MARSJANKA W DYSKURSIE FILOZOFICZNYM O EWOLUCJONIZMIE KAROLA DARWINA (POPRAWIONE)

Napotkawszy pewnego innego Ziemianina, który – jeszcze nieświadomy swojego nadchodzącego szczęścia – w sposób wyedukowany i wypracowany upominał swojego synka w kwestii dobrych manier w przedszkolu, nie zastosowawszy przy tym kary cielesnej –  uraczyła go skondensowaną niczym słodkie, zagęszczone mleko dawką informacji o miłości PANA Jezusa, i tak wdała się w dyskusję o drzewie rodowym w darwinizmie.

Model drzewa rodowego (drzewo życia) w darwinizmie to – według AI – a przytoczę tu słowo w słowo jej stwierdzenie – rozpoczęła tę dysputę kosmitka – to graficzna metafora przedstawiona przez Karola Darwina w 1859 r., obrazująca hipotezę, że wszystkie gatunki wyewoluowały z jednego lub kilku wspólnych przodków. Proces ten, zwany „pochodzeniem z modyfikacją”, pokazuje ewolucję jako rozgałęziający się pień, gdzie konary to grupy pokrewnych organizmów, a węzły symbolizują powstanie nowych gatunków. 

W 1859 r. w swoim kultowym dziele „O powstawaniu gatunków” Karol Darwin postulował, iż drzewo filogenetyczne jest faktem przyrodniczym, które wyjaśni rozwijająca się w przyszłych latach nauka. Na tamtym etapie wiedzy zaproponował za przyczynę ewolucji tzw. „dobór naturalny”, to jest zastępowanie form macierzystych lepszymi, lepiej dostosowanymi do warunków środowiskowych strukturami życia, czyli gatunkami. Takie drzewo filogenetyczne, dla wielu, w sposób przystępny obrazowało historię życia na Ziemi. Darwin wyobraził sobie, że w punkcie zero istniał jeden przodek, nazwany przez niego „Luca” (dlaczego nie „Adam”?), który  dał początek całemu pniowi drzewa i wszystkim kolejnym gatunkom. Z tego pnia powstały gałęzie i wreszcie wyrosło wielkie, rozgałęzione drzewo. Poszczególne gałęzie drzewa reprezentują  osobne gatunki. Natomiast punkt rozgałęzienia w drzewie stanowi miejsce, gdzie z jednego gatunku ewoluowały co najmniej dwa różne od siebie kolejne gatunki. Organizmy znajdujące się na szczycie drzewa są osobnikami, które przetrwały do dziś i które możemy obecnie podziwiać własnymi oczami.

Powyższe drzewo filogenetyczne opiera się zatem na mechanizmie doboru naturalnego, w przebiegu którego następują zmiany cech dziedzicznych w kolejnych pokoleniach i są one odpowiedzialne za różnicowanie się, a zatem i rozgałęzianie się linii ewolucyjnych. Gatunki nie są, jak widzimy, niezmienne w czasie, ale stale ewoluują w kolejne, lepiej przystosowane do ich niszy ekologicznej organizmy. Obecnie wzorzec pokrewieństw międzygatunkowych jest eksplikowany przez zjawisko zwane endosymbiozą, hybrydyzacją lub horyzontalnym transferem genów, przy czym ten ostatni proces polega na wymianie materiału genetycznego między bakteriami i archeonami, a innymi gatunkami, również tymi taksonomicznie odległymi (przy czym archeony (Archea) to według AI  jednokomórkowe, jednojądrowe drobnoustroje prokariotyczne, stanowiące odrębną od bakterii i eukariontów trzecią domenę życia. Choć przypominają bakterie, genetycznie i biochemicznie są bliższe organizmom jądrowym (Eukarya). Słyną z życia w ekstremalnych warunkach (ekstremofile), ale zasiedlają również jelita ludzkie.)

