BIAŁE GWIAZDY (24 LUTEGO 2026)

Białe gwiazdy

Zamykasz bramę Mostu

co oku dała Blask

Tęsknota rwie Komórki

i tworzy krwawy Znak

Słowa jak białe Gwiazdy

z daleka żarzą się

nie słychać ich Melodii

zła Mgła zakryła cię

Nie oddasz ciepła Dłoni

włożyłeś Rękawiczki

już zawróciły Konie

sprzed Wrót naszej Kapliczki

Zima przykrywa Szyję

sypie na wspomnień Karty

i zapomniałam choć żyję

czy byłeś Serca warty

22 listopada 2009

SŁOWO NA DZISIAJ (24 LUTEGO 2026)

A gdy otworzył piątą pieczęć, widziałem pod ołtarzem dusze zabitych z powodu słowa Bożego i świadectwa, które złożyli.

6:10

I wołały donośnym głosem: Jak długo jeszcze, Panie święty i prawdziwy, nie będziesz sądził i nie pomścisz naszej krwi na mieszkańcach ziemi?

6:11

I dano każdemu z nich białą szatę, i powiedziano im, aby odpoczywali jeszcze przez krótki czas, aż dopełni się liczba ich współsług i braci, którzy mają zostać zabici jak i oni.

6:12

I zobaczyłem, gdy otworzył szóstą pieczęć, a oto nastąpiło wielkie trzęsienie ziemi i słońce stało się czarne jak włosiany wór, a księżyc stał się jak krew.

6:13

Gwiazdy niebieskie spadły na ziemię, podobnie jak drzewo figowe zrzuca niedojrzałe figi, gdy potrząśnie nim gwałtowny wiatr.

6:14

I niebo ustąpiło jak zwój zrolowany, a każda góra i wyspa ruszyły się ze swoich miejsc.

6:15

A królowie ziemscy i możnowładcy, i bogacze, i wodzowie, i mocarze, i każdy niewolnik, i każdy wolny ukryli się w jaskiniach i skałach górskich.

6:16

I mówili do gór i skał: Padnijcie na nas i zakryjcie nas przed obliczem zasiadającego na tronie i przed gniewem Baranka;

6:17

Bo nadszedł wielki dzień jego gniewu. I któż może się ostać?

Ap 6, 9-17 (UBG)

DODATKOWE SŁOWO NA DZISIAJ (23 LUTEGO 2026)

DODATKOWE SŁOWO NA DZISIAJ:

USPOKÓJCIE SIĘ I UZNAJCIE, ŻE JA JESTEM BOGIEM (Ps 46, 10)
WSZYSTKIEGO, COM WAM POWIEDZIAŁ, PRZESTRZEGAJCIE! IMIENIA INNYCH BOGÓW NIE WSPOMINAJCIE, BY GO NIE SŁYSZANO Z UST WASZYCH. (WJ 23, 13)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XVIII) (23 LUTEGO 2026)

Po zakończeniu ŚDM Nitka – doświadczywszy go przeważnie w formie zbierania od jego uczestników datków oraz w postaci krótkich, religijnych rozmów – decyduje się wrócić do swojego „domku” na granicy dwóch państw, Winogrodii i Korpadii. Nie może się jeszcze przystosować do życia w wielkim mieście, do starej gehenny, do niemej nienawiści i pogardy swoich rodziców i pozostałych członków rodziny, jest zbyt wcześnie i to zbyt wielki, emocjonalny krok. Jest już późny wrzesień, aura jest chłodna i deszczowa. Kobieta wciąż jednak ma siły, by kontynuować swoje dotychczasowe życie, przypominające obecnie trochę styl prowadzenia się amerykańskiego poety, pisarza i filozofa transcendentalisty, Henry’ego Davida Thoreau (który spędził całe dwa lata w samotności nad stawem Walden w lasach concordzkich i wówczas stworzył swoje najbardziej poczytne dzieło „Walden, czyli życie w lesie”, które znacząco zainspirowało późniejszych założycieli Partii Pracy.)

