Napotkawszy pewnego innego Ziemianina, który – jeszcze nieświadomy swojego nadchodzącego szczęścia – w sposób wyedukowany i wypracowany upominał swojego synka w kwestii dobrych manier w przedszkolu, nie zastosowawszy przy tym kary cielesnej – uraczyła go skondensowaną niczym słodkie, zagęszczone mleko dawką informacji o miłości PANA Jezusa, i tak wdała się w dyskusję o drzewie rodowym w darwinizmie.
Model drzewa rodowego (drzewo życia) w darwinizmie to – według AI – a przytoczę tu słowo w słowo jej stwierdzenie – rozpoczęła tę dysputę kosmitka – to graficzna metafora przedstawiona przez Karola Darwina w 1859 r., obrazująca hipotezę, że wszystkie gatunki wyewoluowały z jednego lub kilku wspólnych przodków. Proces ten, zwany „pochodzeniem z modyfikacją”, pokazuje ewolucję jako rozgałęziający się pień, gdzie konary to grupy pokrewnych organizmów, a węzły symbolizują powstanie nowych gatunków.
W 1859 r. w swoim kultowym dziele „O powstawaniu gatunków” Karol Darwin postulował, iż drzewo filogenetyczne jest faktem przyrodniczym, które wyjaśni rozwijająca się w przyszłych latach nauka. Na tamtym etapie wiedzy zaproponował za przyczynę ewolucji tzw. „dobór naturalny”, to jest zastępowanie form macierzystych lepszymi, lepiej dostosowanymi do warunków środowiskowych strukturami życia, czyli gatunkami. Takie drzewo filogenetyczne, dla wielu, w sposób przystępny obrazowało historię życia na Ziemi. Darwin wyobraził sobie, że w punkcie zero istniał jeden przodek, nazwany przez niego „Luca” (dlaczego nie „Adam”?), który dał początek całemu pniowi drzewa i wszystkim kolejnym gatunkom. Z tego pnia powstały gałęzie i wreszcie wyrosło wielkie, rozgałęzione drzewo. Poszczególne gałęzie drzewa reprezentują osobne gatunki. Natomiast punkt rozgałęzienia w drzewie stanowi miejsce, gdzie z jednego gatunku ewoluowały co najmniej dwa różne od siebie kolejne gatunki. Organizmy znajdujące się na szczycie drzewa są osobnikami, które przetrwały do dziś i które możemy obecnie podziwiać własnymi oczami.
Powyższe drzewo filogenetyczne opiera się zatem na mechanizmie doboru naturalnego, w przebiegu którego następują zmiany cech dziedzicznych w kolejnych pokoleniach i są one odpowiedzialne za różnicowanie się, a zatem i rozgałęzianie się linii ewolucyjnych. Gatunki nie są, jak widzimy, niezmienne w czasie, ale stale ewoluują w kolejne, lepiej przystosowane do ich niszy ekologicznej organizmy. Obecnie wzorzec pokrewieństw międzygatunkowych jest eksplikowany przez zjawisko zwane endosymbiozą, hybrydyzacją lub horyzontalnym transferem genów, przy czym ten ostatni proces polega na wymianie materiału genetycznego między bakteriami i archeonami, a innymi gatunkami, również tymi taksonomicznie odległymi (przy czym archeony (Archea) to według AI jednokomórkowe, jednojądrowe drobnoustroje prokariotyczne, stanowiące odrębną od bakterii i eukariontów trzecią domenę życia. Choć przypominają bakterie, genetycznie i biochemicznie są bliższe organizmom jądrowym (Eukarya). Słyną z życia w ekstremalnych warunkach (ekstremofile), ale zasiedlają również jelita ludzkie.)
Wspomniany wzorzec powinowactw międzygatunkowych jest więc powszechnie wyjaśniany, jak już wspomniałam, przykładowo przez fenomen biologiczny nazywany endosymbiozą i powstawanie hybryd międzygatunkowych (hybrydyzację.)