Wspomniany wzorzec powinowactw międzygatunkowych jest więc powszechnie wyjaśniany, jak już wspomniałam, przykładowo przez fenomen biologiczny nazywany endosymbiozą i powstawanie hybryd międzygatunkowych (hybrydyzację.)

Przegląd AI pozwala nam uzyskać wgląd w definicję powyższych trzech zjawisk, kluczowych dla teorii ewolucji Darwina, to jest podaje takie fakty:

Horyzontalny transfer genów (HGT), endosymbioza i hybrydyzacja to kluczowe, pozapionowe mechanizmy ewolucji, które wymieniają lub łączą materiał genetyczny między różnymi liniami, tworząc sieć powiązań zamiast prostego drzewa życia. Procesy te, obejmujące fuzje genomów i wymianę DNA, napędzają adaptację, np. u bakterii i grzybów. 

  • Horyzontalny transfer genów (HGT): Przemieszczanie materiału genetycznego między organizmami w tym samym pokoleniu (nie rodzic-potomek), powszechne u bakterii (koniugacja, transformacja, transdukcja).
  • Endosymbioza: Proces, w którym jeden organizm żyje wewnątrz drugiego, prowadzący do fuzji genomów; uważa się ją za mechanizm powstania eukariontów, gdzie endosymbionty (prokarioty) stały się organellami (mitochondria, chloroplasty).
  • Hybrydy międzygatunkowe: Powstają w wyniku krzyżowania się blisko spokrewnionych gatunków, co prowadzi do wymiany genów i potencjalnie nowej zmienności genetycznej. 

Analizując głębiej i bardziej detalicznie na przykład endosymbiozę, dowiadujemy się, iż jest ona rodzajem ścisłej symbiozy, w przebiegu której jeden organizm (endosymbiont) bytuje wewnątrz komórek lub tkanek drugiego organizmu (gospodarza) z obopólnymi korzyściami. Ta hipoteza endosymbiozy pozwala na wyjaśnienie, jak twierdzą jednak tylko ewolucjoniści, fani Darwina, powstanie eukariontów. Według nich mitochondria i chloroplasty są dawnymi bakteriami, wchłoniętymi przez komórkę praeukariotyczną dla własnych benefitów. Taki endosymbiont jest fagocytowany lub na inne sposoby pochłaniany przez gospodarza, ale nie trawiony lecz właśnie asymilowany. Przykładem endosymbiozy mogą być zooksantelle, a więc jednokomórkowe glony, żyjące w niektórych, to jest specyficznie morskich zwierzętach.

Marsjanka, świadoma budującego się między nią, a swoim rozmówcą (a bardziej poprawnie – słuchaczem) intelektualnego oraz emocjonalnego napięcia, wysiliła się teraz, mimo rodzącej się w niej agresji oraz emocjonalnej blokady oraz na przekór ubytkom koncentracji wskutek działania jej silnych leków psychotropowych, by własnymi słowami obalić na błyskawiczną i precyzyjną modłę hipotezę ewolucji, tę hipotezę rozgryzaną i kształtowaną oraz uzupełnianą przez kolejne pokolenia poważanych i uznanych naukowców.

Po pierwsze, kosmitka zaczęła swój finalny, jak najbardziej starannie logiczny wywód, przekazywanie genów i ich modyfikacja odbywa się wyłącznie w obrębie jednego gatunku, to jest poprzez rozmnażanie. Dowodem na ten pogląd jest fakt występowania na Ziemi wszystkich poszczególnych gatunków zwierząt i roślin, to jest niezmodyfikowanych i nieprzystosowanych do życia tak dobrze jak człowiek, wbrew ocenie Darwina i opinii współczesnych nam ewolucjonistów, a zatem istnienie gatunków zasadniczo różnych od homo sapiens. Każdy gatunek i forma życia są świetnie i wystarczająco przystosowane do funkcjonowania w obrębie tego, co Biblia określa jako „rodzaj” życia. Nie jest możliwe rozgałęzienie pnia ewolucyjnego, gdyż jeden osobnik nie może przekształcić się w dwa inne, zupełnie odrębne i niepodobne do siebie organizmy jak tylko na drodze genetycznego rozrodu (przy czym genetyczne rozmnażanie, według AI,  obejmuje procesy przekazywania materiału genetycznego, dzielące się na płciowe (generatywne) i bezpłciowe (wegetatywne/agamiczne), a zjawisko to oraz fakt obserwujemy stale na naszej planecie. Rozmnażanie płciowe łączy geny dwojga rodziców, zwiększając zmienność genetyczną, podczas gdy bezpłciowe (np. podział, pączkowanie) tworzy potomstwo genetycznie identyczne z rodzicem. Procesy te są kluczowe dla ciągłości gatunków.)

