WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XXIII) (28 LUTEGO 2026)

Nitka urodziła się w niedzielę o piątej rano, w miejskim szpitalu w Kehennie. Jej matka była nauczycielką języka węgierskiego i przedszkolanką, ojciec – matematykiem. Jej rodzice byli ekstremalnie inteligentni, nadzwyczaj zakompleksieni i nieszczęśliwi, a także wybitnie nieśmiali i okrutni. Zostali zadziwiająco podobnie wychowani przez swoje rodziny, ich rodzice byli pastorami w zborach braterskich, używali paska na gołą pupę i emocjonalnego odrzucenia oraz silnego zawstydzenia jako metod wychowawczych swojego potomstwa. Po dwóch stronach ich drzewa genealogicznego pojawiały się piękne kobiety o krzywych lub także, wyjątkowo, w lepszej wersji, prostych nogach. Dziadek Nitki po stronie ojca, aktywny pastor zboru braterskiego, został w czasach komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej więźniem religijnym państwa winogrodzkiego i – chociaż zwolniony wkrótce z więzienia – nabawił się białaczki i zmarł niedługo po swoim uwolnieniu. Ojciec Nitki miał wtedy piętnaście lat i doświadczył pod wpływem tego zdarzenia swojego osobistego nawrócenia. Wkrótce jednakże po poślubieniu swojej żony utracił to wielkie zbawienie. Mama Nitki miała za wuja działacza antykomunistycznego Armii Krajowej, bardzo przystojnego i odważnego, obdarzonego niezwykłym poczuciem humoru mężczyznę, który doświadczył tortur fizycznych podczas swojego pobytu w więzieniu politycznym i dotkliwie cierpiał, bohatersko nie zdradziwszy swoich towarzyszy broni. Ją jednak i jej bliźniaczego brata bliźniaka zabijał z dnia na dzień z publicznej platformy państwa winogrodzkiego, czyli poprzez swoje znajomości na szczycie tego państwa, nawet z ich prezydentem.

            Nitka urodziła się jako młodsza o dziesięć minut siostra bliźniacza Wilhelma oraz młodsza o osiem i pięć lat – siostra Jana i Edwina. Nigdy nie była kochana przez swoje starsze rodzeństwo, tym bardziej nie zaznała szczerego, ciepłego uczucia od swoich rodziców, Edwarda i Gertrudy, za wyjątkiem kilku słonecznych lat jej wieku nastoletniego, kiedy to jej matka była jakby „uśpiona” przez PANA na skutek jakiegoś psychicznego odurzenia czy też natłoku obwiniających ją myśli. Nie potrafiłaby podać daty swojego nawrócenia (zapewne z powodu wielu wstrząsów, których doznała we wczesnym dzieciństwie), jednak była pewna, iż nie pamiętała siebie samej inaczej jak osobę wierzącą. Pamiętała także kilka świadomych nawróceń, zapewne prawdopodobnie zwyczajnie zwrotów w kierunku jej Mistrza i głębszej rededykacji Mu swojej wiary i swojego istnienia, przy czym jej mama była przekonana, iż Nitka została świadomie chrześcijanką w wieku lat sześciu, czego mama i Wilhelm byli świadkami (Nitka i Wilhelm modlili się wtedy z mamą na kolanach o ich zbawienie.) W jej domu co wieczór czytana była Biblia i odprawiane były modlitwy. Dziewczynka była bardzo szczęśliwa, kiedy tak się działo, gdyż wtedy mogła spokojnie słuchać o przygodach, słowach i charakterze PANA Jezusa Chrystusa.