Jednak z nadejściem października Nitka traci siły na żywienie się, jak do tej pory, paroma ziemniakami dziennie, pożąda już raczej hamburgera i pizzy, dań łatwych i przyjemnych dla jej wszystkich rodzajów stęsknionych regularnego żywienia kubków smakowych, potraw natychmiastowo sycących. Co więcej, nie lubi już tak bardzo swojego dawnego obozowiska. W tych trudnych dla niej dniach zdarza się jednak rzecz niesłychana – jej PAN – najwyraźniej zdjęty litością dla niej przed nadchodzącą pełnią zimnej jesieni – pcha ją mocno do przodu i oto Nitka zaczyna się na nowo modlić. Podejmuje decyzję o codziennej, dziesięciominutowej modlitwie i choć nie umie tego w pełni przestrzegać, PAN zwraca na nią znowu baczniejszą uwagę jako na swoją tułającą się z daleka od  domu i kościoła chrześcijańskiego owieczkę. Kobieta postanawia na nowo spróbować wrócić do swojego keheńskiego gniazda i rozpocząć w nim stare, ale jednocześnie i, w pewnym głębokim i duchowym sensie, nowe życie. Ma w końcu teraz dużo więcej energii i wewnętrznej siły, ma poczucie odnowienia i całkowitej regeneracji swojego wcześniej zużytego  głębokim stresem organizmu.

Nitka udaje się pociągiem bez biletu do Prostej-Białej, przy czym konduktor pozwala jej przejechać ten dystans bez biletu, najwyraźniej użaliwszy się nad nią. Kobieta włóczy się teraz po mieście, odwiedzając lokale i rozglądając się wokół; nie ma pomysłu na żadną aktywność poza zbieraniem pieniążków po otwartych na ludzką nędzę mieszkaniach w tej uroczej, górskiej, dobrze jej znanej z młodzieńczych lat brawurowych jak na jej sytuację znajomości i turystycznych wypadów, miejscowości. W pewnym momencie, zmęczona, strudzona i zniecierpliwiona postanawia spędzić kolejną noc nie na klatce w bloku, nie na ganku przypadkowego gospodarstwa, ale w przytułku dla bezdomnych. Przedtem jednak, zanim nastąpi ta jej wyraźnie prorocza i newralgiczna noc, kobieta instynktownie szuka ratunku – pyta nieznajomego mężczyznę na przystanku autobusowym o drogę do noclegowni dla bezdomnych, budząc w nim najwyraźniej litość i wyrzuty sumienia. Mężczyzna jest wprawdzie dobrze zorientowany w geopolityce swojego miasteczka, ale w tej chwili, zamiast informacji, jako odpowiedź wręcza jej dwadzieścia złotych – „na życie” po lepszej stronie winogrodzkiej hierarchii społecznej. Nitka stwierdza, że te fundusze przeznaczy na godne życie i, w związku z tym, decyduje się wrócić autobusem do Kehenny, do rodziców – tak, już po raz kolejny raz, wraca do nich swoimi myślami i planami.

Z MOICH AFORYZMÓW… (23 LUTEGO 2026)

Czasem czym bliżej jesteśmy Boga, tym bardziej odkrywamy, jak dalecy od Niego jesteśmy – gdyż On otwiera nasze oczy.

Ceną za bycie blisko Boga jest odrzucenie przez człowieka.

Pozwólmy dzieciom być nam posłusznymi, nie rozgoryczajmy ich – inaczej będą się starały być  posłuszne innym, obcym, wtedy, kiedy powinny już podejmować własne decyzje.

Jednym z najważniejszych niewypowiedzianych życzeń dziecka jest to, aby mogło być nam posłuszne.

UŚMIECH (23 LUTEGO 2026)

Uśmiech

…I świat założył

uśmiech

na obojętną

twarz

zakupił beret słońca

na zimowe długie sprawy

i drzewa malują liście

i krokus zaciska wargi –

czerwień kapie na trawy

i księżyc mruga okiem

i płonie kciuk latarni –

malutki nocny żarcik

w samotną noc grudniową

inwentaryzuję serce

sprawdzając czy jesteśmy

jednego dotyku warci…

27 listopada 2009

SŁOWO NA DZISIAJ (23 LUTEGO 2026)

Potem Mojżesz i Aaron przyszli do faraona i powiedzieli: Tak mówi PAN, Bóg Izraela: Wypuść mój lud, aby dla mnie obchodził święto na pustyni.