Gdyby endosymbioza miała doprowadzić do modyfikacji danego gatunku, przykładowo nas samych, wówczas wiele chorób bakteryjnych czy też wirusowych wywołałoby w konsekwencji taki rezultat w każdym z nas w trakcie przebiegu chorób bakteryjnych, takich jak angina,  borelioza, tężec, gruźlica, dżuma. Te choroby musiałyby doprowadzić do modyfikacji objętych nimi osobników, chociaż prawdopodobnie, jako że są one właśnie zaburzeniami funkcjonowania organizmu przez dany czas, na gorsze i mniej wyspecjalizowane. Podobnie, obecność bakterii symbiotycznych, przykładowo w jelitach homo sapiens, musiałaby spowodować u człowieka jakąś widoczną zmianę na lepsze, zwłaszcza poprzez korelację pracy mózg – jelita, to jest poprzez przez tę istniejącą w człowieku oś, czyli inaczej wzajemną zależność tych dwóch organów. Na przestrzeni ziemskiej historii człowieka zdarzyło się wiele epidemii czy też nawet pandemii, (słynna pandemia koronowirusa z 2019 roku istnienia człowieka na Ziemi) powodujących wymieranie gatunku ludzkiego, ale nigdy jego modyfikację do innego zwierzęcia.

Ten świat, zwany Ziemią, powinien być pełny, na zasadzie dowodowej i potwierdzonej przez naukę, jedynie ludzi, a nie innych gatunków zwierząt, które powinny były ulec modyfikacji, przystosować się (do bycia człowiekiem) i finalnie „zamienić się” w homo sapiens. Tymczasem wszystkie gatunki zwierząt i roślin, opisane przez naukę zwaną biologią, które miały rzekomo ulec modyfikacji i stać się podobnymi do człowieka, współwystępują z człowiekiem i wydają się być z tego zadowolone i zdają się chwalić Boga za to, że istnieją i zarazem za to, w jakiej formie występują i są. Nauka informuje nas, iż w jaskini Szanidar, na obszarze Kurdystanu (północny Irak), natrafiono na szczątki dziewięciu neandertalczyków. Ewolucja naucza nas, iż człowiek powstał bezpośrednio z innych gatunków homo, to jest z homo habilis (człowieka zręcznego), następnie z homo erectus (człowieka wyprostowanego), wreszcie z homo sapiens neanderthalensis (człowieka rozumnego neandertalskiego), i równoległe z nim 40 tysięcy lat temu pojawiliśmy się my, to jest homo sapiens sapiens. Jednak, gdyby neandertalczyk istotnie uległ modyfikacji, nie występowałby obok homo sapiens sapiens, gdyż już by ewoluował, to jest przekształcił się w nas, stał się nami i by go nie było. Jest to sprzeczność sama w sobie, śmieszna do łez. Odkrycie szczątek neandertalczyka nie musi wskazywać na przebieg ewolucji, a tylko na fakt, iż kiedyś dawno temu istniał taki podobny do nas gatunek, podobnie jak współwystępują z nami bardzo zbliżone do nas pod kątem DNA szympansy i orangutany, ale wymarł tak jak przykładowo dinozaury i smoki. Z neandertalczykiem nie łączy nas nic poza pewnym podobieństwem.