Nitka urodziła się piękną i kruchą księżniczką z winogrodzkich baśni i klechd domowych, jednocześnie odważną i bezpośrednią Amerykanką oraz dostojną, pełną rezerwy Francuzką. Jej brat, Wilhelm, podobnie – był przebojowym Amerykaninem i dumnym oraz wrażliwym Francuzem, misiem do przytulania i zarazem księciem z tych najlepszych baśni braci Grimm. Nitka i jej brat urodzili się niepotrzebni, co od razu można było zauważyć w ich rodzinie. Stanowili wielki ciężar finansowy i ogromny balast emocjonalny dla swoich bardzo ubogich rodziców oraz dalszych krewnych, a w sercach ich rodziny od pierwszych chwil zagościły w relacji z nowonarodzonymi niemowlętami zimna nienawiść i obrzydzenie, jak do czegoś z ich wyboru obcego, zatem zasługującego na miano gorszego. Mama Nitki pewnego dnia, kiedy dziewczynka nie miała jeszcze roku życia, położyła jej pupę na poduszkę i przy braciach, od tyłu zgwałciła ją szydełkiem i potem palcem, i od tego momentu Nitka nie będzie pragnęła rosnąć ani samodzielnie myśleć i stanie się biseksualna, to jest kaleka dla miłości romantycznej.

Z MOICH AFORYZMÓW…

Starajmy się usilnie o historię – szczególnie teraz, pod koniec wieków, starajmy się, by biegła ona dobrze…

Miłość, okazywana innym, ratuje także nas samych!

Jest bardzo niebezpiecznie pisać i mówić o pięknej złej kobiecie – wielu ludzi pewno będzie chcieć ją naśladować – piękna kobieta powinna być dobra. I o takiej pięknej dobrej kobiecie należy mówić, pisać o niej i ją sławić.

Po prostu pokaż dzieciom swoimi uczynkami, jak wspaniały jest Bóg – a one same będą chciały Go odkrywać!!

RÓŻA Z PALCAMI (28 LUTEGO 2026)

Róża z palcami

I błogosławił im Symeon i rzekł do Marii, matki jego: Oto ten przeznaczony jest, aby przezeń upadło i powstało wielu w Izraelu, i aby był znakiem, któremu się sprzeciwiać będą.

Łuk. 2,34-35

Jak cierpiałaś

kobieto:

mały Jezus –

Najpiękniejsza

Róża

z kolcami

palcami

przebił Ci dłonie

brak grzechu

jest nie do zniesienia

na Ziemi –

żyłaś z małym

Bogiem

na kolanach

który był

doskonały

nie do wytrzymania

jak wielki skarb

rani

Ty to wiesz

ile strachu niepewności

głupiej nadziei

że przeżyje

można nieść

w jednym ludzkim

sercu

które przytulało

rosnące serce

Boga

że się da wychować

na człowieka

że będzie żył

między ludźmi

tak nie można

myśleć

kobieto

On nie mógł

uniknąć

swego przeznaczenia

Bóg w skórze

człowieka

musiał zginąć

z ręki

swojego stworzenia

brak grzechu

był winą

nie do wybaczenia

matko – kobieto

12 października 2009

SŁOWO NA DZISIAJ (28 LUTEGO 2026)

Z pokolenia Zabulona dwanaście tysięcy opieczętowanych, z pokolenia Józefa dwanaście tysięcy opieczętowanych, z pokolenia Beniamina dwanaście tysięcy opieczętowanych.

7:9

Potem zobaczyłem, a oto wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu, plemienia, ludu i języka, który stał przed tronem i przed Barankiem ubrani w białe szaty, a palmy w ich rękach.

7:10

I wołali donośnym głosem: Zbawienie należy do naszego Boga zasiadającego na tronie i do Baranka.

7:11

A wszyscy aniołowie stali dokoła tronu i starszych, i czterech stworzeń, i upadli przed tronem na twarze, i oddali pokłon Bogu;

7:12

Mówiąc: Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i siła naszemu Bogu na wieki wieków. Amen.

Ap 7, 8-12 (UBG)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XXII) (27 LUTEGO 2026)

Decyzją rodziców Nitka ma zostać teraz ubezwłasnowolniona; wiadomość tę kobieta przyjmuje na pozór spokojnie mimo ciężkiego, emocjonalnego szoku i dojmującego, przenikającego ją na wskroś bólu. Próbuje rozpytywać mamę, czy wie coś o możliwości odnalezienia plików komputerowych z jej tomikami i książkami, chciałaby je wydać. Pyta też, czy mogłaby przestać się leczyć, chociaż to w tym momencie przeraźliwie naiwne pytanie. Cierpi w każdej sekundzie, choć ociera się o ludzi i przebywa z nimi, żadnych bodźców płynących od nich, od czasu do czasu tylko mniej wrogich, nie przyjmuje do siebie. Nitka jest głęboko rezygnacyjna, przeklina własny wdzięk i urodę, planuje umrzeć na różne sposoby, gdy tylko opuści mury szpitala.