5:2

Faraon odparł: Któż to jest PAN, abym miał słuchać jego głosu i wypuścić Izraela? Nie znam PANA, a Izraela też nie wypuszczę.

5:3

I odpowiedzieli: Bóg Hebrajczyków ukazał się nam. Pozwól nam iść trzy dni drogą na pustynię i złożyć ofiarę PANU, naszemu Bogu, by nie nawiedził nas zarazą albo mieczem.

5:4

Król Egiptu zapytał ich: Dlaczego wy, Mojżeszu i Aaronie, odrywacie lud od pracy? Idźcie do waszych robót.

5:5

I faraon dodał: Oto lud tej ziemi jest teraz liczny, a wy go odrywacie od robót.

5:6

Rozkazał więc faraon tego dnia nadzorcom ludu i jego przełożonym:

5:7

Już więcej nie będziecie dawać ludowi słomy do wyrobu cegły, jak dotychczas. Niech sami idą i zbierają sobie słomę.

Wj 5, 1-7 (UBG)

DODATKOWE SŁOWO NA DZISIAJ (22 LUTEGO 2026)

DODATKOWE SŁOWO NA DZISIAJ:

Głos przemówił: Wołaj. I zapytano: Co mam wołać? Wszelkie ciało jest trawą, a cały jego wdzięk jak kwiat polny.
40:7
Trawa usycha, kwiat więdnie, gdy wiatr PANA powieje na nie. Zaprawdę ludzie są trawą.
40:8
Trawa usycha, kwiat więdnie, ale słowo naszego Boga trwa na wieki.
40:9
Wstąp na wysoką górę, Syjonie, który opowiadasz dobre wieści. Podnieś mocno swój głos, Jerozolimo, która opowiadasz dobre wieści; podnieś go, nie bój się, powiedz miastom Judy: Oto wasz Bóg.
40:10
Oto Pan BÓG przyjdzie z mocą, jego ramię będzie panować. Oto jego zapłata z nim, a jego dzieło przed nim.
40:11
Jak pasterz będzie pasł swoją trzodę, swoim ramieniem zgromadzi baranki, na swoim łonie będzie je nosił, a ciężarne poprowadzi ostrożnie.

Iz 40, 6-11 (UBG)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XVII) (22 LUTEGO 2026)

Zbliża się ŚDM – długo planowane Światowe Dni Młodzieży, spotkanie w Winogrodii z papieżem Innocentym XIV. Nitka chce wziąć udział w tej imprezie, zaczyna układać szalone plany nieodległego przyjazdu do Kehenny, chociaż nie ma już żadnych pieniędzy zarobionych z jej zawirowanej „pielgrzymki.” Ponadto ludzie w okolicy zaczynają poszukiwać tej, która „okradła” ich z ich funduszy (dzieje się tak mimo faktu, iż kobieta zbierała bardzo drobne sumy pieniędzy; jednak ktoś wyjątkowo „sprytny”, w sensie swojej zdolności do kłamstwa i plotki, najwyraźniej wykrzywił tę rzeczywistość.) Nitka nie poddaje się jednak i wsiada do autostopu, jedzie z kierowcą, młodym miłym mężczyzną, aż do Perry. Tam organizuje dziesięć złotych, zbierając je po domach pod pretekstem jej ciężkiej choroby nowotworowej. Jednak kobieta nie ma już tolerancji na swoje nieszczęście – uzbierane pieniążki wydaje z szybkością błyskawicy na hamburgera i coś tam jeszcze drobnego do popicia. Wsiada znowu do stopa i jedzie ze starszym już mężczyzną do Pandemii. Po drodze cały czas rozmawiają, Nitka żywo opowiada swojemu kierowcy, że podróżuje aż do Kehenny na ŚDM, by modlić się  o swoje uzdrowienie z głębokiej choroby psychicznej, schizofrenii paranoidalnej. Starszy pan wiezie ją swoim wozem aż do Pandemii, po czym kobieta pociągiem udaje się do swojego własnego miasta urodzenia. Nie ma biletu, wymusza przejazd, kłócąc się z konduktorem PKP Intercity i upierając się, iż jest wolontariuszką kościelną, w związku z tym jedzie na ŚDM i ma zamiar dojechać tam, na miejsce docelowe, za darmo. Konduktor najpierw krzyczy na nią i nie zgadza się, ale ostatecznie macha ręką i miłosiernie zostawia ją swojemu losowi. Nitka przegapia jednak Kehennę i dojeżdża tym pociągiem aż do Winnej. Tu odwiedza „koleżankę” z miejscowego winieńskiego kościoła i prosi ją uniżenie o pomoc finansową w dojeździe do miejscowości zamieszkania. Kobieta traktuje ją, co jest policzkiem w twarz, z góry, jest wyraźnie zezłoszczona i okazuje jej jak najgorszą wolę – chociaż bogata, odmawia udzielenia nawet tak maleńkiego wsparcia i tylko częstuje skromnym posiłkiem. Smutna i wyczerpana, Nitka chodzi po Winnej i znowu prosi miejscowych o datki na jej pozorowane leczenie. Wreszcie stopem dojeżdża do Kehenny, a zebrane fundusze wydaje na pierwszy w miejscu rodzinnym zakup gotowej żywności.