Kosmitka, cała zjeżona i nastawiona na oczywisty dla niej rezultat w przebiegu swojej dyskusji, nie zauważyła nawet, iż w gruncie rzeczy zastosowała nieco przydługi monolog, mogący znudzić odbiorcę, i – zauważywszy ten fakt, jeszcze mocniej się zjeżyła i następowo, zadała młodemu jeszcze człowiekowi proste pytanie, które zawsze nieodmiennie poprawiało jej nastrój: „Czy jest pan gotowy do pokuty przed Bogiem za swoje grzechy?”

Z MOICH AFORYZMÓW… (9 LUTEGO 2026)

Ten, kto nas nienawidzi, a jednocześnie pełni dla nas dobre uczynki staje się dla nas zgorszeniem, gdyż uprawia hipokryzję. Dobre uczynki mają jedynie wtedy wartość przed Bogiem i są pożyteczne ludzi, gdy wypływają z miłości.  Fałszywe dobre uczynki wywołują więcej złego niż dobrego.

Miłość jest najważniejsza, ale czasem bardziej potrzebujemy szacunku niż miłości.

Jeżeli ktoś nas skrzywdził, nadstawmy mu drugi policzek; okażmy mu miłość i wyciągnijmy do niego rękę – inaczej być może zemści się za to, że nie mógł się z nami pojednać.

JĄDRO ŻYCIA (9 LUTEGO 2026)

Jądro życia

 

Kocham cię

tęczą na niebie

i księżycem w nocy

nasionami lnu

i płatkami słonecznika

ciepłem kociej sierści

zwiniętej do snu

Przestępuję wrota twojego ciała

wilgotna sokiem twego życia

pływam w zatokach oceanu

bawiąc się kłębkami korali

napotkanymi po drodze

słyszę pośpieszne bicie twojego dzwonu

jak na wielkie święto –

święto naszej ziemi

jestem już tak blisko

w jądrze twej istoty –

w przedsionku i w komorze

Pływamy teraz razem

w zagajnikach i ogrodach

twej szeroko rozkwitłej zieleni –

w morzu naszych oczu

na plażach naszych ust

cumując w rozpalonej przystani

gardzieli

Jesteś już mną

a ja jestem tobą

i nie ma dwóch chłodnych kolczug

a jedynie długie ciepłe imię

i jedna wielka gorączkowa fala

która będzie odtąd stale powracać

wartkim krokiem o brzasku poranka

aż się stopią moje wargi

i twoje palce

w jeden złoty drogocenny kruszec

w jedną miłość stalową jak życie

nieśmiertelną jak bicie zegara

nieugiętą jak ramiona Nike

Będę strzałą

która mierzy prosto w twoje serce

będziesz pieśnią moją i skocznym Amorem

pocałunkiem i szczęśliwym skarbem

zwilżającym mnie prężnym językiem

2007

SŁOWO NA DZISIAJ (9 LUTEGO 2026)

Mojżesz powiedział do Boga: Kiedy pójdę do synów Izraela i powiem im: Bóg waszych ojców posłał mnie do was, a oni zapytają mnie, jakie jest jego imię, cóż im odpowiem?

3:14

Wtedy Bóg odrzekł do Mojżesza: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was.

3:15

I mówił jeszcze Bóg do Mojżesza: Tak powiesz synom Izraela: PAN, Bóg waszych ojców, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba, posłał mnie do was. To jest moje imię na wieki i takim ma pozostać w pamięci po wszystkie pokolenia.

3:16

Idź, zgromadź starszych Izraela i mów do nich: Ukazał mi się PAN, Bóg waszych ojców, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, i powiedział: Nawiedziłem was i widziałem, co wam uczyniono w Egipcie.

3:17

I postanowiłem: Wyprowadzę was z utrapienia Egiptu do ziemi Kananejczyków, Chetytów, Amorytów, Peryzzytów, Chiwwitów i Jebusytów, do ziemi opływającej mlekiem i miodem.