Nadchodzi ostatni dzień pobytu w tymże szpitalu. Dzięki szczerym rozmowom ze swoją milczącą dotąd z nienawiści i obrzydzenia do niej matką, Nitka przeżywa cud – wraca do swojej mocno nadszarpniętej, przez długi okres milczącej relacji z jej PANEM i Bogiem. Jej matka łaskawie i zarazem w sposób mistrzowski wytłumaczyła jej na nowo kwestię zmartwychwstania PANA Jezusa Chrystusa, ta sprawa stanowiła dla niej autentyczny problem. Ze swoich studiów medycznych wyniosła wiedzę, iż pan w kostnicy jest w stanie stwierdzić finalne odejście człowieka w niebyt w momencie  ustania czynności życiowych oraz wraz z następującym rozkładem ciała. Jednak zakładając, że istnieje duch, który unosi się ku górze po śmierci (a jest to konceptualne, jak sama to już teraz rozumie) oraz biorąc pod uwagę możliwość wiecznej kary za grzechy, która także wydaje się być całkiem realna (zakład Pascala), na co wskazuje z kolei życiowe doświadczenie każdego (jak możemy się domyślać) poszczególnego człowieka, lepiej i rozsądniej jest wierzyć Bogu, przekonująco objawionemu w Piśmie Świętym. Teraz Nitka będzie zmuszona chodzić znowu do kościoła chrześcijańskiego z ludźmi, którzy nią pogardzają i odrzucają ją, a nawet próbują oskarżyć wobec winogrodzkiego prawa, podejmie także leczenie w szpitalnym oddziale dziennym w Centrum BBC. Kobieta tak bardzo się przed tym wzbrania, iż cierpienie jej jest niemalże nie do wytrzymania. Odrzuca samą siebie, swoje upokorzenie, ośmieszenie, samotność, społeczny ostracyzm. Ojciec robi jej teraz głupie, upokarzające i destrukcyjne dla jej delikatnej w tym okresie psychiki miny i Nitka głośno płacze. Pociesza ją wtedy matka. Kobieta jest jej bardzo wdzięczna za tę, choć przecież tak minimalną i naturalnie oczekiwaną pomoc; decyduje się także kochać swojego torturującego ją, według założeń własnej niezmienianej z biegiem czasu filozofii ojca. Ta jego filozofia odnosi się do niej i w dalszym ciągu do jej zmarłego bliźniaczego brata. Kobieta każdego dnia decyduje się ponownie kochać ojca i matkę od nowa, wszak wie, iż krzyż Chrystusa jest realnym ciężarem i przywilejem każdego chrześcijanina, jak również chrześcijanki, i że jest dla nich nieodzowny i nawet – autentycznie lekki.

Z MOICH AFORYZMÓW… (27 LUTEGO 2026)

Krzyk niszczy osobowość.

Jedną z najpiękniejszych rzeczy  jest torowanie innym drogi do Jezusa – Jan Chrzciciel, nazwany przez Pana Jezusa Chrystusa największym człowiekiem, utorował drogę samemu Mistrzowi!

Upokorzenie niszczy lidera. Starajmy się jemu/jej pomóc, karząc w ich obecności winnych takiego uczynku.

Dla dzieci trzeba by chyba napisać historię alternatywną – ludzie powinni się wstydzić swojej historii,  tymczasem starają się być z niej dumni.

BŁOGOSŁAWIONYŚ TY MIĘDZY NIEWIASTAMI (27 LUTEGO 2026)

BŁOGOSŁAWIONAŚ TY MIĘDZY NIEWIASTAMI

 

 

           Dla wszystkich kobiet modlących się o syna

mojemu Bogu i Zbawicielowi –

Jezusowi Chrystusowi

a także pamięci mojego brata bliźniaka –

Andrzeja Konrada Kowalczyka;

jak również mojemu dziadkowi,

Władysławowi Gigoniowi:

