przypominający piłowanie konaru drzewa, czy to nienawidzący wyraz nieruchomych oczu, oznaczało dla Nitki i Wilhelma jedno: ojciec za niedługo wyjmie pasa, każe im nie pozwalającym na żaden manewr, wojskowym poleceniem rozebrać się do połowy, po czym będzie ich delikatnie bił, leżących bezradnie na kanapie w jego pokoju. Nitka i Wilhelm popełnili w swoim życiu grube błędy, prawdą było jednak, że zostali do nich wychowani; do porażki, do poniewierki, do bezdomności, do więzienia, do zakładu opiekuńczego dla osób dotkniętych nieuleczalną, druzgoczącą chorobą mentalną.