Jest rok 2052, wiosna. Nitka w niebieskim dresie i w niebieskiej koszulce, we fryzurze z dwóch warkoczy, stoi przerażona przed dwoma policjantami w hotelowym pokoju u stóp gór Nehemejskich. Myśli o listach, o ojcu, który mógł zmienić zdanie i zacząć ją poszukiwać, a także o planowanym wyjeździe za granicę. Drży, ale nie zmienia kamiennego wyrazu twarzy. Uderza się rękami w biodra i myśli o obozie zagłady. Słowa policjantów przypominają jej bowiem o proroctwie sprzed roku, które w tym obozie zagłady otrzymała od pani Stanisławy, zwiedzając go samotnie w pewien piątkowy ranek. Dlatego wie, że wyrażenie: „Nehemejskie Brody” oznacza groźny szpital psychiatryczny, dokąd ta Policja chce ją zapewne zabrać, bez powodu, z czystej nienawiści rasowej do pięknej winogrodzkiej kobiety oraz do jej Jezusa. Policji w rzeczywistości przeszkadza bardzo uroda Nitki oraz jej dobro i serdeczny uśmiech, które nie biorą się z pokładów głębokiego nietzscheańskiego człowieczeństwa, ale z męczeńskiej śmierci PANA Jezusa Chrystusa i jego triumfalnego zmartwychwstania i wniebowstąpienia. Nitka instynktownie broni się, do czego przygotowywała się już od dawna, planując swój wyjazd w te strony. Ostatnio czytała nawet ciekawą, skradzioną z maleńkiego pensjonatu, pozycję o nehemejskiej Policji oraz o metodach terroru, stosowanych przez nią wobec jej obywateli oraz o braku praworządności. Jest więc dobrze przygotowana do stawienia oporu jej funkcjonariuszom. Na stwierdzenie jednego z mężczyzn, iż jest poszukiwana przez Policję odpowiada pewnie, że przecież ma męża i dwoje dzieci, i że ci chyba jej nie poszukują. W głosie kobiety brzmi cynizm, co działa tutaj na jej korzyść. Po niechętnym okazaniu dokumentów przez Nitkę (musi zostać do tego specjalnie nakłoniona), Policja wychodzi nareszcie z pokoju, zostawiając ją znowu samą. Nitka jest wprawdzie autorką otwartych listów o zagrożeniu, jakie stwarza dla obywateli nehemejska Policja, jednak do tego nie ma zamiaru się przyznać.
Nitka jest wściekła. Stoi, upokorzona, przed hotelowym lustrem i patrzy w swoje rozszerzone źrenice, błyszczące, kocie oczy. Podejmuje w trzy sekundy swoją decyzję: wyjedzie za tydzień za granicę, szybciej niż planowała i nigdy już nie powróci do Winogrodii.
Pani Stanisława ze zdjęcia w obozie zagłady w Kredii, winogrodzkim całkiem sporym mieście, położonym na południu kraju, patrzy na Nitkę odważnie i zadzierzyście. Nitka przystaje i po chwili zaczyna do niej mówić na głos, tytułując ją po prostu „babcią” Stanisławą. Szybko nawiązuje z nią pełną ciepła, intymną relację. Stało się to, czego potrzebowała: zaprzyjaźnia się z wieloma osobami ze zdjęć w Kredii, torturowanymi przedstawicielami narodu żydowskiego. Nitka zaczyna prorokować, zachęcona przez aniołów. Proroctwo dotyczy kilku miejsc, w których ma się pojawić w przeciągu roku od tego zdarzenia. Nitka wymienia głośno trzy miejscowości, których dotąd nie znała: Nehemejskie Brody (tu ma ją spotkać policjant „z niewielkim brzuszkiem”, czarnymi włosami i czarnymi oczami, który ma ją chcieć zabrać do szpitala psychiatrycznego, a ona ma się przed nim obronić i w dodatku nie zakochać się), Nehemejską Izbę, gdzie ma uczęszczać do kościoła luterańskiego oraz Nehemejską Wyżnię, gdzie ma uzyskać sławę w nieznanych jeszcze okolicznościach. Ponadto, po dokonaniu się pewnego czasu, Nitka ma zacząć rządzić światem, co brzmi fascynująco dla jej skromnych, nieprzyzwyczajonych do takich obietnic, uszu.