Przegląd AI pozwala nam uzyskać wgląd w definicję powyższych trzech zjawisk, kluczowych dla teorii ewolucji Darwina, to jest podaje takie fakty:
Horyzontalny transfer genów (HGT), endosymbioza i hybrydyzacja to kluczowe, pozapionowe mechanizmy ewolucji, które wymieniają lub łączą materiał genetyczny między różnymi liniami, tworząc sieć powiązań zamiast prostego drzewa życia. Procesy te, obejmujące fuzje genomów i wymianę DNA, napędzają adaptację, np. u bakterii i grzybów.
- Horyzontalny transfer genów (HGT): Przemieszczanie materiału genetycznego między organizmami w tym samym pokoleniu (nie rodzic-potomek), powszechne u bakterii (koniugacja, transformacja, transdukcja).
- Endosymbioza: Proces, w którym jeden organizm żyje wewnątrz drugiego, prowadzący do fuzji genomów; uważa się ją za mechanizm powstania eukariontów, gdzie endosymbionty (prokarioty) stały się organellami (mitochondria, chloroplasty).
- Hybrydy międzygatunkowe: Powstają w wyniku krzyżowania się blisko spokrewnionych gatunków, co prowadzi do wymiany genów i potencjalnie nowej zmienności genetycznej.
Analizując głębiej i bardziej detalicznie na przykład endosymbiozę, dowiadujemy się, iż jest ona rodzajem ścisłej symbiozy, w przebiegu której jeden organizm (endosymbiont) bytuje wewnątrz komórek lub tkanek drugiego organizmu (gospodarza) z obopólnymi korzyściami. Ta hipoteza endosymbiozy pozwala na wyjaśnienie, jak twierdzą jednak tylko ewolucjoniści, fani Darwina, powstanie eukariontów. Według nich mitochondria i chloroplasty są dawnymi bakteriami, wchłoniętymi przez komórkę praeukariotyczną dla własnych benefitów. Taki endosymbiont jest fagocytowany lub na inne sposoby pochłaniany przez gospodarza, ale nie trawiony lecz właśnie asymilowany. Przykładem endosymbiozy mogą być zooksantelle, a więc jednokomórkowe glony, żyjące w niektórych, to jest specyficznie morskich zwierzętach.
Marsjanka, świadoma budującego się między nią, a swoim rozmówcą (a bardziej poprawnie – słuchaczem) intelektualnego oraz emocjonalnego napięcia, wysiliła się teraz, mimo rodzącej się w niej agresji oraz emocjonalnej blokady oraz na przekór ubytkom koncentracji wskutek działania jej silnych leków psychotropowych, by własnymi słowami obalić na błyskawiczną i precyzyjną modłę hipotezę ewolucji, tę hipotezę rozgryzaną i kształtowaną oraz uzupełnianą przez kolejne pokolenia poważanych i uznanych naukowców.
Po pierwsze, kosmitka zaczęła swój finalny, jak najbardziej starannie logiczny wywód, przekazywanie genów i ich modyfikacja odbywa się wyłącznie w obrębie jednego gatunku, to jest poprzez rozmnażanie. Dowodem na ten pogląd jest fakt występowania na Ziemi wszystkich poszczególnych gatunków zwierząt i roślin, to jest niezmodyfikowanych i nieprzystosowanych do życia tak dobrze jak człowiek, wbrew ocenie Darwina i opinii współczesnych nam ewolucjonistów, a zatem istnienie gatunków zasadniczo różnych od homo sapiens. Każdy gatunek i forma życia są świetnie i wystarczająco przystosowane do funkcjonowania w obrębie tego, co Biblia określa jako „rodzaj” życia. Nie jest możliwe rozgałęzienie pnia ewolucyjnego, gdyż jeden osobnik nie może przekształcić się w dwa inne, zupełnie odrębne i niepodobne do siebie organizmy jak tylko na drodze genetycznego rozrodu (przy czym genetyczne rozmnażanie, według AI, obejmuje procesy przekazywania materiału genetycznego, dzielące się na płciowe (generatywne) i bezpłciowe (wegetatywne/agamiczne), a zjawisko to oraz fakt obserwujemy stale na naszej planecie. Rozmnażanie płciowe łączy geny dwojga rodziców, zwiększając zmienność genetyczną, podczas gdy bezpłciowe (np. podział, pączkowanie) tworzy potomstwo genetycznie identyczne z rodzicem. Procesy te są kluczowe dla ciągłości gatunków.)
