Teraz przychodzi kolej na zatroszczenie się o materac do spania. Nitka jest podekscytowana i ma ochotę na więcej komfortu. Rusza w dół wioski, by wypatrywać swojego szczęścia. I tak, na podwórku jednego z korpadyjskich domów, odnajduje stary, porzucony, zużyty materac. Ale w jej oczach nadaje się on świetnie do jej nowego gniazdka. W czasie innej jeszcze wyprawy w głąb sąsiadującego lasu odnajduje kolejne dwa niepotrzebne nikomu materace. Ależ to naprawdę na nowo odnalezione niebo: Nitka ma wygodne posłanie, materace leżą na ziemi, na materacach leży karimata, a na niej spoczywa śpiwór i ona w tym śpiworze. Ani przez dwie sekundy nie przeraża jej myśl o ohydnych pająkach czy straszliwych żmijach. Czuje się błogosławiona: ma tak wiele, tyle marzeń nagle spełnionych, spokój i ciszę, w ciszy brak zagrożenia i brak samotności, gdyż dużo mówi sama do siebie. A Nitka dla siebie samej jest zarówno genialna jak i tępa, przyjazna jak i nietowarzyska, kochającymi ramionami ogarniająca świat jak i emocjonalnie stłumiona z braku doświadczenia. Taką uczynili jej ludzie, jej rodzina i Żydzi z Winogrodii, nie dając jej nigdy naprawdę dojrzeć ani poznać siebie, ani ujawnić się jej wybitnej, skomplikowanej osobowości. Ich motywem była zazdrość o miłość Chrystusa do niej oraz o subtelne szlaki, którymi wiódł ją cierpliwie i cierpiąco za rękę, ale także jej niewątpliwe grzechy, ją samą nisko ciągnące ku ziemi. Jednak te psychotyczne rozmowy ze sobą są także na swój sposób przyjemne i przynoszą jej wiele cichej satysfakcji.
Każdej nocy zapada w słodki, głęboki sen. Rankiem budzi się gotowa do nowych wyzwań, przecierająca oto nowe szlaki i wyjątkowa, udowadniająca wszystkim i także tym policjantom z Nehemejskich gór, że może więcej, więcej nawet niż oni sami.
Niedaleko jej „domku” znajduje się domek leśniczego na drzewie. Nitka wspina się po drabinie i znajduje tu dwie porządne ciepłe, żołnierskie kurtki. Te zabiera, by okryć się nimi w nocy.
Nitka jest znowu w ciąży. Uroiła się jej para bliźniąt, chłopiec i dziewczynka. Kobieta spaceruje po górskich ścieżkach „z niewielkim brzuszkiem” i śpiewa oraz mówi do swoich nienarodzonych dzieci. Chociaż myśli, że coś jest z nią nie w porządku – przecież ostatnio ani w ogóle w żadnej przeszłości nie należała seksualnie do mężczyzny (za wyjątkiem dwukrotnego gwałtu, zdarzeń zbyt bolesnych, by je opisywać) – wierzy jednak we wszechmoc i potęgę swojego Boga. W ten oto sposób Nitka dalej myśli o Bogu i o więziach, które istnieją pomiędzy nią a Nim: wielkim Bogiem i ubogim, bezdomnym człowiekiem, i to w dodatku samotną kobietą. W stawie na jednej z leśnych, budzących ją codziennie do życia ścieżek, rechocą żaby i kobieta boi się ich, i myśli o nadchodzącej porażce. Otrząsa się jednak ze smutku i pesymizmu, i zwiedza dalej las z niegasnącą, płonącą nadzieją.
I postanowiłem: Wyprowadzę was z utrapienia Egiptu do ziemi Kananejczyków, Chetytów, Amorytów, Peryzzytów, Chiwwitów i Jebusytów, do ziemi opływającej mlekiem i miodem.
3:18
Wtedy usłuchają twego głosu. I pójdziesz ty i starsi Izraela do króla Egiptu i powiecie do niego: PAN, Bóg Hebrajczyków, spotkał się z nami. Dlatego teraz pozwól nam pójść, proszę, w trzy dni drogi na pustynię, aby złożyć ofiarę PANU, naszemu Bogu.
3:19
Wiem, że król Egiptu nie pozwoli wam odejść, chyba że przez potężną rękę.
3:20
Wyciągnę więc rękę i uderzę Egipt wszystkimi moimi cudami, które będę czynił pośród niego. A potem was wypuści.
3:21
Sprawię, że ten lud znajdzie przychylność w oczach Egipcjan. I stanie się tak, gdy będziecie wychodzić, że nie wyjdziecie z pustymi rękami.
3:22
Ale każda kobieta pożyczy od swojej sąsiadki i od tej, która u niej przebywa, srebrne i złote przedmioty oraz szaty. Włożycie je na waszych synów i na wasze córki i złupicie Egipt.