Wydaje się, że Bóg, stwarzając istoty żywe, wciąż się uczy. Przykładowo, stworzył anioła Lucyfera, byt – podobnie jak wszyscy inni aniołowie – bardzo dobry, który jednak stał się największym antagonistą Boga w kontekście istnienia ludzkości i Bożego planu dla niej. Ten anioł stał się ponadto wynalazcą nowego, druzgoczącego rodzaju zła we Wszechświecie – kłamstwa. Biblia nazywa go „ojcem kłamstwa”, gdyż wcześniej prawdopodobnie taki grzech nie istniał w naszym Wszechświecie. Kłamstwo doprowadziło Lucyfera do upadku. Oznacza to prawdopodobnie, iż przed upadkiem Lucyfera i przed narodzinami Szatana stworzenie nie znało tego typu zła, nikt wcześniej nie wymyślił czegoś równie głupiego i złośliwego, prostej, rażącej broni, której odmianami są plotka oraz zaprzeczanie rzeczywistości. Takie właśnie zaprzeczanie rzeczywistości, jaką jest Chrystus, doprowadziło naszego PANA do jego śmierci krzyżowej. Lecz następowe zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jezusa Chrystusa otwarło nowy rozdział w historii Kosmosu – utorowało drogę do zwycięstwa nad Szatanem i kłamstwem – jego śmiercionośną bronią.
Pismo podaje, że Bóg jest światłem i nie ma w nim żadnej ciemności. („ Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego i którą wam głosimy jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności.” I J 1, 5). Bóg nie grzeszy, nie mieszka w nim grzech ani nawet chwilowe zaćmienie. Jest On jedynym władcą i prawodawcą naszego Wszechświata – źródłem prawa i obowiązków w nim, autorem religii dla naszego gatunku homo sapiens. Nie znaczy to, iż nie popełnia On złych czynów, tego rodzaju zła nie określa się jednak terminem „grzech”, gdyż Bóg stoi ponad religią. Ma on prawo postępować z grzesznikiem przewrotnie, zsyłać na swoje stworzenie cierpienie i zło jako karę za jego występki wobec Niego i wobec bliźnich, a nawet zsyłać na ludzi pokuszenie (apostoła Pawła wielu wierzących z woli Pana kusiło, aby nie poszedł do Jerozolimy, gdzie ostatecznie dostał się do więzienia). Przykładowo, w Ewangeliach Pan Jezus podkreślał, iż może przekraczać sabat, gdyż jest „Panem sabatu”. Podobnie Bóg Ojciec jest Władcą Wszechświata, a to oznacza, że czyni On zarówno dobro jak i zło stosownie do swojej suwerennej woli, a jego doskonałość i świętość przejawia się m.in. w relacjach grupowych z każdym swoim stworzeniem oraz w stosunkach panujących w obrębie Rodziny Boskiej (Bóg jest, jak wiemy z Pisma Świętego oraz z naszej historii i osobistego doświadczenia, świetnym graczem grupowym.)