Gdyby endosymbioza miała doprowadzić do modyfikacji danego gatunku, przykładowo nas samych, wówczas wiele chorób bakteryjnych czy też wirusowych wywołałoby w konsekwencji taki rezultat w każdym z nas w trakcie przebiegu chorób bakteryjnych, takich jak angina, borelioza, tężec, gruźlica, dżuma. Te choroby musiałyby doprowadzić do modyfikacji objętych nimi osobników, chociaż prawdopodobnie, jako że są one właśnie zaburzeniami funkcjonowania organizmu przez dany czas, na gorsze i mniej wyspecjalizowane. Podobnie, obecność bakterii symbiotycznych, przykładowo w jelitach homo sapiens, musiałaby spowodować u człowieka jakąś widoczną zmianę na lepsze, zwłaszcza poprzez korelację pracy mózg – jelita, to jest poprzez przez tę istniejącą w człowieku oś, czyli inaczej wzajemną zależność tych dwóch organów. Na przestrzeni ziemskiej historii człowieka zdarzyło się wiele epidemii czy też nawet pandemii, (słynna pandemia koronowirusa z 2019 roku istnienia człowieka na Ziemi) powodujących wymieranie gatunku ludzkiego, ale nigdy jego modyfikację do innego zwierzęcia.
Ten świat, zwany Ziemią, powinien być pełny, na zasadzie dowodowej i potwierdzonej przez naukę, jedynie ludzi, a nie innych gatunków zwierząt, które powinny były ulec modyfikacji, przystosować się (do bycia człowiekiem) i finalnie „zamienić się” w homo sapiens. Tymczasem wszystkie gatunki zwierząt i roślin, opisane przez naukę zwaną biologią, które miały rzekomo ulec modyfikacji i stać się podobnymi do człowieka, współwystępują z człowiekiem i wydają się być z tego zadowolone i zdają się chwalić Boga za to, że istnieją i zarazem za to, w jakiej formie występują i są. Nauka informuje nas, iż w jaskini Szanidar, na obszarze Kurdystanu (północny Irak), natrafiono na szczątki dziewięciu neandertalczyków. Ewolucja naucza nas, iż człowiek powstał bezpośrednio z innych gatunków homo, to jest z homo habilis (człowieka zręcznego), następnie z homo erectus (człowieka wyprostowanego), wreszcie z homo sapiens neanderthalensis (człowieka rozumnego neandertalskiego), i równoległe z nim 40 tysięcy lat temu pojawiliśmy się my, to jest homo sapiens sapiens. Jednak, gdyby neandertalczyk istotnie uległ modyfikacji, nie występowałby obok homo sapiens sapiens, gdyż już by ewoluował, to jest przekształcił się w nas, stał się nami i by go nie było. Jest to sprzeczność sama w sobie, śmieszna do łez. Odkrycie szczątek neandertalczyka nie musi wskazywać na przebieg ewolucji, a tylko na fakt, iż kiedyś dawno temu istniał taki podobny do nas gatunek, podobnie jak współwystępują z nami bardzo zbliżone do nas pod kątem DNA szympansy i orangutany, ale wymarł tak jak przykładowo dinozaury i smoki. Z neandertalczykiem nie łączy nas nic poza pewnym podobieństwem.
Kosmitka, cała zjeżona i nastawiona na oczywisty dla niej rezultat w przebiegu swojej dyskusji, nie zauważyła nawet, iż w gruncie rzeczy zastosowała nieco przydługi monolog, mogący znudzić odbiorcę, i – zauważywszy ten fakt, jeszcze mocniej się zjeżyła i następowo, zadała młodemu jeszcze człowiekowi proste pytanie, które zawsze nieodmiennie poprawiało jej nastrój: „Czy jest pan gotowy do pokuty przed Bogiem za swoje grzechy?”
