MARSJANKA W ROZMOWIE O EDENIE
Później, mając okazję prowadzić szerzej zakrojony, religijny dyskurs z innym człowiekiem, gdyż po jej ekstatycznym powitaniu go słowami: „Chwała PANU!” (co było skutkiem poprzedniej, serdecznej dysputy) prawie całkowicie się ten ludzki okaz rozluźnił, Marsjanka uzupełniła i usprawiedliwiła swoją ingerencję w jego rozmyślania wyrażeniem: „Zgaduję, że jest coś, o co chciałby pan kogoś zapytać, a ja mogę być właśnie tą właściwą Ziemianką, która na to akurat pytanie zna akuratną odpowiedź…” Ich rozmowa dotyczyła problematyki Ogrodu Eden i kosmitka najeżyła skórę i wysiliła swój intelekt, by tylko dostosować tempo swoich myśli i wyobrażeń do swojego interlokutora. Kosmitka, przy całym ferworze swojego wywodu, dbała o ekonomię słowa i jej społeczny eksces bądź też ewenement jej ekstremalnej, indywidualnej ewangelizacji, o dziwo nie dotarł wtedy na czas przed majestat keheńskiej władzy, na tyle szybko by go móc zdusić w zarodku. Skala jej świadectwa i jego rezultaty natomiast obaliły mit muru nienawiści i srogiej, odgórnej kary za taki wyczyn i Vera parła jak perła – dalej cała naprzód
PAN Bóg był sprawiedliwy i miłosierny dla gatunku ludzkiego w Ogrodzie Eden. Adam i Ewa dobrze poznali Boga, gdyż często ich odwiedzał, spędzał z nimi czas, rozmawiał z nimi przyjaźnie i uczył ich wielu nowych umiejętności. Tak zgaduję, tego możemy się domyślać. Zdrada Boga z przygodnym Szatanem była głupotą, straceńczym ryzykiem, niewybaczalnym błędem, czymś całkowicie źle przemyślanym, a jednak – PAN Bóg miłosiernie nie porzucił swojego stworzenia. Przygotował nawet dla niego, jak oboje dobrze wiemy, plan B, projekt ratunkowy obejmujący własną, męczeńską śmierć; na szczęście – także i Jego triumfalne zmartwychwstanie. Wspólna wieczność Boga z człowiekiem była tym, co głęboko leżało na sercu naszego PANA już tam, w raju, w początkach istnienia homo sapiens.
To nie PAN Bóg ponosił winę za Adama i Ewę; wina leżała całkowicie po ich stronie. PAN nasz zrobił wszystko, by przychylić im nieba, żyli w istnym raju, otoczeni zewsząd miłością i pięknem. Jednak Kohelet w swojej mądrości, w siódmym rozdziale, dwudziestym dziewiątym wierszu Księgi Kaznodziei napisał: „Oto to tylko odkryłem: Bóg stworzył człowieka prawego, ale oni szukali rozlicznych wymysłów.” Jest to tłumaczenie UBG, a Biblia Tysiąclecia ujmuje tę rzecz następująco: „Tylko, oto co stwierdziłem: Bóg uczynił ludzi prawymi, lecz oni szukają rozlicznych wybiegów.” Przyczyną upadku Ziemian w raju były, jak domniemujemy, zazdrość, chciwość, pycha i rządza władzy. Nagle człowiek jawi się rozczarowany Bogiem, wzbudza zainteresowanie węża, ten ma mu coś do powiedzenia. Czy jest dziś konceptualne, by tak bardzo pożądać specyficznej rzeczy, wtedy jabłka, a dzisiaj czegoś równie jak na tamten czas unikatowego, by przekroczyć wszelkie bariery, by je uzyskać? Czy zaczniemy podróżować do każdego kraju w poszukiwaniu okazji do skosztowania specjału, który nie rośnie i nie jest sprzedawany w naszej ojczyźnie? Oczywiście jest to teoretycznie możliwe, zwłaszcza dla znudzonych bogaczy, i było tak w przytoczonym przez nas raju, ale było to wielkim grzechem i ogromnym błędem, złą decyzją, buntem wobec najwyższej władzy – Boskiej władzy, i On – nasz Stwórca – musiał na to przestępstwo właściwie zareagować, podjąć środki, by ukarać ten grzech. Chwała Bogu, że dał ludzkości kolejną szansę na udowodnienie Mu, że na miłość i wolność, szczęście i troskę oraz na wiele obietnic człowiek odpowie tym samym; największym staraniem i wysiłkiem. PAN Bóg okazał ludziom łaskę przebaczenia dla życia, a później obdarował go dodatkowo łaską swojej ponownej mesjańskiej obecności na ziemi i łaską swojej krwi, przelanej na krzyżu Golgoty. Ta obdarowała go ponownie obietnicą nieśmiertelności.
Innym aspektem tego zagadnienia jest tragizm Boga i tragizm człowieka, iż poszło im obojgu, czyli nam z nimi – Adamem i Ewą, tylko o jabłko, o rzecz błahą, owoc rośliny, a jednak ta była symbolem czegoś wielkiego i nawet zbyt wielkiego, by homo sapiens utrzymał raj.Czy przyjmie pan dzisiaj z rąk swojego Boga życie wieczne z łaski, za darmo, którego nigdy pan sam bez Boga i z nikim innym nie osiągnie?, zakończyła Vera, naprawdę chcąc, nawet bardzo chcąc, by PAN zbawił jej przygodnego interpelanta.