Bóg jest doskonale święty oraz całkowicie dobry w stosunku do istot, które kocha, tj. wobec całokształtu ludzi – nie ma w Nim ani cienia grzechu, Jego szanse, które każdemu z nas dał, zostały podzielone w naszej puli genowej po równo i sprawiedliwie. Ci z nas, stworzeni jako istoty podatne moralnie – łatwiej wybieramy PANA i szczęśliwą wieczność, ci z nas, którzy zostali stworzeni etycznie słabi – mają tendencję do przeciwstawiania się i buntu wobec Boga, a ich finalnym przeznaczeniem jest piekło. Każdy człowiek otrzymuje od Boga wystarczającą liczbę szans na zrozumienie i przyjęcie zbawienia oraz wytrwanie w nim, ponieważ Bóg jest doskonale sprawiedliwy i przychylny swojemu dziełu. Księga Hioba 33, 28-30 podaje: „On wybawi jego duszę od zejścia do dołu, a jego życie ujrzy światło. Wszystko to czyni Bóg z człowiekiem kilkakrotnie; Aby odwrócić jego duszę od dołu i aby był oświecony światłem żyjących.” Bóg dba o swoje stworzenie, troszczy się o nie i planuje dla niego doskonałą i wieczną, szczęśliwą przyszłość. Przeciwnie, dla ludzi, których nienawidzi, zaplanował doskonale zły i wieczny przyszły los – okrutne cierpienie i tortury. Żaden z nas nie może przeciwstawić się Bożej woli i Jego zamiarom, przeznaczeni do życia wiecznego, pójdą do wieczności, przeznaczeni na miecz – znajdą się w wieczystym, pełnym katuszy, jeziorze ognistym.
Bezsprzecznie kardynalnym problemem we Wszechświecie jest kwestia istnienia zła, występującego poza naturą Boga. To zło sprzeciwia się Bogu, Jego celom i planom. O tym rodzaju zła Biblia pisze bardzo skąpo, w początkowej sekcji Księgi Rodzaju, gdzie nawiązuje do sprawy istnienia i działania „bogów”, występujących poza naszym jedynym Bogiem. Domyślamy się, iż nie są to bogowie z drewna ani złota, którzy nie mogą słyszeć ani widzieć, ani chodzić, ale świadome i mocarne stworzenia, pozostające w opozycji do Boga ludzkości, potrafiące – podobnie jak PAN Bóg – czynić dobro i zło. Księga Rodzaju 3, 5 stwierdza: „Ale Bóg wie, że tego dnia, gdy z niego zjecie, otworzą się wasze oczy i będziecie jak bogowie znający dobro i zło.” Również, możemy się jedynie domyślać, iż Szatan nie jest jedynym ani pierwotnym źródłem grzechu w Kosmosie, ponieważ gdyby był pierwotnym źródłem zła, byłby od początku Szatanem, nie aniołem. Ewidentne staje się dla nas, iż musiała zadziałać na niego w danym czasie pierwotnie zła energia, która przekształciła go w istotę zepsutą moralnie i sprzeciwiającą się Bogu. Prawdopodobnie – gdyby był pierwotnym źródłem zła, nie byłby on Bożym stworzeniem, dziełem działającego świadomie i w sposób przemyślany i ku swojej korzyści – Dobra. (Co więcej, wydaje się, że każde dziecko narodzone jakiemukolwiek małżeństwu kocha i czci swoich rodziców, jest im posłuszne i do pewnego stopnia do nich podobne, pragnie się rozwijać, uczyć od nich i stawać się do nich jeszcze bardziej podobnym. Analogicznie, byt stworzony podlega i podporządkowuje się swojemu Stwórcy i to dotyczyło również Szatana.)
Postulujemy, iż istnieją w Kosmosie pierwotni bogowie, nazywani dalej Matką i Ojcem Wszechświata (być może na zasadzie matriarchatu), którzy nie mają ani początku, ani końca, pozostają w towarzystwie grupy innych pierwotnych bogów i – zrodzili naszego Stwórcę, PANA Boga Jahwe oraz nasz Wszechświat (jak również Wszechświaty lustrzane.) PAN Bóg podaje nam w Biblii, że nie ma początku ani końca, ale zgadujemy, że nie jest to dokładna definicja charakteru Jego bytu, a jedynie orientacyjny i zrozumiały dla człowieka przekaz, określający Jego wiek, tajemnicę istnienia, wszechmoc (moc) oraz pozostałe, zawarte tu, aspekty Jego boskości (potrzebne nam i podane do naszej wiadomości.) Ci bogowie są istotami skorumpowanymi moralnie i z gruntu złymi bytami, nienawidzącymi swojego stworzenia, które być może jest pod wieloma względami lepsze, okazalsze, piękniejsze, bardziej inteligentne i utalentowane oraz radośniejsze. Matka i Ojciec Wszechświata dążą z całych sił do unicestwienia naszego Boga i naszego Wszechświata oraz nas samych, ludzkości, wykorzystując i wpływając moralnie (od pewnego czasopunktu) na Lucyfera/ Szatana oraz jego aniołów (czyli demonów) jako agentów zła, przemocy i destrukcji.