Jeżeli na końcu swojej drogi widzisz Krzyż

wiesz, że żyłeś właściwie…

Matko

chcę być dla Ciebie studnią

Radości

dzisiaj – w DNIU NARODZENIA

kiedy sam nadałem

Ci jedyne imię – Radość –

cieszę się Twoim długim spojrzeniem –

Twoje oczy – kałuże Nieba

są dla mnie pogodną alejką

wśród aksamitnej wersji Ogrodu Getsemane

wyściełanym miękko

gestami Twojego

pocieszenia

tylko dzięki Twojej

Radości

mamo

mogłem pokonać

krzyż

Patrząc na Jezusa, twórcę i dokończyciela wiary, który z powodu przygotowanej mu radości wycierpiał krzyż, nie zważając na hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga.

Hbr 12, 2

Kilka słów od Autorki…

Oddawajcie każdemu to, co mu się należy; komu podatek, podatek; komu cło, cło; komu bojaźń, bojaźń, komu cześć, cześć. Rz 13, 7

Tomik poezji „Błogosławionaś Ty między niewiastami” jest skromną próbą opisania Pasji Jezusa z perspektywy jego ziemskiej matki. „Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego” to cytat z Ewangelii, a dalsze słowa wypływają już z mojej wyobraźni poetyckiej oraz z wyobraźni kobiety i mają dotknąć serca tych wszystkich kobiet, które modlą się o synów. Synów, którzy mogliby zmienić świat dla Chrystusa Pana. Praktycznie każda matka drży o szczęście swojego ukochanego syna, podobnie jak  Maria drżała o szczęście Jezusa. Jej cierpienie było jednak nieporównywalnie większe od bólu innych kobiet, jak również większa była jej odpowiedzialność: ona urodziła i wychowała samego Boga, Mesjasza Żydów.

Tom poezji o Marii ma na celu oddanie czci największej z kobiet, a przynajmniej tej najbardziej szczęśliwej w kategorii szczęścia biblijnego oraz bohaterce narodowej ludu izraelskiego. Tak jak oddajemy hołd zmarłym żołnierzom, którzy poświęcili swoje życie dla wolności Ojczyzny, tak i zarówno hołd, jak i cześć należy się Marii, która była posłuszna Bogu od momentu objawienia danego przez anioła Gabriela, jak i aż do samej śmierci Jezusa. Urodzona jako grzeszny człowiek, podobnie jak każda z nas, dźwigała na swoich ramionach wielki ciężar świętości Pana Jezusa Chrystusa, Jego marzeń o śmierci i Zmartwychwstaniu, o cierpieniu, które oszukało nadziemskie moce i zwierzchności, i otworzyło Mu drogę do zwycięstwa nad szatanem i jego Królestwem na krzyżu Golgoty. Biblia zamknęła swoje proroctwo na księdze Objawienia św. Jana, jednakże Pan powiedział, iż może narodzić się człowiek większy nawet od proroka Jana Chrzciciela; analogicznie możliwe jest, że narodzi się kiedyś kobieta większa od samej Marii.

          Tymczasem tym zbiorem wierszy chcę poprosić Czytelnika o refleksję na temat roli Marii w Kościele nowotestamentowym oraz wypowiedzieć się w kwestii możliwości określania jej jako Błogosławioną kobietę i tym samym pragnę wezwać – do jej naśladowania.

SŁOWO NA DZISIAJ (27 LUTEGO 2026)

I bito przełożonych spośród synów Izraela, których nadzorcy faraona postawili nad nimi, i pytano ich: Dlaczego ani wczoraj, ani dzisiaj nie wykonaliście tej ilości cegieł jak poprzednio?

5:15

Przełożeni spośród synów Izraela przyszli więc do faraona i wołali: Czemu postępujesz tak ze swoimi sługami?

5:16

Nie dają twoim sługom słomy, a mówią: Róbcie cegłę. I oto biją twe sługi, a to wina twojego ludu.

5:17

On odpowiedział: Próżnujecie, próżnujecie i dlatego mówicie: Pozwól nam pójść i złożyć ofiarę PANU.

5:18

Teraz więc idźcie i pracujcie. Słomy wam nie dadzą, ale macie dostarczać taką samą ilość cegieł.