Później, mając okazję prowadzić szerzej zakrojony, religijny dyskurs z innym człowiekiem, gdyż po jej ekstatycznym powitaniu go słowami: „Chwała PANU!” (co było skutkiem poprzedniej, serdecznej dysputy) prawie całkowicie się ten ludzki okaz rozluźnił, Marsjanka uzupełniła i usprawiedliwiła swoją ingerencję w jego rozmyślania wyrażeniem: „Zgaduję, że jest coś, o co chciałby pan kogoś zapytać, a ja mogę być właśnie tą właściwą Ziemianką, która na to akurat pytanie zna akuratną odpowiedź…” Ich rozmowa dotyczyła problematyki Ogrodu Eden i kosmitka najeżyła skórę i wysiliła swój intelekt, byle tylko dostosować tempo swoich myśli i wyobrażeń do swojego interlokutora. Kosmitka, przy całym ferworze swojego wywodu, dbała o ekonomię słowa i jej społeczny eksces bądź też ewenement jej ekstremalnej, indywidualnej ewangelizacji, o dziwo nie dotarł wtedy na czas przed majestat keheńskiej władzy, na tyle szybko by go móc zdusić w zarodku. Skala jej świadectwa i jego rezultaty natomiast obaliły mit muru nienawiści i srogiej, odgórnej kary za taki wyczyn i Vera parła jak perła – dalej cała naprzód .
PAN Bóg był sprawiedliwy i miłosierny dla gatunku ludzkiego w Ogrodzie Eden. Adam i Ewa dobrze poznali Boga, gdyż często ich odwiedzał, spędzał z nimi czas, rozmawiał z nimi przyjaźnie i uczył ich wielu nowych umiejętności. Tak zgaduję, tego możemy się domyślać. Zdrada Boga z przygodnym Szatanem była głupotą, straceńczym ryzykiem, niewybaczalnym błędem, czymś całkowicie źle przemyślanym, a jednak – PAN Bóg miłosiernie nie porzucił swojego stworzenia. Przygotował nawet dla niego, jak oboje dobrze wiemy, plan B, projekt ratunkowy obejmujący własną, męczeńską śmierć; na szczęście – także i Jego triumfalne zmartwychwstanie. Wspólna wieczność Boga z człowiekiem była tym, co głęboko leżało na sercu naszego PANA już tam, w raju, w początkach istnienia homo sapiens.
To nie PAN Bóg ponosił winę za Adama i Ewę; wina leżała całkowicie po ich stronie. PAN nasz zrobił wszystko, by przychylić im nieba, żyli w istnym raju, otoczeni zewsząd miłością i pięknem. Jednak Kohelet w swojej mądrości, w siódmym rozdziale, dwudziestym dziewiątym wierszu Księgi Kaznodziei napisał: „Oto to tylko odkryłem: Bóg stworzył człowieka prawego, ale oni szukali rozlicznych wymysłów.” Jest to tłumaczenie UBG, a Biblia Tysiąclecia ujmuje tę rzecz następująco: „Tylko, oto co stwierdziłem: Bóg uczynił ludzi prawymi, lecz oni szukają rozlicznych wybiegów.” Przyczyną upadku Ziemian w raju były, jak domniemujemy, zazdrość, chciwość, pycha i rządza władzy. Nagle człowiek jawi się rozczarowany Bogiem, wzbudza zainteresowanie węża, ten ma mu coś do powiedzenia. Czy jest dziś konceptualne, by tak bardzo pożądać specyficznej rzeczy, wtedy jabłka, a dzisiaj czegoś równie jak na tamten czas unikatowego, by przekroczyć wszelkie bariery, by je uzyskać? Czy zaczniemy podróżować do każdego kraju w poszukiwaniu okazji do skosztowania specjału, który nie rośnie i nie jest sprzedawany w naszej ojczyźnie? Oczywiście jest to teoretycznie możliwe, zwłaszcza dla znudzonych bogaczy, i było tak w przytoczonym przez nas raju, ale było to wielkim grzechem i ogromnym błędem, złą decyzją, buntem wobec najwyższej władzy – Boskiej władzy, i On – nasz Stwórca – musiał na to przestępstwo właściwie zareagować, podjąć środki, by ukarać ten grzech. Chwała Bogu, że dał ludzkości kolejną szansę na udowodnienie Mu, że na miłość i wolność, szczęście i troskę oraz na wiele obietnic człowiek odpowie tym samym; największym staraniem i wysiłkiem. PAN Bóg okazał ludziom łaskę przebaczenia dla życia, a później obdarował go dodatkowo łaską swojej ponownej mesjańskiej obecności na ziemi i łaską swojej krwi, przelanej na krzyżu Golgoty. Ta obdarowała go ponownie obietnicą nieśmiertelności.