Domyślamy się, że kiedy narodzi się na ziemi syn Szatana, Antychryst, będzie on drugim – po naszym PANU, Jezusie Chrystusie, „obiektem pozaziemskim”, przedstawicielem innej planety.
Zgadujemy, że Bożym celem dla Wszechświata jest stwarzanie coraz to lepszych i doskonalszych istot, dobrych, świętych i pięknych. To zadanie wymaga wielkiej pracy, precyzji oraz pomysłowości, wglądu w magię Wszechświata i w jego strukturę oraz historię.
Człowiek został stworzony i przeznaczony do małżeństwa z pierworodnym Synem Bożym – PANEM naszym Jezusem Chrystusem. Domyślamy się, iż rozwój Boskiego kosmicznego planu prowadzi do narodzin jeszcze wielu synów i córek Boga oraz – do zamieszkiwania przez istoty przez nich stworzone, powołane do bytu dla ich celów – nowych planet. Życzymy tym Bogom jako ludzie, by byli równie wspaniali i mieli życiorys równie bohaterski i piękny jak nasz PAN Bóg – PAN Jezus Chrystus, ale nie równie tragiczny: by nie musieli umierać na krzyżu czy też cierpieć za istoty przez siebie stworzone, czy dla jakiegokolwiek innego celu, czy z jakiegokolwiek innego powodu. Uczmy się i zdobywajmy Bożą mądrość i wiedzę, poznawajmy Boga na Ziemi, byśmy oglądali z bliska Jego twarz w Wieczności.
A do anioła kościoła w Pergamonie napisz: To mówi ten, który ma ostry miecz obosieczny.
2:13
Znam twoje uczynki i wiem, gdzie mieszkasz – tam, gdzie jest tron szatana – a trzymasz się mojego imienia i nie wyparłeś się mojej wiary nawet w dniach, gdy Antypas, mój wierny świadek, został zabity u was, tam, gdzie mieszka szatan.
2:14
Ale mam nieco przeciwko tobie – że masz tam takich, którzy trzymają się nauki Balaama, który uczył Balaka, jak doprowadzić do upadku synów Izraela, żeby jedli ofiary składane bożkom i uprawiali nierząd.
2:15
Podobnie masz i tych, którzy trzymają się nauki nikolaitów, czego nienawidzę.
2:16
Pokutuj! A jeśli nie, przyjdę do ciebie szybko i będę walczył z nimi mieczem moich ust.
2:17
Kto ma uszy, niech słucha, co Duch mówi do kościołów: Temu, kto zwycięży, dam jeść z manny ukrytej i dam mu kamyk biały, a na kamyku wypisane nowe imię, którego nikt nie zna oprócz tego, który je otrzymuje.
Jestem wojowniczką Jezusa, z mocy Boga, nauczycielką, prorokinią, apostołem i sługą, przeznaczoną od stworzenia świata do burzenia twierdz warownych, obalam rozumowania i wszelką wyniosłość, która powstaje przeciwko poznaniu Boga, i zniewalam wszelką myśl do posłuszeństwa Chrystusowi; gotowa do ukarania wszelkiego nieposłuszeństwa, kiedy posłuszeństwo ludzi będzie całkowite. (por. Biblia; II Kor 10, 3-6)
Powyższa historia jest oparta na faktach
Spośród wielu twarzy, widzianych wyraźnie, najlepiej zapamiętałem twarz Nitki. Była to twarz przykuwająca momentalnie uwagę, pociągła o niebiesko-żółtych, kocich oczach, dobrze zaznaczonych, choć delikatnych brwiach oraz włosach o kolorze złotego piasku. Usta Nitki, niekiedy niemal piękne, niekiedy układające się jak przeciętne, wykazywały tendencję do ciągłego uśmiechu. Nitka, jak wiem, urodziła się nieprzeciętnie pogodna i optymistyczna, z pozytywnym i ciepłym spojrzeniem na świat. Wymagało to miesięcy nieustannej „terapii”, by uczynić tę kobietę pesymistką i mrukiem, jednak cel został całkiem szybko osiągnięty.