Wj 5, 14-18 (UBG)

JESZCZE RAZ NADAJ KRZYŻOWI SENS (26 LUTEGO 2026)

JESZCZE RAZ NADAJ KRZYŻOWI SENS

Odszedł więc i zaczął w Dekapolu opowiadać, jak wielkie rzeczy Jezus mu uczynił. I wszyscy się dziwili. Mk 5, 20 (UBG)

Wydawać by się mogło, że tym razem wygrały świnie. Tłumy z krainy Gadareńczyków zebrały się wokół Jezusa, by zbadać sprawę opętanego i ich utraconych stad i – pierwszy raz na ziemi – ktoś prosił Jezusa, prosił uniżenie i usilnie – by zechciał odejść, zostawić ich w spokoju. PAN nie polemizuje ani nie nalega. Nie prosi, by mógł pozostać i podzielić się z nimi Dobrą Nowiną. Wieczność podaruje niektórym z nich, tym wybranym przez Niego poprzez uwolnionego, w którym był legion demonów.

Tak rozegrała się właśnie kosmiczna scena. Ktoś, jakiś człowiek, jest sprytniejszy od Jezusa. Prosząc, wymusza i bardzo szkodzi Królestwu Bożemu. Jezus aktywnie się jemu sprzeciwia, nakazując uwolnionemu od demonów, by pozostał w tym regionie i świadczył o Wieczności, stając się jej tajnym agentem.

Jezus nie dał za wygraną. Początkowo jego słowa i decyzje mogły wydawać się uwolnionemu zbyt trudne, niepotrzebne. Zbawienie zależy od naszej dobrej woli, to nasza decyzja. Co ma zrobić uwolniony siłacz z tłumem ludzi bardziej przebiegłych od Boga na ziemi? Jak ma tu przetrwać i na czym w ogóle ma polegać jego zadanie?

Kiedyś usłyszy, że stał się – z łaski i rozkazu Boga Wszechmocnego – tajnym agentem Wieczności i miał pracować tam, gdzie życie przerosło samego Mistrza i gdzie On nie mógł dalej sprawować swojej misji. To kosmiczny przywilej. To bardzo ważne zadanie. Tu rozegrała się kardynalnie istotna bitwa przeciwko Szatanowi, a zarazem i człowiekowi, który okazał się być zbyt dobrze przygotowany na przyjście Boga – człowieka i sprzeciwił się Ewangelii tak skutecznie. Jezus ma tutaj jednak już swojego zaufanego agenta, przed chwilą uwolnionego z opętania mocarza, który także poniesie z Nim swój krzyż.

Zostań w domu, nie wyjeżdżaj, nie uciekaj od swoich sąsiadów i przyjaciół, rodziny. Powtarzaj swoje aktywności tutaj gdzie jesteś, na miejscu. Chodź w te same miejsca dzień w dzień i… głoś Ewangelię o Synu Człowieczym! Dzisiaj aktywnie sprzeciw się sprytowi agentów zła i jeszcze raz nadaj krzyżowi Jezusa sens.

     A ci, którzy to widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli go prosić, aby odszedł z ich granic. A gdy wsiadł do łodzi, prosił go ten, który był opętany, aby mógł przy nim zostać. Lecz Jezus mu nie pozwolił, ale powiedział: Idź do domu, do swoich, i opowiedz im, jak wielkie rzeczy Pan ci uczynił i jak się nad tobą zmiłował. Odszedł więc i zaczął w Dekapolu opowiadać, jak wielkie rzeczy Jezus mu uczynił. I wszyscy się dziwili. Mk 5, 16-20 (UBG)

WOJOWNICZKA JEZUSA (CZ. XXI) (26 LUTEGO 2026)