3:18

Wtedy usłuchają twego głosu. I pójdziesz ty i starsi Izraela do króla Egiptu i powiecie do niego: PAN, Bóg Hebrajczyków, spotkał się z nami. Dlatego teraz pozwól nam pójść, proszę, w trzy dni drogi na pustynię, aby złożyć ofiarę PANU, naszemu Bogu.

Wj 3, 13-18 (UBG)

MARSJANKA W PRÓBIE OBALENIA TWARDEGO DETERMINIZMU (8 LUTEGO 2026)

Wdając się w zażartą dyskusję o twardym determinizmie z pewnym czterdziestolatkiem, kosmitka rozpoczęła swój wywód od przytoczenia definicji tego popularnego prądu filozoficznego. Jest on hipotezą wyrażającą przekonanie, iż każde zdarzenie ma swoją przyczynę, a wszystkie wybory ludzi są  z góry zdeterminowane, zatem nie istnieje wolność wyborów i nie ma wolnej woli. Jeśli wydarzy się X, musi wydarzyć się Y. Dalej, jeżeli każde zdarzenie jest wywołane przez daną przyczynę, to nikt nie mógł postąpić inaczej, niż rzeczywiście postąpił. Kiedy Vera przeczytała o tej teorii w interesującej pozycji Paula Kleinmana „Filozofia. Przewodnik dla lubiących rozkminiać bez bólu”, pomyślała, że jeśli tylko ktoś przy władzy chciałby jej przez chwilę wysłuchać, ona obaliłaby w pięć minut tę teorię, do której zapałała szczególną namiętnością. Powodem jej gorącej reakcji na ten prąd umysłowy Ziemi, który wydawał się być w tej dobie dla Ziemian bardzo aktualny, był fakt, iż nagle zrozumiała, że panował nawet w jej Centrum Zdrowia Psychicznego BBC i w coraz większym stopniu kierował decyzjami tutejszego personelu medycznego, ku przerażeniu kurujących się w nim pacjentów.

Zaczynając, powiedziała Vera, Zaczynając, powiedziała Vera, czym jest właściwie ten tajemniczy „X”, cóż to za siła obecna w świecie, czyżby to nie była czasem siła nadprzyrodzona, uciskająca i manipulująca bezradnym, intelektualnie i psychicznie słabym człowiekiem? Siłami powodującymi nami są Bóg i Szatan, jednak pewne nasze zachowania są wynikiem naszych własnych, ludzkich myśli, to jest pozostają w obszarze naszej wolnej woli i sami się do nich motywujemy. Po drugie, grupa ludzi, na których działa jeden bodziec, odpowie na niego zazwyczaj na różne sposoby. Dotyczy to nawet w wielu przypadkach naszej fizjologii. Przykładowo, jeżeli lider grupy wyrazi o niej negatywną, niesprawiedliwą i krzywdzącą opinię, jedni w grupie się obrażą i będą milczeć, inni się obrażą i wyrażą to agresywnym, niezadowolonym komentarzem, inni się obrażą, ale przebaczą i dadzą temu ekspresję w postaci pokornej, merytorycznej oraz dążącej do wewnętrznego pojednania grupy  oraz do pojednania grupy z liderem informacji zwrotnej. Jeżeli X zadziała na dwoje ludzi, z których jeden jest chrześcijaninem, a ten drugi osobnik ateistą czy też satanistą, przy czym X jest zranieniem emocjonalnym i fizycznym, chrześcijanin przebaczy i wyrazi to słowem i gestem, ponadto przyjmie fizyczną postawę obronną, a nawet nadstawi przysłowiowy drugi policzek. Natomiast osobnik niewierzący Bogu odpowie szorstko i zazgrzyta zębami, po czym odda agresorowi kopniakiem i policzkiem w twarz. Bodziec jest ten sam – odpowiedzi w mniej więcej tym samym czasie diametralnie różne.