Życie Nitki, jak kruchą cienką nić, opłakuję po dziś dzień, wiele razy na nowo. Było ono całkowicie bezwartościowe i puste, było wręcz torturą, a jednak Nitka z pewnością, na ile umiem osądzić, zasłużyła sobie na nagrodę w Niebie. Życie tej kobiety od początku do końca skoncentrowane było na osobie PANA Jezusa Chrystusa i pełzło do przodu pomaleńku i ostrożnie, samotnie i wśród tłumu dalej samotnie, dalej rozważnie, zapaleńczo i szaleńczo do celu – zbawienia jej i innych dusz. Jakkolwiek staroświecko to brzmi, tak, powiem to jeszcze raz – jej życie było poddane w niewolę PANA Jezusa Chrystusa, Najwyższego Boga i Stworzyciela. On namacalnie kochał i prowadził Nitkę do siebie, w swoje Boskie ramiona – do ciepłej i słonecznej Krainy, gdzie jej łzy i ból, i rozpacz osuszy na zawsze i na dobre.
Los Nitki, jakby z góry przesądzony, katastroficzny, budził często podziw i zawiść, a potem w równym stopniu obrzydzenie, pogardę i nienawiść, aczkolwiek kobieta nie zawsze zdawała sobie z tego sprawę. Była wszak otoczona kokonem milczenia i odrzucenia, odrealniona i chora, krocząca po „tamtej” stronie dnia. Zapamiętałem Nitkę jako osobę niecodzienną i niespotykaną, delikatną i niezwykle silną, żołnierską i aktorkę, burzliwą, jak również nieprzeciętnie cierpliwą. Ona, idąc, zawsze śpiewała…
Kiedy ulata powoli życie, a człowiek zmierza do Wiecznego Domu, odchodzą wraz z nim talenty, które dał mu Bóg. One były mu światłem i pasją, nadzieją, spełnieniem oraz sensem, i dzięki nim podążał do przodu z mocą. Teraz, rozdzierany i ogołocony przez wielu, wędruje na Wschód, do miasta swojego Boga, a paleta talentów, które uzyskał jako początkowy kapitał u Źródła, i których nie mógł wykazać, przygnieciony zawiścią ludzi, rozrywa cierpieniem jego duszę. Tam, w drugim Jeruzalem, jak wie, to co zdołał osiągnąć na ziemi, przedzierając się przez chaszcze nienawiści oraz bezdroża zagrożenia, to w czym wyróżnił się wbrew przytłaczającemu osaczeniu innych, zostanie obficie nagrodzone…
Kiedy Mojżesz dorósł, wyszedł do swych braci i widział ich ciężary. Zobaczył też Egipcjanina, który bił Hebrajczyka, jednego z jego braci.
2:12
Rozejrzał się na wszystkie strony, a gdy zobaczył, że nikogo nie ma, zabił Egipcjanina i ukrył go w piasku.
2:13
A gdy wyszedł następnego dnia, oto kłócili się dwaj Hebrajczycy. Wtedy zapytał tego, który wyrządzał krzywdę: Dlaczego bijesz swego bliźniego?
2:14
Ten mu odpowiedział: Któż cię ustanowił przełożonym i sędzią nad nami? Czy zamierzasz mnie zabić, jak zabiłeś Egipcjanina? Wtedy Mojżesz zląkł się i powiedział: Na pewno sprawa wyszła na jaw.
2:15
Gdy faraon usłyszał o sprawie, usiłował zabić Mojżesza. Lecz Mojżesz uciekł przed faraonem i zamieszkał w ziemi Midian. I zatrzymał się tam przy pewnej studni.