Jej dom stoi, jak wkrótce stwierdza, pusty – nie ma ani śladu po jego mieszkańcach – skrzywdzonych społecznie i krzywdzących potem i ją rodzicach – podeptawszy wielokrotnie i na różne sposoby krew Chrystusa oraz chrześcijańską wiarę zgotowali jej przecież ten okrutny los. Kobieta chodzi uporczywie od sąsiada do sąsiada, rozpytując o powodzenie i miejsce pobytu jej ojca i matki. Sąsiedzi informują ją, że niedawno byli oni widziani w dobrym zdrowiu, i że wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku, jak również że nie ma najmniejszych powodów do paniki. Nitka pewnego wieczoru jednak nie wytrzymuje napięcia i dzwoni z telefonu stróża okolicznej szkoły podstawowej nr 2 na osiedlową Policję. Skarży się, że podejrzewa, iż rodzicom stała się krzywda i z tego powodu nie otwierają jej drzwi, chociaż powinni być według niej – osaczonej przez myślenie kontrfaktyczne – ze względu na ich milczące cierpienie i wstyd, głęboko ukryci w  mieszkaniu. Przyjeżdża radiowóz policyjny i na szczęście trzeźwo proponuje wykonanie telefonu na numer ojca Nitki i tym samym sprawdzenie, gdzie oni obecnie przebywają i w jakim są stanie. Okazuje się, że jej rodzice od niedawna przebywają już w mieszkaniu, wrócili po południu tego samego dnia, w którym to się dzieje, znad morza, z urlopu, czego kobieta zupełnie nie wzięła pod uwagę. Nitka wchodzi do mieszkania i układa się do spania. Za jakiś czas zrozumie, że gdyby nie ta interwencja policyjna, rodzice nigdy nie zdecydowaliby się ją z powrotem przyjąć do domu. Kobieta jednak tak bardzo boi się pobytu w psychiatrycznym szpitalu stacjonarnym, że nie może przespać ze swoimi rodzicami jednej nocy – decyduje się raczej mieszkać pod Kehenną, w wybranych okolicznych miejscowościach i tylko czasem pojawiać się na posiłku w domu. Jest jej bardzo ciężko tak egzystować – jest już zimno i wilgotno, nadszedł początek pory jesiennej, szybko nadejdzie także i zima. Ponadto czuje się jak związana przez niewidoczną „siłę” – w Kehennie nie potrafi być szczęśliwa ani wolna. Coś ją tutaj pęta i przydusza, zapewne przekleństwa czcicieli Szatana i jego nadchodzącego syna, Antychrysta, być może zaadresowane również przeciwko niej – autorce dwóch chrześcijańskich książek – jednego tłumaczenia i jednego tytułu własnego autorstwa.

Z MOICH AFORYZMÓW… (22 LUTEGO 2026)

Mężczyźni mają zarówno więcej współczucia, jak i wyobraźni niż kobiety – dlatego to oni zazwyczaj powinni być liderami swoich społeczności.

To fakt, że nie można uratować wszystkich ludzi, ale należy starać się uratować wszystkich, których znamy.

Chrześcijanom tak naprawdę trzeba zazdrościć –  oni idą do Nieba, a krótki, trudny czas życia na Ziemi przedłuży się  w doskonałą Wieczność z ich Bogiem.