Weźmy pod uwagę klasę szkolną i jej nauczyciela. Jeżeli pedagog wywoła ucznia do odpowiedzi i zada mu zadanie X, czyli pytanie o wyuczony materiał bądź też zagadkę matematyczną, uczeń może zareagować na to zdarzenie na co najmniej kilka sposobów. Mimo faktu, że zna Y, czyli poprawną odpowiedź i mógłby ten Y zastosować do tej konkretnej sytuacji, jest konceptualne, że wybierze milczeć, odpowiedzieć źle lub odpowiedzieć częściowo. Może także odpowiedzieć właściwie, to jest musimy się zgodzić, że chociaż zna i umie zastosować Y, to może zostać oceniony w skali winogrodzkiej stopni szkolnych od 1 do 6 na od 1 do 6, w zależności od swojego wolnego wyboru. Uczeń może oszukać w ten sposób nauczyciela, skłamać bądź też popisać się i odpowiedzieć  w pełni swojej wiedzy w zależności od swoich wolnych myśli, intencji, nastroju i grupowych celów.

Jeżeli rozpatrzymy okoliczności dotyczące bliźniąt monozygotycznych, to na dany bodziec A, każde z nich odpowiedzieć może na dwa różne sposoby, przykładowo jedno z nich powie: „tak”, a drugie „nie.”

Jeżeli zadziała na nas bodziec A, to możemy odpowiedzieć w praktycznie tym samym czasie, z lekkim tylko przesunięciem czasowym, na kilka sposobów, to znaczy że nastąpi odpowiedź B+C+D+… (n). W ten sposób zaprzeczymy sobie i dokonamy kilku wyborów lub w praktyce żadnego, gdyż na żadną z opcji nie chcemy lub też nie potrafimy się realnie zdecydować. Za egzemplifikację tego przypadku weźmy przykład dawania jałmużny. Na prośbę osoby ubogiej o wsparcie finansowe, przechodzień odpowie zarówno dobrym słowem jak i pieniędzmi, jak i odwiezieniem do noclegowni (w przypadku osoby bezdomnej.) Na pytanie mężczyzny o rękę kobiety, może ona się w pierwszej chwili nie zgodzić wyjść za mąż za tego mężczyznę, w następnej chwili zmienić zdanie i wyrazić zgodę, następnie odpowiedzieć, iż potrzebuje jeszcze trochę czasu do namysłu, wreszcie uśmiechnąć się, a na koniec spoliczkować tego mężczyznę, obrócić się na pięcie i odmaszerować.

PAN  Jezus Chrystus w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie odpiera twardy determinizm, pokazując dwie różne reakcje trzech różnych osób na bardzo oczywistą sprawę, jaką jest bezinteresowna pomoc osobie poszkodowanej. Kapłan i lewita przeszli mimo, Samarytanin opatrzył rany swojego bliźniego i zawiózł go do gospody, przy czym wsparł finansowo właściciela gospody, prosząc go o dalszą opiekę nad chorym, aż do chwili swojego powrotu. Jest możliwe, że w danej grupie dwie lub więcej z osób zareaguje tak samo, jednak bardziej prawdopodobne jest wystąpienie co najmniej dwóch odmiennych reakcji.

Na propozycję zbawienia Bożego dla ludzi istnieją tylko dwie odpowiedzi w olbrzymiej grupie osobników: „tak” lub „nie”, przy czym odpowiada każdy bez wyjątku w wyznaczonym dla siebie momencie.

Czy pan mnie rozumie? – zadała pytanie kosmitka, ze zjeżoną skórą, mocno skoncentrowana pomimo swoich leków psychotropowych i twardo zdeterminowana, by zawalczyć o rozszerzenie się Królestwa Bożego o tego właśnie napotkanego pod „dużą” Biedronką, na zakupach, mężczyznę.