Innym aspektem tego zagadnienia jest tragizm Boga i tragizm człowieka, iż poszło im obojgu, czyli nam z nimi – Adamem i Ewą, tylko o jabłko, o rzecz błahą, owoc rośliny, a jednak ta była symbolem czegoś wielkiego i nawet zbyt wielkiego, by homo sapiens utrzymał raj. Czy przyjmie pan dzisiaj z rąk swojego Boga życie wieczne z łaski, za darmo, którego nigdy pan sam bez Boga i z nikim innym nie osiągnie?, zakończyła Vera, naprawdę chcąc, nawet bardzo chcąc, by PAN zbawił jej przygodnego interpelanta.
Potem zobaczyłem, a oto drzwi były otwarte w niebie, a pierwszy głos, który słyszałem, jakby trąby mówiącej do mnie, powiedział: Wstąp tutaj, a pokażę ci, co się ma stać potem.
4:2
I zaraz znalazłem się w zachwyceniu ducha. A oto w niebie stał tron, a na tronie ktoś siedział.
4:3
A ten, który siedział, podobny był z wyglądu do kamienia jaspisowego i karneolowego, a dokoła tronu była tęcza podobna z wyglądu do szmaragdu.
4:4
Wokoło tronu były dwadzieścia cztery trony. Na tronach widziałem siedzących dwudziestu czterech starszych, ubranych w białe szaty, a na ich głowach złote korony.
4:5
Z tronu wychodziły błyskawice, gromy i głosy, a przed tronem paliło się siedem ognistych pochodni, które są siedmioma Duchami Boga.
4:6
Przed tronem było też morze szklane podobne do kryształu. A pośrodku tronu i wokoło tronu były cztery stworzenia pełne oczu z przodu i z tyłu.
Jeśli w danym czasie nie powierzysz siebie PANU Jezusowi, to nawet jeden grzech eliminuje twoje szanse na zbawienie i życie wieczne. Prawo Boże jest bardzo surowe. Bóg dał ci jednak wyjście z tej sytuacji: PAN Jezus Chrystus Bóg zszedł na ziemię jako Syn Boga i umarł za twoje grzechy i zmartwychwstał. Jeżeli w to uwierzysz i zaakceptujesz fakt, że masz możliwość w trakcie swojego życia na ziemi zostać zaadoptowanym jako dziecko Boże, czyli do Bożej rodziny, poprzez Słowo Boże, modlitwę, pokutę oraz akt uwielbienia PANA Boga, zyskujesz nową naturę i stajesz się lepszy niż są ludzie niewierzący. Nawet jeżeli teraz zgrzeszysz, to Bóg Ojciec patrzy na ciebie przez pryzmat świętości swojego Syna, którego krew uwolniła cię od kary za grzechy oraz jako twój ojciec, który chce i może wybaczyć ci twój nawet ciężki grzech, oczywiście jeśli prosisz o przebaczenie Ojca za pośrednictwem Syna Bożego. Karą za grzech dla wszystkich pozostałych ludzi, którzy odrzucili Bożą łaskę oraz szansę na stanie się Bożym dzieckiem, jest wieczne oddzielenie od Boga, druga śmierć i piekło. Oznacza to nic innego jak to, że ich ojcem jest Szatan i to właśnie z nim zdecydowali się spędzić swoją wieczność w piekle. Każdy bez wyjątku podejmuje w tym życiu decyzję duchową i nikt nie jest zwolniony od walki. Człowiek wierzący w Boga zyskuje siłę do dobrego życia, pełnego dobrych uczynków, a jego motywacją jest strach przed Bogiem, chęć zadowolenia Boga, wdzięczność dla Niego, chęć osiągnięcia świętości oraz ostatecznego zbawienia. Tylko święci ludzie mogą dojść do życia wiecznego i znaleźć się w Niebie, z Bogiem. Jeżeli w trakcie życia na ziemi odwrócisz się od Boga i popadniesz w stan świadomego grzechu, utracisz swoje zbawienie i szansę na życie wieczne bezpowrotnie. Wprawdzie sama natura poucza nas, że dziecko jest zawsze biologicznym dzieckiem swoich rodziców, jednak prawo Boże i ludzkie (Mojżeszowe) mówi nam, że rodzic może wyrzec się swojego dziecka, jeżeli nastąpi uzasadnienie takiego czynu. Należy pamiętać, że dziecko Boże wchodzi w relację z PANEM Jezusem i nic ani nikt nie wyrwie go z ręki Boga, jednak każdą narzeczeńską relację można przerwać poprzez uzasadnienie niewierności narzeczonego lub narzeczonej, czyli zdrady zwanej w terminologii biblijnej bałwochwalstwem, a inaczej – służeniem Szatanowi (Bóg dba o swoje standardy, określając się wiernym, On nie wypycha nas z relacji!) Bóg trzyma cię mocno za rękę, jednak jeżeli sam wyrwiesz swoją rękę z Jego uścisku, On także puści ciebie i zakończy swój przyjacielski związek z tobą, a ty stracisz bezpowrotnie status członka Boskiej rodziny. Bóg nie da się z siebie naśmiewać, On dobrych traktuje dobrze, a przewrotnych w sposób przewrotny, swoich przyjaciół po przyjacielsku, swoich wrogów – we wrogi sposób!