To jej pierwsze normalne śniadanie od roku, Nitka spożywa je za dziesięć osób; siedzi przy stoliku gdzie zasiada grupa mężczyzn z Korei, na domiar wszystkiego prawdopodobnie z tej Północnej. Nawiązuje z nimi przyjacielską rozmowę, trwa ona kilkanaście udanych minut. Mężczyźni informują ją, iż znajdują się w podróży bieznesowej do Kehenny, Nitka jest zadowolona i doradza im, odzyskując poczucie humoru, by starali się również odwiedzić prywatnie jakieś winogrodzkie domy, gdzie mogliby poznać prawdziwych znajomych, tak jak ona ma to w zwyczaju czynić. Potem kobieta wraca do pokoju i jeszcze raz idą z Tomkiem na śniadanie, trzymając się za ręce. Nitka dba o swojego gwałciciela przy posiłku, traktując go za jego winę po królewsku, to jej wewnętrzny mechanizm obrony przed porażką i wstydem. Tomek milczy, zdaje się ją lekceważyć, przyzwyczajona do tego przez dwójkę starszych braci Nitka nie okazuje niezadowolenia ani nie załamuje rąk. Zaraz po śniadaniu opuszczają szybko hotel i udają się autobusem na dworzec. Tomek kupuje jej jeszcze lody, a Nitka zaprasza go do swoich krewnych, którzy zamieszkują w Prostej – Białej, i których ma właśnie zamiar odwiedzić tuż przed odjazdem w swoje rodzinne strony. Mężczyzna jednak rozsądnie nie zgadza się na to i na tę chwilę zwyczajnie i bez emocji rozstają się, jak gdyby ich spotkanie, to, co właśnie się wydarzyło między nimi miało doczekać się kontynuacji i jakby było czymś tak zwyczajnym i normalnym, jak codzienne śniadanie w domu i jak zupełnie regularna noc, spędzona w bezpiecznym domu pod dachem Ziemi. Po kiepskich towarzysko odwiedzinach u rodziny, Nitka przychodzi ponownie na dworzec, gdzie zastaje już oczekującego ją tu Tomka. Ten ciągnie ją ku sobie za uchwyt jej plecaka przy karku, jednak nie mówi nic, i ona też nie mówi nic, i po sekundzie Tomek znika, jak gdyby jego przyjście było doszczętnie bezcelowe i niezamierzone lub też celowe lecz pozbawione oczekiwań. Nitka busem wraca do Kehenny.

W połowie listopada Nitka ostatecznie przeprowadza się do domu rodziców, wychodzi teraz na całe dnie i spaceruje po Kehennie, spożywa potrawy miłosiernie przygotowywane przez jej matkę, okazującej jej tym oznaczające namiastki przebaczenia milczenie. Potem nagle, w jej ulubionym, nieodległym parku, wydarza się rzecz niesłychana. Kobieta mówi przez trzy dni nowym językiem, wdzięcznym, lekkim i radosnym. Najwyraźniej niebo pochyla nad nią swoją jeszcze smutną, ale coraz pogodniejszą i potężną w glorii swojej władzy nad światem twarz. Nitka doznaje wylania na nią pełni Ducha Świętego i dopełnienia jego chrztu sprzed ponad dwudziestu lat. Jak wkrótce się okaże, jej Bóg przygotowuje ją do wkroczenia w fazę nowej służby pisania literatury  dla tych spośród jej bezpośredniego otoczenia, którzy mają przyjąć zbawienie lub wzrosnąć w  chrześcijańskiej wierze. W lutym odwiedza ich najstarszy brat aż zza oceanu, z Zaloty i ojciec wykorzystuje jego przyjazd i swoją, i jego własną nienawiść do Nitki, by wezwać Policję i odwieść ją do stacjonarnego szpitala psychiatrycznego. Bezpośrednim powodem kolejnej, okrutnie bezlitosnej hospitalizacji ma być zatarasowanie się przez nią w pokoju, co miało na celu psychiczne odgrodzenie się od szykanujących ją i jednocześnie odpychających rodziców i – chociaż powiązane z psychotycznymi symptomami – wymagało przede wszystkim jedynie szczerej, życzliwej rozmowy, by rozwiązać problem. Jeden z tych policjantów prowadzi Nitkę za rękę na oczach jej sąsiadów, co wywołuje u kobiety wstręt do samej siebie oraz głęboki uraz. Teraz tutaj, w szpitalu,  w którym pobyty bywają określane przez jego pacjentów terminem „przygody na latającym dywanie”, Nitka spędzi dwa długie miesiące w bólu i odrzuceniu przez keheńskie oraz żydowskie medyczne społeczeństwo, dumne jedynie z osobników zdrowych, silnych i do niego przystosowanych na jego własną modłę.