SYMFONIA ZIEMI (8 LUTEGO 2026)

Symfonia ziemi

Kobiety i mężczyźni

są twórcami symfonii ziemi

grają na strunach tej samej przyrody

smyczkami danymi z nieba

A kiedy ty

trącasz moje struny

swymi wrażliwymi palcami

znikają z mego życia

wszystkie nokturny i bemole

i niczego lepszego już nie ma

Odzywa się we mnie

kaskada melodii

które stworzyły strumienie Edenu

wznoszę się po wysokich stopniach gam

by stanąć przy fontannie twoich oczu

Jestem smukłą frazą

zgrabnie przemierzającą

pagórki pięciolinii

zawsze bliska twego twórczego wzroku

uskakuję w zacisze krzyżyków –

chowam się przed tobą

tylko na półnutę –

na muzycznym poboczu

Niebo wylewa się nam na rzęsy

skapując kropelkami czystej wody

do ust

błogosławi igraszki natury

posmak raju na rozgrzanych wargach

jest biletem wstępu

na koncert

roztańczonej naszym śpiewem

przyrody

13 lipca 2007

SŁOWO NA DZISIAJ (8 LUTEGO 2026)

A do anioła kościoła w Laodycei napisz: To mówi Amen, świadek wierny i prawdziwy, początek stworzenia Bożego:

3:15

Znam twoje uczynki: nie jesteś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący.

3:16

A tak, ponieważ jesteś letni i ani zimny, ani gorący, wypluję cię z moich ust.

3:17

Mówisz bowiem: Jestem bogaty i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, że jesteś nędzny i pożałowania godny, biedny, ślepy i nagi.

3:18

Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił, i białe szaty, abyś się ubrał i żeby nie ujawniła się hańba twojej nagości, a swoje oczy namaść maścią, abyś widział.

3:19

Ja wszystkich, których miłuję, strofuję i karcę. Bądź więc gorliwy i pokutuj.

3:20

Oto stoję u drzwi i pukam. Jeśli ktoś usłyszy mój głos i otworzy drzwi, wejdę do niego i spożyję z nim wieczerzę, a on ze mną.

3:21

Temu, kto zwycięży, dam zasiąść ze mną na moim tronie, jak i ja zwyciężyłem i zasiadłem z moim Ojcem na jego tronie.

3:22

Kto ma uszy, niech słucha, co Duch mówi do kościołów.

Ap 3, 14-22 (UBG)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. V) (7 LUTEGO 2026)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. V) (7 LUTEGO 2026)

Nitka myśli o swojej małej kartotece w Internecie, czyli notce o jej poszukiwaniach przez Policję, z czasu kiedy rodzice zgłaszali ją – wyjeżdżającą bez słowa pożegnania z domu – jako osobę zaginioną. Gdyby tylko mogła znaleźć jakiś sposób na pozbycie się tej „karteczki”, jej życie mogłoby się z powrotem jakoś ułożyć. Mogłaby mówić prawdę o sobie i nawet spotkać mężczyznę, i nawet dawać dzieciom korepetycje z języka angielskiego. Wszystko byłoby prostsze. Jak na chwilę obecną skazana jest na samotność i cichy, skradający się coraz wyraźniej, ostracyzm społeczny. Nikt jej sytuacji inaczej by nie postrzegał. Na pagórku, ponad lasem, stoi jakaś instalacja elektryczna. Nitka dziesięcioma butelkami wody polewa ją i łudzi się, że może w ten sposób zaleje globalny Internet. Nie myśli o tym, że przecież czasami pada tu deszcz i również zalewa instalację.

Czuje ciepłe, kwietniowe słońce i upaja się jego słodyczą. Wokół wszędzie jest pięknie, krajobraz górski kusi ją licznymi wycieczkami w plener. Właściwie teraz stanowi sama część tego pleneru – jest bezdomna. Nitka słyszała już kiedyś taką historię, o człowieku bezdomnym, który przez spory czas swojej społecznej kondycji wędrował po górach. Ona uczyniła teraz powtórkę z tej historii.

Nitka nie wybiega myślą daleko do przodu. Ma trochę na uwadze swoją rodzinę i to, co czują i jak zapatrują się na jej nieobecność. Dobrze zna ich okrucieństwo i zgaduje, że i tym razem nie okazaliby jej żadnych rodzicielskich emocji, gdyby zdecydowała się wrócić, ale całkowitą obojętność i surowość, oraz pogardę dla jej losu. Tak, woli być tu, gdzie jest kochana przez samego Wszechmogącego Pana Boga i samą siebie, i przez ten wielki, górski, przyjazny jej pejzaż.

Mija wiele dni, Nitka regularnie spotyka karmiące się sarenki, śpi teraz w ich paśniku pełnym siana. Jest to wspaniała przygoda. Pewnej nocy budzi ją ostry dźwięk. Siada, przerażona na sianie, nasłuchuje. Dźwięk nie powtarza się i kobieta znowu kładzie się spać. Prawdopodobnie autorem dźwięku nie jest człowiek, ale samotna dzika świnia.

Teraz Nitka myśli o wymianie pieniążków na korpadyjską walutę. W tym celu po raz pierwszy od czasu swojej tu obecności schodzi do wsi i rozpytuje się o kantor. Okazuje się, że jest on zlokalizowany dwadzieścia kilometrów w głąb terytorium  kraju. Nitka jest smutna, głodna i bezradna. Decyduje się jednak na spacer do celu, choć nie wie, ile czasu przebywa się pieszo taki dystans. Okazuje się, że zajmie jej to siedem godzin w jedną stronę. W małym miasteczku o nazwie Kajnowo, kobieta wymienia złotówki na korpadyjskie korony lecz przelicznik jest bardzo niekorzystny i otrzymuje za swoją gotówkę jedynie pięćdziesiąt trzy korony. To bardzo mało. Przy jednym posiłku dziennie starczy jej to zaledwie na dwa miesiące życia. Nitka głęboko wzdycha, ale nie poddaje się beznadziei, nie zmienia swoich planów, nie planuje powrotu. Wokół jest uroczo. Nikt jej nie prześladuje, nie nagabuje, nie krzywdzi. Nareszcie znalazła swoje miejsce na ziemi.

Nitka zwiedza sąsiednią przestrzeń i powoli planuje przeprowadzkę. Kiedy w nocy znowu budzi ją jakiś hałas, którym tym razem jest głośne szczekanie psa i nawoływania, zbiera o poranku wszystkie swoje rzeczy i przenosi je na drugą stronę ulicy, w górę całkiem wysokiego pagórka. Tutaj wypatrzyła małą drewnianą, leśną budkę, a ma przecież kłódkę i może jej teraz użyć. Nitka jest już chora z samotności i zbyt krzykliwych, niewypowiedzianych emocji i nie dostrzega zbliżającego się zagrożenia. Przecież poprzez las podąża czasem leśniczy oraz strażnicy graniczni, i ci łatwo odnajdą zamkniętą budkę i oskarżą ją o włamanie. Tego jednak kobieta nie widzi, wyobraźnia wzdyma się i płata jej figle.

Z MOICH AFORYZMÓW… (7 LUTEGO 2026)

Bądź dużą wskazówką na tarczy Ziemi tykającej wokół Słońca – rusz dobro z posad świata, niech wzejdzie jak wielka gwiazda na oceanie Wszechświata.

Jedno jedyne przykazanie – dwie ciągłe linie – w ogromnym ogrodzie Eden – ciężar za duży, by go nieść?

Milczenie jest bardzo dobrym uczynkiem.

Twarz tego człowieka (II) (7 lutego 2026)

Twarz tego człowieka (II)

Twarz tego człowieka

jest jak niechciane światło

świecy

w ciemnym labiryncie –

wiem, że powinna zgasnąć

więc dmucham na nią

ale nie mam sił –

a może nie chcę

bo jest ona

jak światło

świecy

w ciemnym labiryncie

którym wiem, że powinnam

kroczyć

sama

a jednak wyciągam ręce…

somehow, some day…

14 maja 1998